Nowość: Włącz alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Nie ma DRM – i gdzie są teraz Twoje książki?

Kilka już razy na Świecie Czytników przypominałem o konieczności robienia kopii zapasowych

Nawet jeśli podczas szalonej promocji kupiliśmy 15 tytułów i nie zamierzamy ich w tym momencie czytać, warto wszystko ściągnąć i przechować w miejscu, nad którym to my mamy kontrolę, a nie księgarnia.

Bo księgarnia może sobie zniknąć, jak mało znane Bookio, czy też popaść w hibernację jak nieco bardziej znana Bookoteka.

Są też problemy związane z DRM.

Dwa-trzy lata temu większość książek w istniejących wtedy księgarniach była zabezpieczona przez technologię firmy Adobe. Nie ściągałeś e-booka, tylko plik .acsm, który należało otworzyć w programie Adobe Digital Editions i dopiero gdy firma Adobe sprawdziła nasze uprawnienia, można było ściągnąć plik, jak również autoryzować czytnik.

Utrzymanie systemu kosztowało, księgarnia musiała też wnosić stałe opłaty na rzecz Adobe. Tak więc gdy masowo weszły do użytku znaki wodne, niektóre księgarnie zaczęły się z Adobe żegnać definitywnie.

Swego czasu pisałem, że warto zaglądać na półki w księgarniach, gdyż może nas spotkać miła niespodzianka, np. dodatkowe formaty. Ale niespodzianka nie zawsze musi być miła.

I tu przechodzimy do przypadku księgarni Legimi, z którą kontakty opisał na swoim blogu Cyfranek. Otóż postanowił on wejść na swoje konto i pobrać książkę, którą kupił dawno temu. Miała wówczas DRM. Książka była, ale link nie działał.

Ponowny list do Legimi z prośbą o wyjaśnienie martwych odsyłaczy spotkał się z lakoniczną odpowiedzią, która jednak lekko podniosła mi ciśnienie. Odpowiedź brzmiała tak „Nie pobierze Pan już tego pliku od nas ponieważ książka ta została zastąpiona wersją ze znakiem wodnym.” A ja swego czasu zapłaciłem właśnie za książkę z DRMem. Od razu przypomniał mi się cytat z „Misia”, zobaczyłem oczyma wyobraźni szatniarzy i niemal usłyszałem w głowie „Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi?”.

[…]

Po kolejnym liście pojawiło się jednak pozytywne rozwiązanie. Legimi zaproponowało zwrot pieniędzy za zakupioną książkę, do której nie mam dostępu. Zaakceptowałem takie rozwiązanie, ale tknięty złym przeczuciem postanowiłem sprawdzić jak wygląda reszta wirtualnej półki na moim koncie w księgarni. I półka okazała się bardziej wirtualna niż bym sobie tego życzył. Nie byłem w stanie pobrać kolejnych dziesięciu książek zakupionych w końcu 2011 i na początku 2012 roku. Wstyd się przyznać, ale nie wszystkie do tej pory przeczytałem. Ach te promocje…

Sprawdziłem na moim koncie – i faktycznie. Dwie najstarsze książki były kupione, gdy w Legimi królował DRM. I niby mogę pobrać je z karty książki.

… ale po kliknięciu tak naprawdę nic się nie dzieje.

Archiwum zakupionych numerów Wprost (kiedyś w Legimi był EPUB, też z DRM) również wyparowało…

W czerwcu 2012, gdy Legimi przeszło na znaki wodne, pytałem ich o losy książek z DRM. Dostałem wtedy odpowiedź od Pana ze wsparcia technicznego:

Niestety, ze względów technologicznych (zmiana dostawcy książek) nie jesteśmy w stanie udostępnić formatów zabezpieczonych znakiem wodnym dla wcześniej zakupionych publikacji. Książki te pozostają w formacie EPUB z DRM, dostępnym podczas zakupu.

