Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Powakacyjna promocja: Kindle Paperwhite o 30 euro, a Voyage o 40 euro taniej!

Oto, co czytałem w roku 2016. I dlaczego tak mało?

Oto już czwarte moje podsumowanie czytelnicze ubiegłego roku. Poprzednie dotyczyły lat 20132014 oraz 2015.

Jak co roku będzie kilka spostrzeżeń i rekomendacji, a także kompletna lista tego, co przeczytałem.

Również jak zwykle podkreślę, co jest tutaj celem. Chcę pokazać, co rzeczywiście czytam, a jednocześnie wyjaśnić, że chociaż Świat Czytników to blog na temat e-czytania, to nie jest blogiem stricte „książkowym”, ani tym bardziej kulturowym czy literackim.

Lista książek

Pełna lista na stronie Google, można ją tez podejrzeć poniżej (nie zawsze działa i trzeba przewijać). Dodatkowo: link do XLS. W sąsiednich zakładkach książki z poprzednich lat.

Teraz muszę się przyznać do czytelniczej porażki. Namawiam Was tutaj do e-czytania, codziennie prezentuję dziesiątki promocji, a sam… przeczytałem w ubiegłym roku zaledwie 35 książek!

Wiadomo, że czytanie to nie wyścig, a wyzwanie „52 książek”, zgodnie z którym zacząłem parę lat temu spisywać to, co czytam – jest tylko zabawą. Nie da się jednak nie zauważyć spadku liczby lektur, tak od sierpnia.

Mam sporo usprawiedliwień.

  • Więcej zajęć. W drugiej połowie roku pilnowałem wykańczania mieszkania, potem przeprowadzałem się, dopiero ostatnio mam trochę oddechu.
  • Czasopisma. Do śniadania lubię poczytać Gazetę Wyborczą, Tygodnik Powszechny, Politykę albo weekendowe wydanie Dziennika Gazety Prawnej. To jest problem, bo chcąc czytać wszystko, co jest ciekawego – zabraknie czasu na beletrystykę.
  • Czytanie odroczone. Jak już wspominałem nieraz, w przypadku Kindle korzystam z cotygodniowej gazetki wysyłanej przez Instapaper. Gdy testowałem Kobo Glo HD, zakochałem się w Pockecie i z niego korzystałem przez parę miesięcy. Ostatnio wróciłem do Instapaper, bo jednak mam Kindle pod ręką, a tylko dla Pocketa nie będę sięgał po Kobo.
  • Niedokańczanie. Zaczynam coś czytać, potem wpada coś innego i… zostawiam. O rosnącej kolekcji książek niedokończonych pisałem już rok temu – w tym doszło kilkanaście kolejnych. Choćby taki Dekameron z Wolnych Lektur. Zacząłem jakoś w wakacje, chcąc przypomnieć sobie licealne fascynacje. Jednak nie wszystkie historie są na tyle fascynujące, aby chciało mi się przez nie iść ponownie, no i… tak w 1/3 entuzjazm opadł.

W tym roku większość tytułów przeczytałem na Kindle – tylko cztery na Legimi, a że płacę abonament Legimi 1500, to oznacza, że straszliwie przepłacam. :-) Niemniej traktuję abonament jako możliwość dostępu do całej biblioteczki i sprawdzenia całej treści książki, którą chciałbym zakupić już jako plik…

Parę uwag na temat przeczytanych książek

Oto książki, którym dałem oceny 7-9 w dziesięciostopniowej skali. Linki, z jednym wyjątkiem, prowadzą do porównywarki, albo do Amazonu.

  • Gniew Zygmunta Miłoszewskiego zacząłem czytać ze względu na miejsce akcji – czyli Olsztyn, w którym do połowy roku mieszkałem. Sporo świetnych obserwacji, czasami bardzo złośliwych, ale celnych – rzeczywiście na światłach czeka się tutaj chyba najdłuższej w Polsce. Jako kryminał – ideał, wciągający do ostatnich stron, choć samo zakończenie niestety zawodzi, szczególnie gdy wiemy, że autor nie planuje kontynuacji. Trochę nietypowo zacząłem od trzeciej części serii z Szackim. Później przeczytałem Ziarno prawdy – tutaj też świetny portret Sandomierza, w którym nigdy nie byłem, a będę chciał się wybrać, niestety warsztat już słabszy, a fabuła… no cóż, po końcowych faktach narzucało się sporo pytań.
  • Nasza wojna. Tom I. Imperia 1912-1916 – polecałem tę książkę, gdy była za dychę, gdyż pokazuje oblicze I wojny światowej, którego nie znamy. Po pierwsze skupia się na froncie wschodnim, gdzie działo się czasami o wiele więcej niż w wojnie pozycyjnej na zachodzie. Po drugie – pokazuje nawet nie tyle działanie wojenne, co zaplecze frontu, życie ludności cywilnej, nawet różne teorie spiskowe tamtych czasów, np. doszukiwanie się wszędzie szpiegów.  Ostatnio w wyprzedaży w Carrefourze dorwałem wersję papierową za 14,99 zł – to akurat jeden z tytułów, który chcę mieć też na półce. Niestety wciąż czekamy na drugi tom.
  • Czas Kaczyńskiego. Polityka jako wieczny konflikt – to trzecia część historii politycznej III RP Roberta Krasowskiego i szalenie ciekawa, jeśli chcemy zrozumieć kulisy obecnych konfliktów politycznych. Jak to się stało, że PO oraz PiS, dwie partie planujące wspólną koalicję i dość podobne do siebie programowo (tak, tak…), nagle stały się śmiertelnymi wrogami i stanęły po obu stronach jednego z największych podziałów na polskiej scenie? Sporo psychologizowania i czasami dość naciągane teorie, ale czyta się jak thriller.
  • Noc generała – tę książkę też nieraz polecałem. Francuski dziennikarz pokazuje w świetle relacji różnych ludzi pierwsze noce stanu wojennego. Najbardziej kapitalne (i pouczające) są dla mnie opisy reakcji światowych mediów, które początkowo… poparły pucz generała Jaruzelskiego. Również doskonały opis wydarzeń, które doprowadziły do tego, że prezydent Reagan zaangażował się bardziej w polskich sprawach.  Obecnie czytam W stanie – opracowanie Ośrodka Karta, również zbierające różne relacje – to niestety bardziej przegadane, bez jakiegoś głównego wątku.
  • Ice Station Zebra – dobrze jest powrócić do lektur sprzed lat, tym razem w oryginale. Choć i tak dobrze wiem, jak wszystko się skończy – czytając po angielsku można wychwycić wiele nie zauważonych wcześniej odcieni. Jednocześnie słowniki na Kindle bardzo się przydają.
  • Disrupted: My Misadventure in the Start-Up Bubble – rzecz absolutnie fantastyczna i smutna. Pięćdziesięcioparoletni redaktor zwolniony z Newsweeka idzie pracować w startupie, którego tworzą ludzie o 20-30 lat młodsi. Zderzenie kultur, przyzwyczajeń i doświadczeń. Opisana w książce firma Hubspot wydaje się rzeczywiście „bańką” nastawioną na omamienie inwestorów, w której pracuje banda nierozumiejących niczego dzieciaków.  Dodam, że wiele ze spostrzeżeń Lyonsa było bliskich do tego, co zauważyłem w pewnych polskich firmach, dla których pracowałem. Niestety im bliżej końca, tym bardziej przebija zgorzknienie i złośliwość autora, co – łącznie z niesamowitą zemstą, jaką było wydanie książki – stawia w nieco innym świetle jego wcześniejsze uwagi. 
  • Tadeusz Broś. Sorry Batory, czyli przypadki Pana Teleranka – to niestety głównie smutne. Historia człowieka, który miał wszystko i wszystko stracił na własne życzenie, głównie przez swój alkoholizm. Jak ktoś, kto zarabiał kilkanaście tysięcy miesięcznie stał się jedną z pierwszych osób w Polsce, które ogłosiły upadłość konsumencką? Broś relacjonuje swoją walkę o wyjście na powierzchnię – bardzo trudną, no i ostatecznie przegraną, bo niedługo po tej serii wywiadów zmarł. Zanim przeczytamy książkę, warto obejrzeć odcinek Ludzi na walizkach w którym Broś wystąpił.
  • Życie na pełnej petardzie – to też wydaje się, że będzie książka smutna, bo przecież ks. Kaczkowski w tym roku zmarł, a udzielając tego wywiadu był już śmiertelnie chory. Ale przeciwnie – rzadko można spotkać takie świadectwo optymizmu, chęci działania i zdrowego rozsądku. W książce pada też sporo dość kategorycznych stwierdzeń na temat polskiej rzeczywistości – dałbym ją jako obowiązkową lekturę wielu polskim hierarchom kościelnym…
  • Stan futbolu – nie dałem tej książce bardzo wysokiej oceny, bo ani nie jestem zapalonym kibicem piłkarskim, ani do końca mi nie odpowiadał styl autora, który zbyt często wybija się na pierwszy plan. Interesujące są jednak różne smaczki związane z kulisami futbolu. Jak choćby rozdział o zarobkach polskich piłkarzy, z konkluzją, że większość po zakończeniu kariery jest spłukana…
  • Przełęcz. Osada – moje pierwsze zetknięcie z Bułyczowem i od razu olśniewające. Statek kosmiczny rozbija się na obcej, wrogiej ludziom planecie, bez szans na powrót. Po kilkunastu latach rośnie nowe pokolenie, które kompletnie nic nie wie o Ziemi, jednocześnie ich rodzice chcą zachować strzępy pamięci. Aha – e-booka kupimy tylko w solarisnet.pl, zakup obsługiwany jest ręcznie. Kiedyś o tym serwisie pisałem, niestety nie byli zainteresowani obecnością np. w porównywarce.
  • Ciemne sekrety – dzięki Legimi (albo promocjom) miałem sporo podejść do współczesnych kryminałów i większość porzucałem nie dochodząc do 1/3. Ten mnie wciągnął – bardziej przez wątki psychologiczne i niezwykle mało sympatycznego głównego bohatera.
  • Marsjanin – robiłem kilka podejść, zniechęcała mnie opinia o tłumaczeniu (zostało w tym roku poprawione), jak też o rzekomej dawce fizyki wewnątrz powieści. Aż zacząłem i wciągnęło momentalnie. Przygody marsjańskiego McGyvera są w pełni weryfikowalne naukowo – co nie zmienia tego, że  czekamy z niecierpliwością, co stanie się dalej. Jak już wspomniałem przy innej okazji – to powinna być lektura obowiązkowa w pierwszej klasie „nowego” liceum. Niech uczniowie wiedza, że fizyka się do czegoś przydaje, a poloniści wyjdą poza schemat analizowania motywów bohatera romantycznego i pozytywistycznego.
  • Polska 2.0dawno nie czytałem niczego od Inglota, który kilkanaście lat temu miał sporo celnych strzałów w polskiej fantastyce. Tutaj wraca z dwoma wizjami przyszłości Polski – jednej militarno-optymistycznej, drugiej… korporacyjno-pesymistycznej. Oby nie sprawdziła się żadna.

Mam nadzieję, że w tym roku lektur będzie więcej. :-)

Na koniec pytanie – co ciekawego przeczytaliście w ostatnim roku i co możecie polecić? Zapraszam do komentarzy.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki, Mój Kindle. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

208 odpowiedzi na „Oto, co czytałem w roku 2016. I dlaczego tak mało?

  1. Blue pisze:

    „Niemniej traktuję też książki z abonamentu jako możliwość dostępu do” Coś ucieło ;)

    EDIT: Już widzę poprawione ;).

    0
  2. farmer pisze:

    Służby specjalne. Podwójna przykrywka,dlaczego taka niska ocena ?

    2
    • Robert Drózd pisze:

      Czegoś mi w tej książce brakowało, może konkretów – bardziej taki zbiór anegdot, pokazujący jakim to główny bohater był gierojem.