No właśnie – problem wynikał z tego, że książkę z DRM oferowała firma X, książkę bez DRM firma Y – i nie można od firmy Y zabrać książki i dać klientowi który kupował od firmy X. Zapisy licencyjne i inne takie. Ale jeszcze wtedy DRM działał i dalej można było pobierać książkę jak wcześniej.

Teraz DRM nie działa, Legimi wyłączyło obsługę Adobe i słusznie, bo to technologia schyłkowa. Obie książki nie zniknęły kompletnie z systemu. Mogłem je spokojnie ściągnąć w aplikacji na iPada. Tak więc problem dotyczy wyłącznie posiadaczy czytników.

Jaki jednak błąd popełniła księgarnia? Podstawowy – brak komunikacji.

Pół roku temu zabezpieczeń DRM pozbyło się Nexto. Dotknęło to niewielu ich klientów, bo większość książek, które kiedyś miały DRM, teraz można z biblioteczki ściągnąć ze znakiem wodnym, ba, nawet czasami nowe formaty doszły. Ale w przypadku np. części PDF-ów zapowiedzieli wtedy, że klienci mają ostateczny termin na ich ściągnięcie.

Klienci Nexto, którzy nabyli e-booki z tym zabezpieczeniem otrzymali wiadomość o tym fakcie i mieli czas na pobranie wszystkich książek zabezpieczonych Adobe DRM oraz ewentualne aktywowanie ich na czytnikach ebooków lub innych urządzeniach.

Poprosiłem teraz znów o wyjaśnienia w Legimi – i sytuacja w tym momencie jest inna.

Dla zdecydowanej większości książek problem nie występuje (ponad 99% katalogu), gdyż mamy zgodę dystrybutorów na zastąpienie tytułu z DRM wersją ze znakiem wodnym.

W przypadku pozostałych tytułów realizujemy zwrot pieniędzy dla Klientów, którzy nie są zainteresowani czytaniem tych książek w naszych aplikacjach.

Faktycznie, na skutek błędu po naszej stronie nie wyświetlał się stosowny komunikat z informacją o możliwości czytania w naszych aplikacjach lub prośbą o kontakt z supportem (w celu uzyskania zwrotu pieniędzy).

Przepraszamy za wszelkie niedogodności. Postaramy się w przyszłości uniknąć takich, niewygodnych dla Czytelników i Czytelniczek, sytuacji.

Ja to wszystko mam skopiowane, bo przecież trzeba było zdjąć DRM przed wrzuceniem na Kindle. Tak więc nie będę występował o zwrot, ale jest to jakaś alternatywa, księgarnia zachowuje się fair.

Tymczasem zalogowałem się na swoje konto i „Uwikłanie” widzę już ze znakiem wodnym.

Rzeczywiście, ściąga się poprawny plik EPUB.

Tym razem się udało. Legimi nie schowało głowy w piasek i stara się załatwić ten problem jak należy. Tam gdzie mogą udostępniają znaki wodne, a gdzie nie mogą, można poprosić o zwrot pieniędzy.

Ale nie wszędzie może tak się skończyć. Miałem już sygnały, że pewne księgarnie wycofują dany tytuł ze sprzedaży i ten jednocześnie znika z ich półek. To się nie powinno zdarzyć. Ponownie powołam się na Nexto, gdzie nadal mogę ściągnąć z biblioteki powieść „Herrenvolk”, kupioną dwa lata temu, mimo że od dawna tej pozycji nie ma żadna księgarnia, podobnie jak żadnej wydanej przez Fox Publishing.

Dlatego powtórzę – ściągajmy wszystko od razu po kupnie, trzymajmy na dysku, wrzucajmy też kopię np. na Dropboxa czy Skydrive. Będziemy mieli nad tymi plikami kontrolę i unikniemy nerwów. A jednocześnie pilnujmy księgarni i w przypadku, gdy z naszymi plikami coś się dzieje, domagajmy się reakcji z ich strony.

Źródło zdjęcia: sxc.hu

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

62 odpowiedzi na „Nie ma DRM – i gdzie są teraz Twoje książki?

  1. Dzambor pisze:

    Ja zaś mam ciut inny problem: Zaraz po ukazaniu się kupiłem „Szewc z Lichtenrade” Pilipiuka. Niestety w jakiejś mało znanej księgarni. I teraz książkę na dysku mam, lecz nie mogę zlokalizować sklepu w którym kupiłem. Pewnie jakoś jest to ukryte w znaku wodnym, lecz nie wiem jak się do tego dobrać.
    Tak czy siak trzeba zrobić backup bo jak mi z dysku zniknie to ze strony sklepu już nie sciągnę.

    0
    • Michał pisze:

      Zawsze możesz spróbować poszukać emaila z tym tytułem w treści w swojej poczcie. Jeśli nie kasujesz informacji o opłaceniu/możliwości pobrania to duża szansa, że taki email będzie – w ten sposób namierzysz księgarnię.

      0
      • Dzambor pisze:

        Akurat takie maile zawsze kasuje po otrzymaniu i sprawdzeniu towaru. Jedyna szansa to maile z danymi rejestracji – te zawsze archiwizuje, ale uzbierało się tego trochę.

        0
    • ketyow pisze:

      Ja się złapałem na tym, że w jednej księgarni kupiłem ebooka, którego wcześniej kupiłem w innej. Innym razem kupiłem ebooka będąc u kumpla, bo akurat była promocja, więc nie byłem na swoim lapku, żeby go zarchiwizować, a potem szukanie po księgarniach gdzie to było kupione (tzn. w tym wypadku pomógł mail, ale w mailach jest jednak trochę mętlik). Natomiast są stronki internetowe, na których można oceniać książki i wprowadzać swoje księgozbiory. I jest to duże ułatwienie, ja sobię teraz od razu po zakupie ebooka dodaję na Biblionetce, że mam go w swoim księgozbiorze, w komentarzu piszę w której księgarni kupiłem i problemu nie ma.

      0
    • Patryk pisze:

      Polecam korzystać funkcji wyślij na Dropbox którą udostępnia publio, dziwię się że wszystkie księgarnie nie mają wysyłki na jakąś chmurę.

      Dwa kliknięcia po zakupach i już zarchiwizowane. POLECAM

      Czekam aż nexto wprowadzi taką możliwość bo akurat tam najwięcej kupuję.

      Czekamy na Nexto :D

      0
    • Spriggana pisze:

      Ja załatwiłam sprawę krótko – dodałam sobie w Calibre pole, w które wpisuję miejsce nabycia książki (Amazon, Woblink, Nexto itp…). Jeżeli ktoś używa C. to polecam metodę.

      0
  2. W. pisze:

    „Teraz DRM nie działa, Legimi wyłączyło obsługę Adobe i słusznie, bo to technologia schyłkowa.”

    No proszę, a Kobo i Google czezną w mrokach nieświadomości. ;-)

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Zapomniałem dodać „na polskim rynku”. :-)

      Swoją drogą Adobe zapowiada wersję DRM2, która ponoć będzie bardziej elastyczna a jednocześnie trudniejsza do złamania.

      0
      • ketyow pisze:

        I równie bezsensowna. Kiedy oni się nauczą? W ogóle się nauczą?

        0
      • mint pisze:

        DRM […] to technologia schyłkowa […] na polskim rynku.

        Sytuacja na polskim rynku jest dość nietypowa i, można się obawiać, przejściowa. Wynika z rozdrobnienia e-księgarni i stosunkowo dużej popularności czytników Amazonu z systemem DRM, do którego drobnica nie ma ma dostępu. Scenariusz, w którym księgarski plankton stopniowo znika, a na rynku zostają dwa, może trzy tzw. „ekosystemy” z coraz szczelniejszym DRM, nadal wydaje się całkiem prawdopodobny. Wydawcy przekonali się o skuteczności znaków wodnych? Być może w jakimś stopniu tak, ale mnie to raczej wygląda na działanie wg zasady „trudno, jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma”.