      0
      • ihor pisze:

        „służby…” to było moje książkowe rozczarowanie 2016 r. – kim on nie był, kogo nie pobił, z kim się nie przespał.
        Momentami sprawdzałem, czy to nie jest książka o Rutkowskim

        7
  3. Bociek pisze:

    Faktycznie mało wyszło, ale usprawiedliwiać się nie musisz. Jak sam napisałeś, nie jest to blog czytelniczy. Ja też zacząłem od zeszłego roku robić sobie listę. Ciekaw jestem czy w tym roku uda mi się przeczytać podobną liczbę książek.

    4
  4. Marcepan pisze:

    W pocketbooku lista przeczytanych książek zapisuje się bodaj w jakimś pliku. Muszę sprawdzić. W roku 2016 przeczytałem sporo książek a zawdzięczam to pobytowi w szpitalu i długiej rekonwalescencji. Okazało się wtedy że można w ciągu doby przeczytać cztery książki i jeszcze się wyspać ;)

    4
    • Robert Drózd pisze:

      O, serio? To byłaby bardzo przydatna funkcja, a nie natrafiłem na nią przy testach. Coś więcej wiesz?

      0
      • Marcepan pisze:

        W katalogu \system\state\ zapisują się pliki *.af0 z zapisem czasu ostatniego otwarcia. Sprawdzone dla PB 611 z czerwcowej wyprzedaży empiku.

        3
        • Dziad z lasu pisze:

          @Marcepan:
          Tyle że te pliki są tworzone i zachowywane dla każdej książki osobno, w osobnych teczkach (przynajmniej w przypadku PB TL3), więc wydobycie informacji o czasie utworzenia i ostatniej modyfikacji wymaga albo żmudnego przekopywania kilkunastu, kilkudziesięciu, albo i kilkuset katalogów, względnie napisania jakiegoś skryptu, który by te dane dla nas wyciągnął.
          BTW @Robert:
          „Pięćdziesięcioparoletni redaktor zwolniony z Newsweeka idzie pracować w startupie, którego tworzą ludzie o 20-30 lat młodsi.”
          Pokrętna gramatyka tego zdania sugeruje, że ludzie o 20-30 lat młodsi tworzą pięćdziesięcioparoletniego redaktora. A skoro jednak ewidentnie chodzi o startup, należało napisać „który tworzą”.

          0
          • Marcepan pisze:

            Nie jest to proste bo te pliki nie są stworzone do celów statystycznych ale nie niemożliwe. Zrzucić listę plików z katalogów do pliku txt można poleceniem dir. Tekst przesiać w poszukiwaniu af0 i posortować datami w edytorze tekstu. Podsumowując wszystkie nośniki, w 2016 roku przeczytałem ponad 138 książek. Czego nikomu nie życzę.
            Robert mówił o innym pocketcie czego pierwotnie nie zauważyłem i zinterpretowałem po swojemu ;)

            0
  5. Hania pisze:

    O! Też w 2016 przeczytałam „Firmę” Grishama :)
    Mało czy nie mało, ważne, że cokolwiek. Ja moje 114 zawyżyłam czytając sporo zbiorów poezji, które są dostępne w Wolnych Lekturach. Czyta się szybko i licznik leci :D

    0
  6. kjonca pisze:

    „Noc generała” przeczytałem w papierze.
    Lektura obowiązkowa dla tych co twierdzą, że nie należało się obawiać wkroczenia Rosjan.

    6
  7. gieerzet pisze:

    Zdecydowanie jestem pod dużym wrażeniem Opowieści z meekhańskiego pogranicza – pochłonąłem wszystkie 4 tomy, ani na moment nie będąc znudzonym. Kupiłem na jakiejś promocji nie wiedząc czego się spodziewać i były to najlepiej wydane pieniądze na ebooki w zeszłym roku:) Szczerze polecam!

    21
  8. Athame pisze:

    U mnie równe 52, przy czym jedne po 3 tygodnie, a inne po 3 na tydzień…

    0
  9. Magdalaena pisze:

    Nie liczę na bieżąco ile książek przeczytałam – sprawdziłam listę wydatków i przesłuchałam 11 całych kupionych audiobooków i 11 kupionych e-booków. Plus książki z legimi + darmocha z publio itp. Plus część książek porzucałam w trakcie, bo jakoś mnie nie bawiły wystarczająco.

    I wszystkich namawiam – nie stresujcie się. Czytajcie jak macie ochotę, prasa też jest dobra, zresztą w ogóle kultura działa wielowymiarowo ;-)

    7
  10. „niedokańczanie”
    ja mam tak z audiobookami – zaczynam słuchać, nudzę się, biorę się za kolejny – tak długo aż wpadnie mi w ucho coś ciekawego

    1
    • magneto pisze:

      Nie mogę się przekonać do audiobooków. Robiłem kilka podejść, ale to nie dla mnie. Trudno mi się skupić na słuchaniu i po kilku rozdziałach dochodzę do wniosku, że nie wiem o czym to było :-D

      12
      • Magdalaena pisze:

        A ja mam wrażenie, że audiobooki czytam i pamiętam „bardziej” – bo pochłaniam je wolniej i przy okazji wyobrażam sobie poszczególne sceny.

        2
        • Lidia pisze:

          Odnoszę dokładnie takie samo wrażenie. Fakt, że audiobooków miałam tylko dwa a książek przeczytałam grubo ponad 100 w 2016, ale z wielu kompletnie nic nie pamiętam ;-/
          Zobaczymy jak to będzie wyglądało w 2017. Mam plan przesłuchania większej liczby audiobooków. Okaże się czy wówczas nadal będę je lepiej od przeczytanych pamiętać :-)

          Nie wiem czy już o tym było.
          Może kogoś z Was zainteresuje
          http://najpierwprzeczytaj.pl/

          0
          • Lidia pisze:

            Z 2016 roku w pamięci zapadły mi:
            „Motyl” L. Genova
            ” Oswoić narkomana” R. Rutkowski..
            wszystkie księdza Kaczkowskiego
            „Uległość” Houellebeck
            „Wilki”A.Wajrak
            „Polska odwraca oczy” J. Kopińska
            „Ostatnia arystokratka” i „Arystokratka w ukropie” E. Bocek
            „451 stopni Fahrenheita” Bradbury R.
            „Krzyk Czarnobyla” S.Aleksijewicz
            „Inna dusza” ł. Orbitowski
            „Syn ogrodnika” J. Hay
            „Ciemne sekrety” Hjorth, rosenfeldt
            „Smutek cinkciarza” S. Chutnik
            „Zapytaj księżyc” N. Filer
            „Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął” J. Jonasson
            „Władca much” Golding

            0
      • asymon pisze:

        Ja z kolei więcej słucham ebooków niż kupuję, na odwrót niż z ebookami. Odkrycie tego roku to Ninateka i „Solaris” czytane przez Piotra Fronczewskiego.

        Nie wiem jak słuchasz, ale na skupienie pomaga schowanie telefonu do kieszeni ;-)

        2
        • Magdalaena pisze:

          Polecam słuchanie przy pracach domowych – niby wieszam pranie, ale uszami i duchem jestem na dworze Mieszka I ;-)

          9
          • magneto pisze:

            Eeee tam, próbowałem już w samochodzie, w pracy, w łóżku przed snem, podczas spacerów, biegania i nic. Myśli ulatują gdzieś indziej.

            10
            • violino pisze:

              Mam to samo, przy audiobookach zwykle zasypiam.
              Poza tym, Magdalaena pisze, że wolniej przy audiobookach czyta i dzięki temu (?) widzi opisywane sceny. Ja je widzę, jak czytam i nie bardzo rozumiem, jak ktoś ich może przy czytaniu nie widzieć, a przy słuchaniu tak.
              Poza tym wolę je widzieć, jak sama czytam, bo nikt mi żadnej interpretacji nie narzuca (chociażby sposobu, w jaki postać mówi).

              6
              • Magdalaena pisze:

                @ violino – przy książkach, które czytam oczami też sobie wszystko wyobrażam, ale przy audiobookach, które słucham i to wolniej – te obrazy są bardziej wyraziste, bardziej zostają mi w pamięci.

                Może mam pozytywne skojarzenia z czasów, kiedy byłam dzieckiem i czytali mi rodzice?

                0
            • yuhma pisze:

              Magneto, mam to samo. A poza tym żal mi słuchać przez 20 godzin powieści, którą sam przeczytam w 3.
              Natomiast zauważyłem u siebie, że czytam już tylko w autobusie (co prawda to 2 godziny dziennie). Jakoś czytnik mi nie pasuje do fotela w domu :-)

              2
              • rudy102 pisze:

                Co do 20 godzin – audiobooki można przyspieszać. Przy jakichś czysto rozrywkowych tempo x1.4-1.5 z reguły najlepsze.

                3
            • Adampe pisze:

              Bo słuchać trzeba się nauczyć. Jeśli jesteś bardziej wzrokowcem, to musisz trochę się nasłuchać, żeby mózg nauczył się podświadomie zapamiętywać także zasłyszane informacje.

              2
            • YuukiSaya pisze:

              Bez podkręcenia prędkości (min. 1.6x) ani rusz. Dopiero wtedy nie daje mi to czasu na bujanie w obłokach i gubienie fabuły.

              2
      • Joanna pisze:

        Magneto:

        też tak mam, przy słuchaniu myśli gdzieś ulatują (a jeśli spróbuję w łóżku przed snem, to po prostu zasnę ;)).

        Moja metoda – słuchanie podczas: prac domowych (mechanicznych typu mycie naczyń), monotonnych prac na komputerze, ew. bazgrania bezsensownych szlaczków/kolorowania. Obowiązkowo przez słuchawki (używam nausznych z bluetoothem). Plus manipulowanie szybkością odtwarzania, żeby trafić w odpowiednią dla mnie.

        I jakoś daję już radę – audiobooków co prawda słucham baaardzo rzadko, ale za to nauczyłam się słuchania podcastów (w tym dłuuugich reportaży) i, ku mojemu zdziwieniu, bardzo to polubiłam. Myślę o ponownym podejściu do audiobooków.

        1
        • AS pisze:

          Mam podobne doświadczenia. Przed snem, bez sensu, bo w pewnym momencie tracę wątek. Ale już przy komputerze, gdy robię coś mechanicznego, powtarzalnego, świetne. Zdecydowanie wole samodzielnie czytać, jednak nie zawsze można czytać i zająć się jednocześnie czymś innym. Oczywiście spacery to również dobra pora na słchanie. Problemem jest najczęściej lektor i sama narracja. Jak mi książka przypadnie do gustu, mogę słuchać. Odpadają skandynawskie i inne egzotyczne, gdyż gubię się w bohaterach. Nie rozróżniam ich. W przypadku polskich i anglojęzycznych nie ma z tym problemu.

          0
  11. magneto pisze:

    Jak podliczyłem kwotę zakupów w ubiegłym roku to aż się za głowę chwyciłem, ale za to mam księgozbiór do przeczytania w bieżącym roku, a i może na przyszły coś pozostanie. Nasza wojna. Tom I. Imperia 1912-1916 – właśnie jest u mnie „przerabiana”. Rzeczywiście pozycja godna polecenia z pewnością kupię drugi tom.

    2
  12. Su pisze:

    Książka książce nierówna pod względem liczby stron. Więc może lepiej liczyć przeczytane strony. A jeśli chodzi o I wś to znacznie lepiej wyjaśnione są przyczyny jej wybuchu w książce „Zwaśnieni monarchowie”. Polecam.

    2
  13. asymon pisze:

    Gdzie u licha znalazłeś Robercie „Ostatni brzeg” w wersji elektronicznej? Bellona chyba niezbyt ten-tego ebooki.

    1
  14. YuukiSaya pisze:

    Przeczytane w 2016 i polecane:
    – Dziki łabędź i inne baśnie – świetne podejście do popularnych bajek, ale od drugiej strony
    – Człowiek z wysokiego zamku – co ja będę pisać…
    – Trylogia Rzymska Harrisa i dylogia o Świętosławie Cherezińskiej – bo lubię fabularyzowaną historię

    I wiele innych. Przejrzałam własną listę i tylko wzdycham, kiedy kontynuacje poszczególnych serii…

    2
  15. Ela pisze:

    Ja w tym roku czytałam same cegły i ogólna ilość to … Wstyd się przyznać. Za to przeczytałam całego Severskiego – polecam, każda kolejna część lepsza! Poleca Pan ” Ciemne sekrety” – słusznie, przeczytałam wszystkie 5 części i wciągają niesamowicie. Nowy rok zaczęłam od „Rzymu” Hughesa i to chyba będzie najdłużej czytana książka – bo ją się smakuje jak dobre jedzenie… Czytam pół strony, a potem pół godziny wędruję po uliczkach Rzymu niesiona wyobraźnią.
    Idźmy na jakość, moi drodzy. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! :)

    2
  16. Marcin K. pisze:

    Czy z Kindla da się wydobyć jakieś statystyki?

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Z tego co wiem, to nie.

      0
    • Athame pisze:

      Co konkretnie chcesz wydobyć?

      0
      • Marcin K. pisze:

        Nic konkretnego. Zapytałem z ciekawości.

        0
      • Stondrek pisze:

        Przyznam, że miałem nadzieję, że się odezwiesz. :)
        Od najważniejszych:
        1. Dzień ukończenia (osiągnięcia 100%) każdej z książek.
        2. Prędkość czytania poszczególnych książek (nie wiem jakie jednostki mogłyby być tu dostępne).
        3. Ilość godzin (w poszczególnych dniach) poświęcona na czytanie książek (może być – włączenie urządzenia – bo w sumie na jedno wychodzi).
        4. Ilość czasu w poszczególnych dniach poświęcona na czytanie poszczególnych książek.

        W sumie zadowalająca byłaby już statystyka z pkt. 1. Każdy kolejny punkt, to już wodotrysk. :)

        0
        • Athame pisze:

          Posprawdzałem trochę:

          1. Jest, ale prawdopodobnie nie do odczytania bez roota (baza danych poza pamięcią dostępną dla użytkownika). Niewykluczone, że jest też w lepiej dostępnym miejscu, ale nie rozkodowałem wszystkich danych.

          2. Jest dla każdej książki w pliku z końcówką *.azw3r (w katalogu .sdr powiązanym z książką). Jest tam średnie tempo czytania (w stronach lub lokacjach na minutę), całkowity czas czytania i długość książki. Oczywiście dane binarne, ale plik króciutki i łatwy do parsowania.

          3. To da się odczytać z logów systemowych – znowu bez roota chyba niemożliwe.

          4. Jak wyżej. W obu przypadkach będzie to czas działania czytnika (poza trybem wygaszacza), tak więc wliczane jest nie tylko samo czytanie, ale też poruszanie się po menu. Logi rotują się po 60 dniach, więc dla dat sprzed roku nie da rady (chyba, że ktoś robi regularny backup logów).

          W skrócie – jakby mi zależało, to znalazłbym takie dane, ale na niemodyfikowanym systemie dostęp jest tylko do punktu 2.

          1
          • Stondrek pisze:

            Dzięki za poświęcony czas.
            Jak dla mnie to jest raczej gra nie warta świeczki. Miałem nadzieję, że więcej danych będzie dostępnych od ręki, bez większej rzeźby, a już na pewno bez rootowania urządzenia.
            W sumie interesująca jest wiadomość, że system tak dokładnie loguje aktywność użytkownika (chodzenie po menu). Może to być przydatne, np. przy rozpatrywaniu reklamacji… jeżeli jednak jest to tak głęboko ukryte, to i tak Amazon nie da rady tego zrobić zdalnie, bez posiadania urządzenia u siebie na miejscu.

            0
            • Athame pisze:

              Zdziwiłbyś się widząc co Amazon może zrobić zdalnie.

              Logi są standardowe dla Linuksa, więc nie ma nadmiernego szpiegowania (w tym obszarze!).

              Bez roota możliwe jest odczytanie tylko średniego tempa czytania dowolnej książki j jej długości, z czego można łatwo wyliczyć czas poświęcony na całą książkę – do celów statystycznych to już coś konkretnego.

              0
              • Stondrek pisze:

                Hmmm… z jednej strony chciałbym, abyś powiedział co może zrobić Amazon zdalnie… ale z drugiej strony… już wyobrażam sobie skrypty wykonywane automatycznie po wybudzeniu czytnika, komunikację w obie strony i w zasadzie dowolność w zakresie analiz aktywności użytkowników (także w trybie BigData) począwszy od jego aktywności „książkowej”, a skończywszy na analizie przemieszczania użytkownika np. w oparciu o widoczne sieci wifi…

                Także… zdziw mnie. :)

                0
              • Athame pisze:

                W skrócie: cała aktywność i orientacyjne położenie geograficzne czytnika są monitorowane i co jakiś czas paczuszki trafiają do… Nawet jeśli w czytniku masz na stale tryb samolotowy. Jedynym zabezpieczeniem przed takim działaniem jest trzymanie czytnika non-stop w tzw. klatce Faradaya.

                Pocieszające jest to, że analizą takich danych zajmują się maszyny, przynajmniej do czasu wykrycia podejrzanych fraz.

                Po włączeniu Wi-Fi Amazon może zrobić z czytnikiem wszystko (oczywiście bez informowania o czymkolwiek). Jeśli chciałbyś zrobić coś podobnego mając czytnik w ręku, to potrzebujesz zarówno specjalistycznego sprzętu (drogiego!), jak i specjalistycznego oprogramowania (niepublicznego).

                0
              • mjm pisze:

                Tutaj masz informacje sprzed 4 lat, w jakim kierunku idzie i może iść wykorzystanie informacji zebranych z e-czytników przez Amazon i innych: http://www.wsj.com/articles/SB10001424052702304870304577490950051438304
                http://www.dw.com/en/e-books-are-tracking-your-reading-habits/a-16352783

                0
              • asymon pisze:

                Na szczęście (?) Amazon trzyma te dane dla siebie, czytałem ostatnio że nie chcieli oddać policji nagrań z głośnika Echo, które mogły pomóc w sprawie zabójstwa.

                Oczywiście co innego terroryzm, to pewnie od razu lecą do NSA nagrania zawierające słowa „trotyl” czy „niezarejestrowana karta SIM”.

                Zastanawia mnie czy statystyki dla książek spoza Kondle Store też są takie dokładne, bo plików jest jakby mniej. I czy obrabiają też ebooki w języku polskim.

                0
              • Stondrek pisze:

                @Athame
                W sumie najbardziej zaskakująca jest dla mnie informacja o wysyłce danych pomimo włączonego trybu samolotowego.
                Ciekawe, czy Amazon w którymś ze swoich regulaminów informuje, że przetwarza tego rodzaju dane.

                2
              • Athame pisze:

                Wydaje mi się, że tu macki wkłada NSA (Amazon to amerykańska firma). Początkowo też mnie to zaskoczyło (wysyłka danych w trybie offline), ale w końcu znalazł się odpowiedni człowiek, który udowodnił mi taki proces, jak również wyjaśnił zasadę działania.

                0
              • asymon pisze:

                @Stondrek: teoretycznie jeśli nie masz skonfigurowanej sieci wifi, to nie wyśle, bo niby jak?

                Oczywiście jeśli czytasz „na mieście”, możesz wejść w zasięg niezabezpieczonej sieci i wtedy kindle może po kryjomu wysyłać dane.

                0
              • Stondrek pisze:

                Ja rozumiem, że ikonka samolotu może oznaczać „czytnik nie ściągnie książek, ale jeżeli jesteś w zasięgu dostępnego połączenia, to wyśle do Amazon dane, które Amazon potrzebuje”.
                Jednak w dzisiejszej rzeczywistości zwykle w mniej lub bardzie enigmatyczny sposób takie działanie zawarte jest w polityce, regulaminie, etc. Inaczej… wybucha afera.

                0
              • Stondrek pisze:

                …poza tym… o ile w Kindle nie ma mikrofonu… o tyle już w tabletach Fire takie mikrofony są….
                Ciekawe, czy to wpływa na ilość i rodzaj danych jakie płyną do „centrali”.

                0
              • Athame pisze:

                @asymon
                „teoretycznie jeśli nie masz skonfigurowanej sieci wifi, to nie wyśle, bo niby jak?”

                Słyszałeś o cottonmouth? I bynajmniej nie chodzi mi o węża.

                0
              • Stondrek pisze:

                @Athame No, ale w przypadku COTTONMOUTH w kontekście NSA chodzi raczej o fizyczne urządzenie wpinane do komputera… Sugerujesz, że Kindle posiada backdoory instalowane na PC z wykorzystaniem luk typu 0-day? …a po przełamaniu zabezpieczeń PC, urządzenie Kindle otwiera sobie nowy acces point, albo zczytuje ustawienia już istniejących?

                0
              • Athame pisze:

                Obecny cottonmouth to już nie jest urządzenie, a fragment chipa, wymagany przy każdym układzie SoC, jaki może być sprzedawany na terenie USA. Obecność tego „świństwa” w każdej elektronice jest potwierdzonym faktem, niejasności dotyczą tego, jak jest wykorzystywane.

                „Jednak w dzisiejszej rzeczywistości zwykle w mniej lub bardzie enigmatyczny sposób takie działanie zawarte jest w polityce, regulaminie, etc. Inaczej… wybucha afera.”
                Serio. Afery dziś to codzienność.

                0
              • asymon pisze:

                To ja już nie wiem… Jedyne co mi przychodzi do głowy, to jakieś dziury w IEEE 802.11, ale to jest z oczywistych przyczyn nie do zweryfikowania :-(

                0
      • Dumeras pisze:

        Ilość przeczytanych stron (lokalizacji), przeczytanych książek, zaczętych a niedokończonych, łączny czas spędzony na czytaniu, itp.
        ;-)

        1
        • xpil pisze:

          … ilość stolca oddanego podczas lektury (w kilogramach), ilość kilowatów zużytej elektryczności, ilość wypitych filiżanek (w rozbiciu na kawę, herbatę, inne), do tego jeszcze stosunek liczby spółgłosek do samogłosek, w rozbiciu na poszczególne gatunki. Aha, jeszcze ilość zaoszczędzonego dzięki czytnikom miejsca na półkach (w metrach kwadratowych), oczekiwana ilość książek przeczytanych do końca życia (z uwzględnieniem psucia się wzroku oraz spodziewanego przybywania lub ubywania obowiązków). Ilość ludzi, których zamordowałem za przerywanie mi lektury. Średnia prędkość słuchania podczas prowadzenia auta (w sylabach na kilometr). I co tam jeszcze….

          11
          • Marcin K. pisze:

            Dodałbym do tego jeszcze ilość uratowanych drzew, zaoszczędzonych żarówek (dotyczy czytników z podświetleniem używanych po godzinie 15ej czasu zimowego i 20:17 letniego), zaawansowane statystyki dotyczące czasów drzemek przy lekturze z rozbiciem na poradniki typu „Jak żyć?” i „Jak zarobić i się nie narobić?”, ilość upadków z wysokości powyżej 0,25m (dotyczy sprzętu z akcelerometrem), liczbę wybrań ikony home (opcja dostępna po wykupieniu abonamentu Prime), ilość przeczytanych dzieł Beaty Pawlikowskiej, średnie opady dla Duszanbe (wykres w postaci wygaszacz ekranu) itd.

            3
            • Miagwa pisze:

              Ilosc a liczba, ciemniaki!

              6
              • xpil pisze:

                Bladawce! ;)

                0
              • Marcin K. pisze:

                Niewątpliwie ma kolega rację co do zasady, ale skoro ilość z liczbą „myliła się” także takim ciemniakom jak Sienkiewicz, Prus, Reymont czy Żeromski to muszę przyznać, że stanowi to dla mnie jakieś pocieszenie. Dbajmy o kulturę języka (np używając polskich znaków), ale dbajmy też o kulturę dyskusji. Pozdrawiam.

                5
        • asymon pisze:

          Na Lubimy Czytać pojawiły się jakiś czas temu statystyki, można wybrać na wykresie książki lub strony. Jest to trochę schowane na stronie profilu, ale da się znaleźć.

          Oczywiście na wykresie pojawia się nie to, co przeczytaliśmy, a to co dodaliśmy do serwisu :-)

          2
  17. GT pisze:

    MacLeana mam wszystkie książki w papierze i kiedyś dawno temu je przeczytałem. Szkoda, że nie ma ich oficjalnie w ebooku … w wersji polskiej :-(

    0
  18. xpil pisze:

    Tylko jedną pozycję z Twojej listy przeczytałem w 2016: „Marsjanina”. I mam bardzo podobne wnioski do Twoich, z tym tylko wyjątkiem, że ja nie byłem uprzedzony co do fabuły („marsjański McGyver” haha). Czytałem oryginał i pochłonąłem go bodajże w trzy dni, co w moim przypadku jest wyczynem dość rzadkim. Aha, no i Bułyczowa mam rzecz jasna przerobionego od deski do deski jeszcze za gówniarza ;) Reszta „Twoich” książek to z tego co widzę głównie literatura faktu, historia lub polityka – nie moja para kaloszy kompletnie.

    Pozdrawiam zza blogowej miedzy.

    0
  19. Marta pisze:

    Polecam „Polska Odwraca oczy”, pochlonieta w zakresie dwa wieczory. Zbiór reportaży Justyny Kopińskiej,wstrząsająca i bardzo ciekawa lektura. Ostatnia w zeszłym roku książka przeczytana na starym kindle :)

    3
  20. Robsik pisze:

    W tym roku widać dałeś szansę innym :) Moje podsumowanie dostępne na blogu: https://robsikblog.wordpress.com/2016/12/28/podsumowanie-czytelnicze-2016/

    0
  21. Anna pisze:

    U mnie największym pozytywnym zaskoczeniem roku była książka „Nie posiadamy się ze szczęścia”. Kupiłam ją w jakiejś promocji Woblinka, z początku w ogóle mi się nie podobała, a potem mną wstrząsnęła i długo nie mogłam przestać o niej myśleć. Może dlatego, że w zasadzie niczego o niej nie wiedziałam przed lekturą.

    2
  22. nick pisze:

    A dokad sie przeprowadziles z Olsztyna?

    1
  23. Dumeras pisze:

    W nawiązaniu do sklepu solaris. Zastanowiło mnie „obsługiwane ręcznie”. Sprzedaż ebooka ręcznie? Spod lady?
    A na ich blogu taki wpis:
    Ebooki w naszej księgarni są wysyłane jako pliki mobi lub epub przez operatora. Nie są generowane automatycznie, w postaci linków. Pragniemy bowiem nasze ebooki personalizować. Po otrzymaniu płatności operator wysyła je na adres e-mailowy zamawiającego. Wysyłka w dni robocze w godzinach 8-16.

    Ciekawe, jaki to koszt wprowadzić oprogramowanie automatycznie generujące pliki ze znakiem wodnym? Sprzedaż ebooków u nich musi być na prawdę marginalna. A plany mieli, by wydawać stare klasyczne pozycje właśnie w formie ebooka. Chyba niewiele z tego wyszło :-(

    0
    • asymon pisze:

      Dlaczego? Wydają sporo, mają kilkadziesiąt tytułów, tyle że trzeba zaczekać dzień-dwa na pliki. Jedyna wada to brak multiformatu.

      Za to nie muszą płacić prowizji za system do watermarku, więc mogą sprzedawać ebooki poniżej 10zł, (z pominięciem kilku antologii).

      2
    • Robert H pisze:

      Do tego wszystkiego sklep solaris ma bardzo atrakcyjne ceny ebooków… A i unikalne tytuły.

      1
      • Stormbringer pisze:

        Otóż to, Solaris oferuje masę klasyki s-f w cenach, które w każdym innym sklepie wywołałyby u klientów szał niekontrolowanych zakupów i zapchane serwery. :)

        1
    • Qfwfq pisze:

      Kupowałem u nich wielokrotnie. Obsługa niezawodna. Ebooki przysyłają mailem spakowane RARem.

      2
      • Dumeras pisze:

        A przepraszam, wprowadziłem w błąd. Pomieszałem dwie przeczytane kiedyś wiadomości. Wartościowe pozycje do Archiwum Polskiej Fantastyki im się kończą, więc niedługo może być koniec tej serii. I zmiksowałem to z rezygnacją NF z wersji ebook.

        Takie ręczne pakowanie ebooków trochę się jednak gryzie z kupuje i mam od razu u siebie. Jeden atut nad papierem znika ;-)

        0
        • Qfwfq pisze:

          Co zrobić… Wojtek Sedeńko unika wszelkich kosztów jak ognia. A zautomatyzowany system do tworzenia ebooków w kilku formatach i nadawania znaku wodnego jest zdecydowanie dużym kosztem. Można dzięki temu kupić tanio, mieć na skrzynce i to bez jakiegokolwiek zabezpieczenia… Taki ma patent, ale to działa.

          4
  24. Carpenter pisze:

    Ja akurat z racji siedzenia 8h dziennie przy komputerze i permanentnym brakiem czasu, przekonałem się do audiobooków. Z książek, którym dałem w zeszłym roku 9 gwiazdek wszystkie były zresztą akurat audiobookami:
    1. „Shantaram” Robertsa – kupiłem na urodziny Audioteki za 17PLN :) To był mój najlepszy zakup w zeszłym roku. Polecam.
    2. „Droga królów” Sandersona. Widziałem, że w Audiotece niedawno wyszedł profesjonalny audiobook. Ja przesłuchałem w wykonaniu Wojtka-już-nie-amatora :) Genialna książka, świetnie przeczytana.
    3. „Zły” Tyrmanda – z wielka przyjemnością wróciłem po latach a w interpretacji Andrzeja Ferency jest naprawdę rewelacyjna.
    Z innych książek „łyknąłem” m.in. całego Ciszewskiego (WWW i Jakuba Tyszkiewicza) oraz „Zwiadowców” Flanagana (poleciła mi córka, sięgnąłem po jedną z ciekawości i nie wiadomo kiedy poszły wszystkie :)
    W sumie wyszło 42 książki. Bywało lepiej, ale tez czasu co raz mniej…
    Pozdrawiam Roberta i wszystkich czytelników Świata Czytników.

    2
  25. Karolina pisze:

    Przeczytanych sporo jak na brak czasu. Godne polecenia:
    Ósme życie (oba tomy), Nino Haratischwili – dosłownie połknięte
    Pielgrzym, Terry Hayes

    0
  26. Bluszczokrzew pisze:

    Z niedawno wydanych książek warto zwrócić uwagę na:
    Elizabeth Kolbert – „Szóste wymieranie” – Bardzo smutne i pesymistyczne. Po tej książce doszedłem do wniosku, że świat naszych dzieci będzie biologicznie gorszy niż nasz świat i niewiele da się z tym zrobić.
    Daniel Kahneman – „Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym” – wbrew pozorom nie jest kolejny psychoporadnik, ale bardzo dobre, napisane przez noblistę, wprowadzenie w ekonomię behawioralną
    Adam Leszczyński – „Skok w nowoczesność. Polityka wzrostu w krajach peryferyjnych 1943–1980” – historycznoporównawcza analiza polityk rozwoju krajów peryferyjnych (Polska, Chiny, Rosja, kraje afrykańskie, Azja Południowo-wschodnia). Bardzo umiejętnie łączy przemiany w doktrynach ekonomicznych z cyklami ekonomicznymi i przemianami w polityce.
    Douglas Smith – „Skazani: Ostatnie dni rosyjskiej arystokracji” – Bardzo dobry i zniuansowany obraz umierania klasy społecznej w ZSRR.

    2
  27. Robert H pisze:

    „Aha – e-booka kupimy tylko w solarisnet.pl, zakup obsługiwany jest ręcznie. Kiedyś o tym serwisie pisałem, niestety nie byli zainteresowani obecnością np. w porównywarce.” – a szkoda. Bo ceny niektórych perełek są naprawdę atrakcyjne.
    Czasem mi się wydaje, że jestem „ich” zbyt częstym gościem… ;)

    0
    • xpil pisze:

      Solarisnet to fajna księgarnia. Kupiłem tam w tym roku „Maszynę” Żwikiewicza. Książka sama w sobie dupy nie urywa, ale fakt faktem: ciężko ją było znaleźć gdziekolwiek indziej.

      1
  28. Jaga60+ pisze:

    Rok 2016.
    1945-Grzebałkowska, O. Tokarczuk „Księgi Jakubowe” – niedokończone-w trakcie czytania , V. Severski – cała seria , A.Makowski prawie cała seria – kończę „Następne pokolenie”,D. Lagerkrantz ” Co nas nie zabije”, Tubten Cziedryn ” Dalajlama- niedokończona, S. Hodgson „Jak wyszkolić psa?…” – doraźnie w miarę potrzeby, M. Konnikova ” Myśl jak Shelock Holmes”, D. Rock” Twój mózg w działaniu”- niedokończona. Jeszcze „Zbrodnia i Kara ” po angielsku dla ćwiczenia językowego – w trakcie czytania do 1,5 roku.
    Całe życie ( a mam 60+) czytam kilka rzeczy na raz i zależy to od czasu jakim dysponuję , miejsca pobytu, nastroju lub potrzeby doraźnej.
    Może to nie jest dużo, papierowe przestałam czytać ze wzgl. na cenę, wielkość liter i brak miejsca w domu.
    W/w pozycje czytam na Kindle. Polecam wersję z podświetleniem.

    3
    • xpil pisze:

      Kindelek z podświetleniem to świetna sprawa, potwierdzam! Dopóki rzecz jasna nie padnie w nim ekran, co jest przypadłością dość powszechną. Oczywiście tuż po upływie okresu gwarancji… No i teraz mój superhiperekstrawypasiony Kindle Voyage za parę stówek leży sobie na złomowisku, podczas gdy kupiony dwa lata wcześniej w TESCO (za jakieś €40) stary Kindel bez podświetlenia, bez ekranu dotykowego, wrócił do łask i nadal działa. Te stare Kindle są jak Nokia 6310i, praktycznie nie do zajechania.

      0
      • yacoob pisze:

        Mojemu Keyboardowi stuknęło właśnie 6 lat. Owszem, pewnie trochę częściej baterię ładuję niż na poczatku, ale pewnie ciężko będzie przejść na te ‚nowinki techniczne’ typu ekran dotykowy czy podświetlany ;)

        4
        • xpil pisze:

          Frustrujące jest to, że kindelki z podświetlanymi ekranami ułatwiają czytanie w nocy. Przyzwyczajają nas do tego luksusu a potem padają jak karpie na widok daty 24 grudnia. Dla mnie akurat dotykowy ekran to zbędny bajer jest, wystarczy mi w zupełności pięć czy sześć przycisków starego Kindle. Ale to podświetlenie… no szkoda, naprawdę.

          2
          • yacoob pisze:

            Żona ma podświetlanego, chyba Paperwhite II, jeśli dobrze kojarzę. Korzysta już od paru lat i jak na razie odpukać bez problemów.
            Próbowałeś z supportem Amazonu? Nie wiem, jak teraz, ale kiedyś wymieniali za pół ceny na nowy. Miałem na początku trochę przygód z moim Keyboardem (a raczej, jak się potem okazało, z oryginalną okładką do niego) i byłem pod dużym wrażeniem jak można zostać obsłużonym. Robert (i nie tylko) kilkukrotnie wspominał o tym na blogu przy różnych okazjach.

            3
            • xpil pisze:

              Wiem, że wspominał, bo też go czytuję regularnie. I tylko dlatego spróbowałem napastować ichni support, ale nic nie wskórałem. Póki co czytam na smartfonie (prawie sześć cali ekran, do tego Moon Reader Pro, wystarcza w zupełności). Kindla mi baby zakosiły, córka na zmianę z żoną ;)

              0
      • Su pisze:

        Mam 3 czytniki ze światełkiem (Kindle Voyage, Kobo Glo HD, Kobo H20), a mimo to dopóki mogę (oświetlenie) w ciągu dnia czytam na Kindle Classic. Bardzo dobrze się na nim czyta.

        2
      • Su pisze:

        „Kindelek z podświetleniem to świetna sprawa, potwierdzam! Dopóki rzecz jasna nie padnie w nim ekran, co jest przypadłością dość powszechną.”

        Mam kilka czytników z podświetleniem, w mojej rodzinie jest też kilka i żaden nie padł, najstarszy model to PW I i Kobo Glo. We wszystkich światełko funkcjonuje bez zarzutu, więc czy powszechna to wątpię. Może nie należy tak atakować innych ludzi, to zła energia nie będzie wracać …

        1
        • xpil pisze:

          E tam. Nikogo nie atakuję ;) A z tymi padającymi podświetlanymi ekranami to nie ja wymyśliłem tylko wyczytałem gdzieś w Sieci. Konkretnie w kontekście Kindle Voyage.

          600000 trafień Google na zapytanie „kindle voyage broken screen” nie może się mylić…

          0
  29. PM pisze:

    Z czytanych w 2016 polecam:
    – „Piknik na skraju drogi” Strugacckich (klasyka, niestety chyba tylko papier dostępny),
    – „Masłem do dołu” P. Šabacha (czeski humor post-modern; ostatnio pojawił się ebook, a ja jeszcze brnąłem przez papier ;) – a tego samego autora „Podróże konika morskiego” są jeszcze lepsze),
    – „Cisza w Pradze” J.Rudiša (czytałem też „Grandhotel” tego autora w 2016; też może być, ale schemat książki i opowieści podobny, więc dla lubiących różnorodność może być przesyt; a książki Rudiša trochę przypominają opowieści z filmów Iñárritu),
    – „Zacheuszu!” Tomasa Halika.

    I ewentualnie „Zostawić Islandię” Klimko-Dobrzanieckiego, choć znawcy autora i tematyki islandzkiej twierdzą, że to słabsza pozycja, to mnie jak na pierwsze spotkanie z autorem i Islandią zmotywowała do zakupu innych ebooków autora.

    4
  30. Anna pisze:

    Tak sobie myślę, że jeśli trafi tu przypadkiem „statystyczny Polak”, który czyta 1 książkę rocznie (wliczając książki kucharskie i przewodniki), i przeczyta te narzekania „ojej, u mnie słabo, w ubiegłym roku przeczytałem/-am tylko 30/50/70 książek”, to na bank dostanie zawału :)

    15
    • xpil pisze:

      Weź nic nie mów. Ja przeczytałem może ze 12 książek i też się tu czuję trochę jak Zulus Czaka.

      2
      • Lidia pisze:

        Mnie się wydaje, że czasem lepiej przeczytać 12 wartościowych pozycji niż 100 czytadeł z najniższej półki. No chyba, że ww czytadła dobrze działają na osobę np. w depresji to już nawet takie automatycznie wnoszą coś dobrego do życia :-))

        7
        • xpil pisze:

          Zgadza się, dlatego wspominam w innym komentarzu w tym wątku, że każda książka znajdzie swój target. „Każda potwora…” itd.

          0
        • asymon pisze:

          E tam, przeczytałem w tym roku dwie książki Remigiusza Mroza i niczego nie żałuję. Za to parę rzeczy, które miały być „ambitniejszą” fantastyką, okazały się bardzo takie se.

          2
    • Robert Drózd pisze:

      Ja reaguję w podobny sposób, jak niektórzy opowiadają ile sezonów i odcinków różnych seriali obejrzeli. Co kto lubi. :-)

      8
      • xpil pisze:

        Nie, no nie można porównywać oglądania ogłupiacza z czytaniem książek! No chyba że można…

        1
        • Anna pisze:

          Jakość seriali ostatnio się bardzo podniosła, ale też nie ogarniam, jak można oglądać kilka(naście?) odcinków dziennie. Mnie czasu starcza na góra jeden (najlepiej taki 40-minutowy, bo z godzinnymi już czasem jest problem). Ale kiedy trzeba wybierać między filmem a książką, nie mam rozterek ;)

          6
          • xpil pisze:

            Ja tam od zawsze uważałem seriale za wypalacze mózgu, chociaż przyznam się, że dałem się wciągnąć w kilka. Ale żeby to robić na masową skalę… brrr.

            1
        • Nurni pisze:

          Nie dyskredytowałbym oglądania seriali. Są mądre seriale, podobnie jak są głupie książki.

          16
          • xpil pisze:

            Mądrość (lub „głupiość”) nie ma tu nic do rzeczy. Są ludzie, którzy mają frajdę z oglądania głupot, więc każdy serial i każda książka znajdzie swój target. Mi chodzi bardziej o to, że w książce człowiek się zanurza mentalnie i może sobie wszystko wyobrażać, i każdy robi to po swojemu, dzięki czemu tak naprawdę światów książkowych jest tyle, ilu czytelników. A w serialu wszystko widać, nie ma za bardzo miejsca na wyobraźnię. Jakbym miał to porównać do żarcia, to wg mnie serial to fastfood, a książka to elegancka restauracja (albo kiełbaski pieczone nad ogniskiem, przy dźwięku gitary). I będę tego poglądu bronił dożywotnio ;)

            3
            • Nurni pisze:

              Określiłeś seriale nazwą ogłupiacze. Zwróciłem tylko uwagę że takim mianem można również określić wiele książek, stąd to określenie w odniesieniu tylko do seriali jest niesprawiedliwe. Są fastfoody wśród książek i  eleganckie dania wśród seriali. Kino z natury rzeczy pozostawia mniej miejsca na wyobraźnię. Nie znaczy to jednak że Wajda, Kubrick czy Peckinpah to wyrobnicy McDonalda. Podobnie jak Masterton nie jest Anthonym Bourdainem.

              5
              • xpil pisze:

                Nie określiłem seriali nazwą „ogłupiacze”. Przeczytaj mój komentarz jeszcze raz. Co do fastfoodów wśród książek, oczywiście, pisał o tym już staruszek Lem (świeć {wpisać nazwę bóstwa} nad jego duszą) pół wieku temu w „Fantastyce i futurologii”. Dlatego właśnie jestem wielkim fanem blogów o książkach, bo dzięki nim mogę znaleźć wartościowe pozycje bez potrzeby próbowania każdej książki własnoręcznie.

                0
          • Konrad pisze:

            Ludzie, naprawdę porównujecie oglądanie filmów/tv do czytania książek?

            Jeśli ruchome obrazki miałyby być takie cenne oraz wartościowe, to byłyby masowo obecne w szkołach i w całym procesie edukacyjnym małego człowieczka. A jak jest? Czytanie, czytanie, czytanie. Nie ma listy obowiązkowych filmów!

            Po drugie, każdy zna chyba ten stan, gdy czuje się zbyt zmęczony na czytanie. Zmęczony psychicznie lub fizycznie. Ja tak mam. A czy słyszeliście kiedyś, żeby ktoś był zbyt zmęczony na oglądanie filmu czy serialu? Na patrzenie się na ruchome postacie zawsze jest „siła”. I prawdę mówiąc jak się małpę posadzi, to tez będzie oglądać. Dlaczego? Bo ta czynność zupełnie inaczej (czytaj: mniej) angażuje nasz mózg.

            Nie ma się co oszukiwać i czas powiedzieć to wprost. Czytanie to gimnastyka umysłowa rozwijająca wiedze, intelekt, itp. Filmy i seriale to tylko ruchome obrazki. Tania rozrywka, która ma przykuć człowieka do szklanego ekranu, bo gdzieś w tle najczęściej jest ukryta jakaś reklama. Pobudzania intelektu ja nie widzę w tym żadnego. O czym świadczą także masowe tłumy przed telewizorami i w kinach (2016 był rekordowy), a jednocześnie giga-pustki w bibliotekach.

            5
            • Bociek pisze:

              Nie idź tą drogą. Tak jakoś z rok temu podważyłem wartość audiobooków i porównałem je do filmów, po czym zostałem niemal zlinczowany przytłaczającą liczbą komentarzy osób o przeciwnym zdaniu na ten temat ;-)

              1
              • xpil pisze:

                E tam. Ja niedawno podważyłem jakość audiobooków w podcaście na stronie poświęconej audiobookom i jakoś żyję. Każdy ma prawo do wyrażania swojej opinii, koniec i kropka. Audiobooki ssą, ponieważ są WOLNE. Uszami człowiek „czyta” o rząd wielkości wolniej niż oczyma. No chyba że sobie wytresuje narząd słuchu i ustawi Ivonę (czy Milenę czy inny generator) na prędkość porównywalną do gadania R2D2. Wtedy może słuchać książek w miarę szybko. Ale frajdy w tym żadnej… Z drugiej strony dojeżdżam do pracy i wtedy sobie słucham audiobooków, bo oczy i ręce mam zajęte prowadzeniem auta. Więc aż tak bardzo nie ssą jednak ;)

                0
            • Nurni pisze:

              Nie wiem na podstawie czego uważasz, iż porównuję czytanie z oglądaniem filmów. Wziąłem tylko w obronę seriale, gdyż uważam że często zdarzają się wśród nich perełki, które warto obejrzeć. Kompletnie nie zgadzam się również że filmy i seriale to tylko ciąg ruchomych obrazków, których oglądanie nie dostarcza niczego wartościowego. Wyrzuć więc z kultury Obywatela Kane, Odyseję kosmiczną 2001 i Ojca chrzestnego. Trochę to barbarzyńskie wg. mnie. Idąc tym tropem oglądanie malarstwa Vinciego to strata czasu. To tylko obrazki i w dodatku nieruchome. Na koniec odpowiadając ma Twoje pytanie: bywam zmęczony i nie chce mi się oglądać filmu czy serialu.
              Pozdrawiam

              1
              • Nurni pisze:

                Post wyżej skierowany jest do Konrada😃

                0
              • sol pisze:

                > Trochę to barbarzyńskie wg. mnie. Idąc tym tropem oglądanie malarstwa Vinciego to strata czasu.

                Oj nie, to nie barbarzyństwo, to elityzm. I kolejność jest inna też, czytanie prozy jest zdecydowanie poniżej malarstwa, muzyki i poezji. Grecy już to wiedzieli. Gdy nie potrafisz zinterpretować i zrozumieć dzieła, musisz czytać strony łopatologicznego i efekciarskiego tekstu, żeby uchwycić to co Rilke ujął w kilku strofach albo Beethoven w kilkunastu taktach.

                Jak widać, nie jestem wirtuozem kolejnej greckiej muzy – retoryki. Trudno!

                1
              • Konrad pisze:

                Obywatela Kane
                Odyseję kosmiczną 2001
                Ojca chrzestnego

                Za 300 lat nikt o tych obrazkach nie będzie pamiętał i nikt tego nie będzie oglądał. A Dostojewskiego będą dalej czytali.

                Zakład?

                Dlatego Pani/Pana porównanie do malarstwa jest całkowicie błędne. Nie wspomnę już o kosztach, bo produkcja filmu idzie w miliony, trwa średnio 5-7 lat i wymaga 100-ki ludzi. Niech Pan/Pani porówna te wsystkie parametry z tworzeniem dziela malarskiego. Jeden autor, kilka dni pracy, zywotnosc setek lat.

                Moj wniosek: filmy/seriale – nie warto. Krotka żywotność, ogromne koszty, zerowe wartości intelektualne. Smacznego.

                0
            • Nurni pisze:

              Przepraszam, ale argumenty iż fakt że coś jest tworzone kilka lat, przez wielu ludzi i wielkim nakładem kosztów sprawia że nie może być to uważane za coś co dostarcza wzruszeń, jest dziełem sztuki, jest wyjątkowo trudne do udowodnienia. Katedra Notre Dame powstawała prawie 200 lat, pochłonęła grube pieniądze, była tworzona przez tysiące ludzi.Podobnie piramidy. Pismo Swięte było pisane przez kilkudziesieciu autorów i powstawało również kilkaset lat.Dostarcza wzruszeń, jest klasyką?Iliada i Odyseja też powstawały co najmniej 200 lat zanim zostały spisane przez Homera. Filmy Chaplina są od prawie stu lat i ciągle są oglądane, podobnie jak Metropolis Langa czy Podróż na Księżyc.Więc pewność że Kubrick czy Coppola będą zapomniani za 300 lat uważam za przedwczesną. Poza tym wiele dzieł malarskich było malowanych przez lata(kaplica sykstyńska), a wiele filmów powstawało w bardzo krótkim czasie, za niewielkie stosunkowo pieniądze.Więc na zakończenie:argumenty Pana/Pani są delikatnie mówiąc niezbyt trafione.
              Jeśli chodzi o zakład to bardzo chętnie.
              Pozdrawiam

              5
            • asymon pisze:

              @Konrad Zakład?

              Ja bym się nawet założył, ale jak to zweryfikujemy? Mam zamiar dzięki zdrowemu trybowi życia dożyć setki, ale chyba będzie jeszcze za wcześnie na wgranie swojej osobowości na jakieś twarde dyski. Zresztą, moja stuletnia osobowość to niekoniecznie jest coś, co chciałbym zachować na zawsze.

              Co do tych trzech filmów, to dwa z nich są na podstawie książek, zabawny dobór przykładów. Inna sprawa, że ja osobiście nie rozumiem fenomenu „Obywatela Kane’a”, film jak film, ale że najlepszy?

              W ogóle listę najlepszych filmów mogli wymyślić fani kina, już zacieram ręce na myśl, że ktoś odważy się zrobić listę „100 najlepszych książek ever” i że jakoś to będzie próbował argumentować, że to jest na trzeciej, a to na ósmej pozycji. No bo że Lem jest lepszy od takiego Kafki to jest przecież oczywiste i nie trzeba tego nikomu tłumaczyć, prawda? >:)

              1
            • Nurni pisze:

              Taa, kino to nie sztuka bo Ty tak uważasz. Tysiące krytyków się myli. Zacznij oglądać coś innego niż Świat wg. Kiepskich, to może zmienisz postrzeganie kina. Argument o tym ile starych filmów ogląda przeciętny człowiek jest bez sensu. Ile książek czyta przeciętny człowiek rocznie?. Znasz te statystyki? Co ma wspólnego zapowiadacz z PKP z kinem też nie wiem. To że Ty nie oglądasz Chaplina, wcale nie dyskredytuje jego sztuki. Zacznij używać argumentów wyższego poziomu niż przeciętny gimnazjalista, to może wówczas ta rozmowa będzie miała sens. Inaczej szkoda mojej klawiatury.

              5
              • Konrad pisze:

                @Nurni

                Primo. To ze u Pana/Pani ogląda się Kiepskich do kolacji to nie znaczy, ze tak jest w każdym domu. U mnie w domu rodzinnym od 30 lat nie ma odbiornika telewizyjnego. Nikt nie ogląda także po nocach super ekscytujących seriali w sieci. Tak, wszyscy bardzo wiele tracimy i czujemy się społecznie wyobcowani.

                Secundo. Proszę bardzo, wczoraj wieczorem zrobiłem sondaż na Fejscie. Na prawie 100 osób nikt w ciągu ostatniego roku nie oglądał filmu starszego niż 100 lat. Dwie osoby być może widziały cos 50+, ale musiałyby to sprawdzić. Filmów bardzo współczesnych prawie każdy oglądał kilkadziesiąt. Teraz niech Pan/Pani przepyta swoich egalitarnych znajomych. Na pewno oglądają filmy z Chaplinem przy środowym śniadaniu.

                Tertio. Krytycy filmowi będą twierdzili wszystko, nawet to, ze dzięki filmom powstają nowe leki na Alzheimera oraz bije źródło Amazonki. Niestety, ich społeczna pożyteczność jest żadna, ale oczywiście będą napędzali cala filmowa maszynkę, bo to ich ciężka w pocie czoła praca.

                Finito.

                1
            • Nurni pisze:

              Wybacz ale Twoja argumentacja jest w dalszym ciągu gimnazjalna. Chaplin i Hitchcok to nie klasycy kina gdyż Twoi znajomi na fejsie nie ich nie oglądają. Ty należysz do elity która w domu nie posiada telewizora, więc z całą wyższością stwierdzasz że sztuka filmowa nie istnieje, a tacy reżyserzy jak Tarkowski, Bergman, Kurosawa to kiepscy twórcy kina rozrywkowego. Jesteś arystokracją rozumu która brzydzi się tak prostackimi rozrywkami jak film i zamiast obejrzeć Rublowa Tarkowskiego wolisz przeczytać 50 twarzy Greya.Jestem pod wrażeniem, zaimponowałeś mi. Argumentu o krytykach jest na takim samym poziomie jak o pani z PKP , więc z litości pominę go milczeniem.

              7
        • andrew pisze:

          @xpil Grzegorz to jakaś Twoja rodzina? ;)

          4
          • xpil pisze:

            Andrew: pojęcia nie mam. Jedna książka mówi, że wszyscy pochodzimy od jednej parki, co trochę mi nie leży od strony genetycznej, ale skoro tak piszą…

            0
            • andrew pisze:

              Pytałem, bo w podobnie autorytatywny sposób wygłaszasz opinie :)

              2
              • xpil pisze:

                Ach. Widać mam smerfa Mądralę w genach ;) Nie lubię się wymądrzać, ale zdaje się, że mi to niechcący wychodzi od czasu do czasu.

                0
            • Nurni pisze:

              Więc zacytuję:
              „Nie, no nie można porównywać oglądania ogłupiacza z czytaniem książek! No chyba że można…”
              To odnośnie do tego że nie nazwałeś seriali ogłupiaczami. Posłuchałem Twej sugestii i przeczytałem jeszcze raz Twòj wpis.

              2
              • xpil pisze:

                No właśnie. „Ogłupiacz” to nic innego jak to cholerne pudełko z ruchomymi obrazkami. Telewizor znaczy się. U nas w domu nie ma telewizji od… praktycznie od zawsze. Telewizor owszem, jest, ale tylko w roli monitora do komputera. Samej telewizji nie cierpię, bo ma koszmarnie nieetyczny model biznesowy (przekształca cierpienie, śmierć i nieszczęścia na mamonę). Być może też stąd się bierze moja niechęć do seriali. Ale otwarcie przyznaję się do tego, że oglądam „The Big Bang Theory”, obejrzałem też trzy sezony tego serialu o chemiku od narkotyków, jakmutam, i jeszcze o tym gościu co spierdzielał z więzienia. Więc nie jestem całkiem bez grzechu ;)

                0
    • Athame pisze:

      Tutaj raczej nie trafiają „statystyczni”? Myślę , że niemal każdy kto ma czytnik (czyli większość osób odwiedzających ten blog), używa go minimum 3 godziny tygodniowo, co spokojnie pozwala na przeczytanie w ciągu roku ok. 20 średniej długości książek lub przynajmniej 10 większych objętościowo.

      11
  31. Gośka pisze:

    Robercie, właściwie możesz sobie doliczyć z połowę moich lektur, bo chyba mniej więcej tyle z nich złapałam dzięki temu blogowi ;) Zasługi dla czytelnictwa masz niezależnie od tego, ile sam czytasz :D

    9
  32. zipper pisze:

    „Firma” Grishama nie za bardzo? Dlaczego?

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Dlaczego nie bardzo? 7/10 to chyba niezła ocena. Chociaż z 10 lat temu gdy czytałem po raz pierwszy, podobała się bardziej. Trochę to wszystko zbyt komiksowe.

      0
      • zipper pisze:

        ok, nie ma jej na twojej liście książek w przedziale 7-9 (albo przeoczyłem), więc pomyślałem, że dałeś jej mniej

        0
  33. yacoob pisze:

    Nie ukrywam, że ‚na wzór i podobieństwo’ Roberta zacząłem notować, co i kiedy przeczytałem oraz oceniać przeczytane książki (z kilku-kilkunastodniowym opóźnieniem, żeby opadły pierwsze wrażenia z przeczytania).
    Zgadzam się z powyższymi tezami typu ‚książka książce nie równa’ (bo bardzo różne ilości stron, bo przez niektóre płynie się jak Pelps po złoto, a przez niektóre brnie jak na ostatnim kilometrze pierwszego maratonu, co nie znaczy, że te drugie gorsze) oraz ‚to wszystko tylko zabawa’ (bo nie ma się co ścigać i licytować ilościami – jakby ktoś chciał na ilość, zawsze można kupić oddzielnie np. pojedyncze opowiadania Kereta czy Munro ;) ).
    W 2016 udało mi się przeczytać 74 książki (54 – ebook, 20 – papier), co uważam za ogromny sukces (biorąc pod uwagę spore obciążenia zawodowe). Zakupiłem pewnie jeszcze więcej, ale do tego już się przyzwyczajam (ten moment, gdy kończysz czytać jedną i wybierasz następną, a do wyboru 200+ i każda krzyczy ‚Mnie! Mnie! Mnie!’ ;) ).
    Wyróżnione największą ilością punktów w 2016:
    – ‚Półbrat’ Lars Saabye Christensen
    – ‚Pixel’ Krisztina Toth
    – ‚Ostatnia noc w Twisted River’ John Irving
    – ‚Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-południe’ Robert M. Wegner.

    1
  34. Ela pisze:

    Co do audiobooków, to polecam Wam superprodukcje. Dzięki temu że mamy wielu aktorów i dźwięki otoczenia, nie sposób się nudzić. Głowa się tak szybko nie wyłącza. Przesłuchałam „Karaluchy”, „Ojca chrzestnego”, „Grę o tron”. Ci, którym nie leżą zwykłe audiobooki, może skorzystają z takiej formy?

    4
    • xpil pisze:

      Superprodukcje Audioteki to genialna sprawa. Słuchałem „Niezwyciężonego” Lema, „Karaluchy” Nesbo no i oczywiście „Czy androidy myślą o elektrycznych owcach?” Dicka. Wszystkie bez zarzutu, bardzo, bardzo dobrze zrobione. I jak nie przepadam za audiobookami, tak superprodukcje zdecydowanie polecam.

      1
    • Anna pisze:

      Audiobooki do mnie nie są w stanie przemówić, dwie, trzy minuty i oczy mi się zaczynają nudzić. Może w samochodzie jakoś bym dała radę, ale zawsze zapominam sprawdzić.

      0
      • xpil pisze:

        Ostatnio zrobiłem ze znajomym blogerem podcast na temat (między innymi) audiobooków i tam dochodzimy do tych samych wniosków. Że uszy są wolniejsze w czytaniu od oczu, więc – o ile nie robi się czegoś innego, typu prowadzenie auta czy krzątanie się po domu – czytanie oczyma ma na ogół przewagę nad czytaniem uszami. Wyjątkiem są oczywiście preferencje osobiste (niektórzy po prostu wolą audio) no i ludzie z poważnymi wadami wzroku.

        0
  35. Runior pisze:

    Trochę ponad 50 pozycji w tym roku stuknęło, głównie dzięki audiobookom słuchanym w samochodzie i przy gotowaniu :).

    Najbardziej podobały mi się:
    „1945. Wojna i pokój” Magdalena Grzebiałkowska – opis dramatycznych miesięcy po zakończeniu II Wojny Światowej, które w żadnym wypadku nie były sielankowe;
    „Beksińscy. Portret podwójny” Magdalena Grzebiałkowska – doskonała lektura nie tylko dla fanów;
    „11/22/63” Stephen King – jedynym minusem książki jest to, że nie jestem 60-letnim Amerykaninem, żeby poczuć pełnię nostalgii :);
    „Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości” Swietłana Aleksijewicz – opis katastrofy z perspektywy zwykłych ludzi, których ona dotknęła, wywołuje bardzo silne emocje, lektura pokryła się u mnie z wizytą w Prypeci i okolicach;
    „Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym” Daniel Kahneman – bardzo przystępnie napisana i jednocześnie bardzo pouczająca lektura łącząca psychologię z ekonomią;

    Antyrekomendacje:
    „Dziewczyna z pociągu” Paula Hawkins – książka absolutnie przeciętna, wyróżniać może ją jedynie całkowita niechęć do głównej bohaterki towarzysząca lekturze;
    „Skucha” Jacek Hugo-Bader – najsłabsza książka tego autora, jaką czytałem. Zarówno jeśli chodzi o tematykę, jak i o sposób zaprezentowania dziejów podziemia opozycyjnego.
    „Gdzie ci mężczyźni?” – Philip G. Zimbardo, Nikita D. Coulombe – dałem się złapać na nazwisko wybitnego psychologa, który, jak się wydaje grał przy pisaniu drugie albo trzecie skrzypce. Książka mało odkrywcza i wałkująca momentami w kółko to samo.

    3
  36. Erisz pisze:

    Dla potomnych :) 39 książek, tyle samo co w zeszłym roku. Ale teraz to było ponad 17 tys. stron. Średnio książka miała ok. 450 stron.

    Co na plus w tym roku:
    1. Zdarzyło się, W. Kalicki – miałem czytać 1 opowiadanie dziennie, a skończyłem książkę w ciągu 4 dni :)
    2. Stara Słaboniowa i spiekładuchy, J. Łańcucka – dawno nie czytałem tak świeżej i zatopionej w naszej rodzimej kulturze książki.
    3. Wyznaję, J. Cambre – wspaniała, monumentalna powieści
    4. Biografie miast – przeczytałem Mikrokosmos, Jerozolimę i kilka innych książek, ale największy zachwyt wzbudziła we mnie książka „Paryże innej Europy”.
    5. Polskie kryminały – pod koniec roku rzuciłem się na Wrońskiego i Miłoszewskiego, zgrabne czytadła im wyszły. Oczywiście Miłoszewski to półka wyżej od Wrońskiego, ale nie żałuję ani minuty spędzonej nad tymi pozycjami.

    Na minus:
    1. Ziemiomorze – powrót do młodości, ale strasznie się wymęczyłem. Zastanawiam się czy powracać do książek, które przeczytałem kiedyś w młodości, żeby nie zepsuć sobie wrażenia. Jedyną pozycją fantasy, którą mogę czytać na okrągło jest Wiedźmin i tak już od 20 lat :)
    2. Reportaże – w tym roku „udało” mi się trafić takie gnioty jak „Rublowka” czy „Zakonnice odchodzą po cichu”
    3. Złamałem się na koniec roku i kupiłem kilka pozycji po 12,90, gdzie mój sztywny limit wynosił 9,99 zł.
    4. Zacząłem porzucać książki w trakcie czytania.
    5. Znów kupiłem więcej książek niż przeczytałem.
    6. Nie skończyłem kilku książek historycznych.

    1
    • Shilton pisze:

      Ja przeczytałem 42 książki (37 w 2015), także było trochę lepiej. Ponad 17 tys. stron
      U mnie, średnio książka miała 412 stron.

      0
      • xpil pisze:

        Jak na gościa, który czyta 17000 stron rocznie (szacun!) powinieneś już załapać różnicę między „także” i „tak że” ;) Polecam blog Pawła Pomianka: http://www.jezykowedylematy.pl/2011/07/takze-i-tak-ze/

        0
        • Athame pisze:

          Jak na gościa, który wytyka komuś brak spacji, powinieneś unikać literówek występujących w tekście na swoim blogu, do którego link dałeś parę wpisów niżej.

          5
          • xpil pisze:

            Wiem, wiem, każdy popełnia błędy. Różnica jest taka, że ja chętnie przyjmuję krytykę i się do własnych błędów łatwo przyznaję, i staram się na nich uczyć. Autentycznie cieszę się, jak mi ktoś wskaże konkretną literówkę u mnie. Od czasu do czasu przeglądam też swoje stare wpisy i robię korektę, ale zawsze coś się prześlizgnie. Ponadto akurat w tym konkretnym przypadku ta jedna spacja zmienia znaczenie wyrażenia „tak że”; jest to również jeden z najczęściej popełnianych błędów. Warto zapamiętać.

            0
  37. teodor pisze:

    Niedokańczanie książek… moim zdaniem, to wada czytników. jakże łatwo tu odłożyć lekturę na później, przecież zawsze jest pod ręką, przecież w każdej chwili można do niej wrócić. A tu coś następnego kusi… Z papierem tak nie było. No, może nie aż tak.

    0
  38. sim pisze:

    Nevil Shute „Ostatni brzeg” to pamiętam – czytałem w roku literatury postapokaliptycznej (moim prywatnym oczywiście). Natomiast „How I Lost 170 Million Dollars: My Time as #30 at Facebook ” to nie może być też tego samego autora, bo ery Facebooka to on nie dożył :) A mi jakoś wyszło 52 książki w 2016 a wcale nie celowałem w jedną tygodniowo.

    0
  39. Mieczysław pisze:

    Dzięki portalowi LubimyCzytać.pl mogłem dokładnie policzyć co przeczytałem w tamtym roku. Zapisuję tam każdą przeczytaną książkę opatrując ją króciutkim komentarzem (nie recenzją). Wyszło mi 44 – nie tak źle jak na statystycznego Polaka.
    Szczegóły widać w moim profilu: http://lubimyczytac.pl/profil/185158/mieczyslaw

    3
  40. Cichy pisze:

    Czytanie prasy jest przereklamowane. Jeszcze jak człowiek młody i niewiele wie o świecie, to i owszem – szeroki przekrój tematów bardzo pomaga się rozwijać intelektualnie, zwraca naszą uwagę na problemy, o których nie mieliśmy pojęcia i tak dalej – ale z wiekiem wiesz coraz więcej i coraz trudniej znaleźć coś faktycznie nowego i interesującego, zwłaszcza w powierzchownych artykułach. Od pewnego momentu zatem czyta się gazety już bardziej z przyzwyczajenia, niż z realnej potrzeby.

    A poza tym, krótki test: o czym przeczytałeś w gazetach wczoraj? Idę o zakład, że 90% ludzi z trudem cokolwiek wyduka – strumienie newsów przepływają przez mózg bez oporu i zostawiają tam tylko niewielkie ślady. Lepiej machnąć na to wszystko ręką (jak się wydarzy coś ważnego, i tak się o tym dowiesz skądinąd) i wykorzystać ten czas do czytania książek, z których zapamiętasz coś więcej, a dzięki większemu pogłębieniu jakiegoś tematu faktycznie czegoś się o nim dowiesz, a nie tylko będziesz mieć takie wrażenie.

    5
  41. Rafał pisze:

    Dla mnie najlepsze książki które przeczytałem w 2016 to:
    Moja walka. Tomy 4 i 5.
    W rzeczy samej -Marka Miodownika
    Mindware. Narzędzia skutecznego myślenia.
    Bez strachu. Jak umiera człowiek.
    Zrozumieć programowanie.
    Trylogię kryminalną że starożytnej Grecji -Szamałka.

    1
  42. turetam pisze:

    W2016 roku przeczytałem 61 książek. O 9 więcej niż w 2015 roku. Czytanie na Kindle znacznie zwiększa osiągi:). W 2016 roku przerzuciłem się z Classica na Paperwhite 3. Niestety, na Classicu czytało mi się wygodniej (dość późno odkryłem, że znaczne zmniejszenie światełka na PW3 pozwala uzyskać podobny efekt), ale z drugiej strony – w okresie jesienno – zimowym PW3 jest niezastąpiony w komunikacji w drodze do i z pracy:).

    Najwięcej satysfakcji dały mi serie.
    Przeczytałem w 2016 r. tomy 2-4 tetralogii szpiegowskiej Severskiego (z każdym tomem coraz lepsza, tom 4 wciągnął mnie niesamowicie).
    Moja walka – tomy od 2. do 4. – wiem, że proza Knausgarda ma tyleż zwolenników, co przeciwników, ale ja kocham jego nasycony emocjami styl.
    Poza tym Mróz:), a konkretnie cykl o Chyłce (jedyny, który mnie interesuje w twórczości tego pana) – Zaginięcie, Rewizja, Immunitet. Porządne czytadła z lekką dozą humoru dla czytelników z branży:).
    Z nie-cyklowych – Peryferal Wiliama Gibsona. Jeden z moich ulubionych autorów z czasów licealno – studenckich, również tym razem nie zawiódł. Styl nadal dość trudny, ale te pomysły…!

    Aha, i jeszcze „Małe życie” – formalnie książka rozpoczęta w 2016 roku, ale zakończona 2 stycznia… Nie wiem, czy polecać, moje uczucia wobec tej powieści oscylują pomiędzy miłością i nienawiścią, w zależności od tego, który fragment sobie przypomnę… Kilka razy chciałem przerwać czytanie, sądziłem, że więcej nie zniosę, ale nie potrafiłem zrezygnować z poznania dalszego ciągu… Ostatecznie – chyba nie żałuję.

    1
  43. Athame pisze:

    Czy ktoś wie kiedy będzie premiera „Deszczu” Marcina Ciszewskiego?

    1
  44. Joanna pisze:

    Oj, u mnie sporo poniżej tych 35. Nieubłagane Calibre pokazuje mi 26 książek – czyli wychodzi równo jedna na dwa tygodnie. A i tak jest to najlepszy rok od dłuższego czasu…

    U mnie czytanie przede wszystkim rozkłada się bardzo nierównomiernie w czasie – w takim styczniu przeczytałam aż pięć książek (choć niezbyt długich i zdecydowanie nieambitnych ;)) – wciągnęła mnie seria „Nowoczesna czarodziejka” (A Modern Witch) Debory Geary. Zresztą pod jej znakiem upłynał u mnie w ogóle przełom roku 2015/2016 – w grudniu 2015 przeczytałam też 5 tomów ;). Choć lektura nieambitna (za to przyjemna i optymistyczna, jak ktoś lubi takie klimaty ;)), to z drugiej strony dziesięć książek po angielsku w ciągu czterech tygodni pewnym powodem do dumy dla mnie jednak jest ;).

    Potem było już słabiej – z przeglądu mojej listy wychodzi mi, że od połowy stycznia aż do końcówki maja nie przeczytałam nic… W drugiej połowie roku za to ponadrabiałam, w grudniu kończąc jeszcze rzutem na taśmę pięć pozycji…

    Z ciekawych lektur:

    – mój zdecydowany number 1, choć już nie nowy: „Freakonomia” i kontynuacja, czyli „Superfreakonomia”. Niesamowicie wciągające i ciekawe poznawczo; nie wiem, jak tłumaczenie, ale oryginał jest znakomity. Tytuł może brzmi średnio zachęcająco, ale są to kapitalne książki, wyjaśniające różne mechanizmy społeczne i marketingowe w przystępny sposób, przede wszystkim zaś uczące krytycznego podejścia do analizowania różnych danych. (Wśród tytułów rozdziałów z pierwszej książki: Co łączy nauczycieli z zapaśnikami sumo? Dlaczego Ku-Klux-Klan przypomina grupę agentów nieruchomości? Dlaczego dilerzy narkotyków ciągle mieszkają u mamy?)

    – Zarqua Nawaz „Śmiejąc się w drodze do meczetu” (Laughing All the Way to the Mosque) – historie i anegdotki z życia kanadyjskiej dziennikarki, muzułmanki. Dowcipnie i z dystansem o religii i zderzeniu kultur, dobrze napisane.

    – Olga Rudnicka, cykl „Natalii 5” – literatura typowo rozrywkowa, komedia kryminalna trochę w stylu Chmielewskiej. Wciągające i bardzo zabawne – no, przynajmniej trafiło w moje poczucie humoru, chociaż miejscami dialogi i dowcipy mocno sztampowe. W każdym razie – rozrywka, jak dla mnie, przednia.

    – Marta Abramowicz, „Zakonnice odchodzące po cichu” – jedyna książka, która pokrywa mi się z listą Roberta. Solidny, dobrze przygotowany reportaż o zakonach żeńskich, zakonnicach i byłych zakonnicach. Ciekawe, i bez żerowania na tanich sensacjach.

    Diagnoza takiej, a nie innej liczby książek (poza ogólnym zapracowaniem i brakiem czasu ;)):
    – bardzo dużo książek rozpoczętych i w którymś momencie odłożonych. Tendencję do rozpoczynania i dokończania dopiero po pewnym czasie, i oczywiście czytania iluś książek naraz, miałam wysoko rozwiniętą już w czasach papieru, przerzucenie się na czytnik porządnie ją spotęgowało :). Ale wśród książek odłożonych na później sporo jest non-fiction, gdzie z kilku przeczytanych rozdziałów można sie już całkiem sporo dowiedzieć ;).
    – dużo czytam prasy. A poza tym inne media – Facebook ;) (wiem, kiepskie usprawiedliwienie – ale mam taki zawód, że przydaje się śledzenie grup branżowych), seriale (przyznaję, że spędziłam na ich oglądaniu co najmniej tyle czasu, co na czytaniu książek) i przede wszystkim podcasty – moje odkrycie ostatnich paru lat. Bywają naprawdę ciekawe, a do tego przyczyniły się u mnie do poprawy znajomości kilku języków.

    0
  45. strilinga pisze:

    Ten rok był bardzo trudny pod względem osobistym, zawodowym i zdrowotnym, więc przeczytałam jak na siebie mało (około 50-60 książek, ponad połowę na początku roku zanim jeszcze wszystko zaczęło się walić w moim życiu).
    Dzięki Tobie mam Legimi, co u mnie sprawdza się idealnie w połączeniu z PW2. Nie kupuję już papieru, korzystam z bibliotek.
    Nauczyłam się rezygnować z książki jeśli mi się nie podoba, co uważam za przydatną umiejętność. Kiedyś czułam się zobowiązana do czytania do końca. Na ebooki wydałam kilkaset złotych (też dzięki Tobie :)), co w połączeniu z abonamentem pakiet legimi bez limitu + pozwala mi faktycznie sprawować kontrolę nad wydatkami na książki. W porównaniu z czasami papierowym to ogromna oszczędność.
    Z trudem przychodzi mi słuchanie audiobooków, ale może to po prostu kwestia tego, że ostatnio wszystko przychodzi mi z trudem.
    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję!

    3
    • xpil pisze:

      No faktycznie, 50-60 książek rocznie to w zasadzie tyle co nic. Wstyd!

      ;))))

      A na serio, podziwiam ludzi, którzy potrafią przeczytać więcej niż 50 książek rocznie i jednocześnie prowadzić w miarę normalne życie rodzinne i zawodowe. Ja sam nie czytam więcej niż 20 – 25 książek rocznie i uważam to za niezły wyczyn. Z drugiej strony to nie wyścigi, każdy czyta tyle, ile może.

      Co do rzucania książki, która nam nie wchodzi, to to jest oczywista oczywistość. Ja stosuję zasadę pięćdziesięciu stron. Jeżeli mnie lektura nie wciągnie po 50 stronach, odkładam i na ogół już do niej nie wracam. Zdarzają się sporadyczne wyjątki od tej reguły, na przykład druga część jakiejś trylogii, której pierwszy tom był świetny. Albo książka napisana przez pisarza, którego bardzo, bardzo lubię. I tak dalej.

      2
      • asymon pisze:

        Ja się nie przejmuję, jak pisał Lem: „Nie żałuj, nigdy nie żałuj, że mogłeś coś zrobić w życiu, a tego nie zrobiłeś. Nie zrobiłeś, bo nie mogłeś.”

        Nie chodziło oczywiście o ilość przeczytanych książek, a o tzw. „poważne rzeczy”, ale i tak przytoczę. To oczywiste, że jakbyśmy mogli, to byśmy przeczytali więcej, a skoro nie przeczytaliśmy…

        Ja się cieszę, że się odważyłem siąść do „Czarodziejskiej góry” Manna, 10/10. I choć drugi tom skończę już w 2017, nie szkodzi, pierwszy kończy się zacnie. Początek roku to książki o wojnie na Pacyfiku, „Imperium słońca”, „Król szczurów”, „Nadzy i martwi”. W sumie trochę też „Najdalszy brzeg”. Miały być jeszcze „Ścieżki północy”, ale nie złożyło się.

        Z fantastyką jakoś słabo, najlepsze „Accelerando” Strossa, ale zawiesiłem się po skończeniu 2/3, za to w grudniu zabrałem się w końcu za „Czarną kompanię” Cooka i jak na razie jest dobrze, ale przeczytałem jedną książkę z dziesięciu.

        0
  46. emek pisze:

    Posiadam PW 1, czy w ogóle jest sens interesować się przesiadką na nowszy model, czy zmiany będą zbyt małe w porównaniu do kosztów?

    0
    • Athame pisze:

      Wg mnie zmiany będą zbyt małe. PW 1 osobiście bym trochę zmodyfikował (tak jak każdy nowszy model) o dodanie fontu Ember Bold i mniejszych marginesów, ale nie każdy tego potrzebuje.

      Precyzyjniej: sam nie rozważałbym zmiany czytnik, ale od początku nie chciałem takiego bez przycisków.

      0
    • Konrad pisze:

      Glowne zmiany to podswietlenie, rozdzielczosc, dotykowy ekran. Najlepiej wez w reke nowszy model i przekonaj sie, czy ma to dla Ciebie znaczenie.

      0
  47. strilinga pisze:

    @xpil :)) dlatego zaznaczyłam, że to jak na mnie mało. zgadzam się, że teraz „w normalnym życiu” czasu brakuje. na studiach (humanistycznych) mogłam czytać ile chciałam i jeszcze trochę. teraz nie zawsze mam możliwość, ale przede wszystkim jak mnie przytłacza rzeczywistość to trudniej jest się skoncentrować na tekście. wtedy łatwiej coś obejrzeć, nie oszukujmy się. nie uznaję wyższości kina nad literaturą, ale do kina uczęszczam często. zresztą każdy niech sobie wybierze co mu pasuje i reszta jest kwestią wyboru i znalezienia czasu.
    poza tym czytam mniej wymagającą literaturę niż kiedyś, też się nie oszukujmy ;)
    ..nie mam chyba życia rodzinnego tak bardzo, bo się jeszcze nie rozmnożyłam. zdecydowanie preferuję towarzystwo moich kotów niż mniej lub bardziej przypadkowych ludzi. wszyscy mają swoje priorytety. oby w tym roku okoliczności były bardziej czytelnicze!

    2
  48. strilinga pisze:

    @athame dokładnie tak… czyżby przeszkadzało ci to, aż tak bardzo, że niektórzy nie mają shiftu na klawiaturze?

    0
  49. strilinga pisze:

    @athame ty tak serio? klawiatura z popsutymi klawiszami. taka wiesz, po przejściach. jeśli chcesz zobaczyć jak używam shiftu, to w moim dłuższym komentarzu nieco wyżej są wielkie litery. pisałam go na innym urządzeniu. idź, popatrz sobie.

    1
    • Athame pisze:

      Polecam wymianę. Sam też przez to przechodziłem, ale w tamtym czasie powstrzymywałem się przed wpisami na forach czy blogach. Po prostu drażni mnie czytanie niechlujnych tekstów, więc sam staram się oszczędzić tego samego innym.

      2
  50. Marcepan pisze:

    Kto przeczytał najwięcej książek w 2016 roku? Na zdjęciu trzej finaliści.
    https://images-eu.ssl-images-amazon.com/images/G/03/kindle/dp/2016/KE/ke-feature-one._CB284970630_.jpg

    0
  51. Kasia pisze:

    Witam wszystkich czytających Świat czytników noworocznie. Bardzo polecam kryminał zatytułowany „Przeklęte miasto” Ellerego Quinna. E-book dostępny na pewno na Woblinku.

    0
  52. BorQ pisze:

    Też się pochwalę, a co :-) 36 sztuk. 1 papier, reszta ebook. Kilka sztuk mniej niż w poprzednich dwu latach. Zdecydowanie polecam:
    – C.J. Quinn – Thief Taker i Fire Catcher. Rzecz dzieje się w 17 wiecznym Londynie (166-1666), w czasie czarnej zarazy i wielkiego pożaru. Całkiem fajne czytadła, zwłaszcza za 1 czy 2 $. Do tego fantastyczny obraz Londynu z tego okresu.
    – Remigiusz Mróz – cykl o Joannie Chyłce. Inne powieści autora też, choć tylko te o pani adwokat pochłaniałem z taką prędkością.
    – wielkie zaskoczenie roku to Dominik Dan. Z ciekawości po obejrzeniu trailera do Czerwonego Kapitania sięgnąłem po książkę i mile się zaskoczyłem. Zaskoczenie było jeszcze większe w przypadku Nocy ciemnych kłamstw czy Zapisane na skórze. Gorąco polecam. P.S. Film z Maćkiem niestety mnie zawiódł. Jak to często z ekranizacjami bywa.
    – End Game – Raymond Khoury. Ostatnio była okaza zdobyć za 1$. Autor pisze rzadziej niż Mróz, lecz zdecydowanie trzyma poziom.
    Wielka porażka roku – Katarzyna Bonda. Jeśli to ma być królowa polskiego kryminału, to aż mi się odechciewa sięgać po cokolwiek innej autorki. Z trzech tomów jedynie drugi jako tako trzymał poziom, przez resztę ciężko było przebrnąć.

    1
  53. AS pisze:

    Trylogię o Szackim Miłoszewskiego przeczytałem w całości. Trzecia część najlepsza, choć mnie również nieco rozczarowało zakoczenie.

    Przeczytałem też Marsjanina. Tam nie tylko fizyka, ale i bioologia się bardzo przydała. Nie wiem, czy czytałem już poprawione tłumaczenie, ale lektura jest przednia. Tym bardziej, że naprawdę sporo się dzieje w porównaniu z filmem.

    0
  54. Łukasz pisze:

    Wielkie dzięki za info o  Bułyczowie! Szukałem ebooków od dłuższego czasu, jak widać niezbyt rzetelnie. Pierwszy raz miałem styczność z tą twórczością jeszcze w liceum coś około 13 lat temu. Już nie mogę się doczekać powrotu do miasta Guslar!

    1
    • xpil pisze:

      O, tak. Bułyczow, Strugaccy, Bilenkin i kupa innych, których nie pamiętam. Doskonała fantastyka. Czasem trochę trąci myszką, ale ten rosyjski humor i zderzenie kosmicznych technologii z naszą ziemską wsią to jest to ;)

      1
  55. Krzysztof Jeż pisze:

    Przełęcz. Osada – jest dostępna w solaris.net.pl ale tylko w formacie martwych drzew – czy ktoś wie jak lub gdzie dostać ebooka?

    0
  56. Gregv5 pisze:

    Przeczytałem tylko 42 książki w minionym roku (większość w ebooku). W czytniku nie mam światełka, więc czytam tylko za dnia. Niestety gdy te są krótkie i chmurne nie bardzo mi idzie z lekturą. Czasem krótsze książki czytam na komputerze, zwłaszcza o tej porze roku.

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.