        0
        • Dumeras pisze:

          A ja mam małą teorię spiskową ;-)
          Może w Polsce DRM tak w sumie dość chętnie został „odpuszczony” na rzecz znaku wodnego, bo był droższym rozwiązaniem. za ten znaczek Adobe trzeba płacić ;-)
          I teraz wystarczy zmiana polityki cenowej dla licencji na użytkowanie drm i mamy jego wielki powrót.

          0
          • mint pisze:

            W jakimś sensie to się zgadza, z tym, co napisałem. W tej chwili na Adobe DRM można u nas więcej stracić niż zyskać, ale to się może zmienić. Polityka opłat ze strony Adobe jest jednym z czynników, choć nie jestem pewny, czy decydującym.

            0
        • tzigi pisze:

          Dlatego najlepiej jest marzyć o tym, żeby nasz rynek ewoluował w taką stronę, jak rynek rosyjski. Tam w sklepie LitRes masz multiformat, jakiego nie uświadczysz nigdzie w polskich sklepach a do tego brak jakiegokolwiek DRM czy choćby znaku wodnego. A wszystko za kilka złotych książka.

          0
          • mint pisze:

            Pomarzyć można… :-) Głupio to zabrzmi, ale może jest jakaś nadzieja w tym, że nasz rynek księgarski jest malutki i płytki – być może gigantom nie będzie się chciało walczyć o taką kość. A nuż prześpią odpowiedni moment albo nie zaangażują wystarczających środków i powtórzy się casus eBay/Allegro?

            0
          • Marek pisze:

            Nie można tego w żaden sposób porównać. Rosja ma inne prawo własności intelektualnej i nie ugina się pod dyktatem zachodnich koncernów. Dlatego tam można legalnie kupować w sklepach sieciowych pliki mp3, na które to pliki owe sklepy nie posiadają żadnych licencji czy umów z wytwórniami.

            Ponieważ powiedzieć trzeba sobie wprost: wszystkie te przepisy są tworzone pod dyktando amerykańskich i zachodnioeuropejskich właścicieli praw autorskich; vide ciągłe przedłużanie czasu obowiązywania praw ilekroć grozi przejście Myszki Miki do domeny publicznej czy ostatnio przedłużenie obowiązywania ochrony ze względu na Beatlesów.

            0
          • Isaak pisze:

            Z tego co pamiętam kiedyś było 18 formatów, jednak patrząc na ilość ebooków dostępnych tam i u nas to jednak wolę polski rynek :-) możemy podziękować amazonowi i konkurencji która jest jedyna taka na świecie :-)

            0
          • marcin pisze:

            według reputacji WOT wielu użytkowników twierdzi, że sprzedawane na LitRes książki są pirackie.

            Płacenie za piraty wydaje mi się śmieszne. Skoro ani wydawca ani autor nie dostaje ani grosza ze sprzedanej książki, to już chyba lepiej ściągać z chomika.

            0
  3. Marta pisze:

    Co do backupu na ‚wirtualne dyski’ (chmury) – zastanawia mnie dlaczego większość serwisów umożliwia dostęp do komercyjnego Dropboxa (1Gb darmowej przestrzeni z możliwością zwiększenia uzależnionego od miesięcznego abonamentu) a nie oferuje możliwość wysyłki choćby na darmowy ‚GoogleDrive’ (pojemność około 15 Gb za free) ?

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Do końca to nie wiem, ale wydaje mi się, że może chodzić o stabilność. Google mieszał coś API i w czytnikach które miały dostęp do Google Drive (np. niektóre wersje Onyxa z softem 1.8), sprawiało to problemy, gdyż wymuszało częste aktualizacje.

      0
    • Amadeuszx pisze:

      Nie Gb tylko GB.
      Dropbox ma 2GB a rozsyłając zaproszenia na inne adresy mailowe i instalując program do pobierania plików (np. na wirtualnej maszynie z linuxem) można dobić do 16GB

      0
      • Marta pisze:

        „Nie Gb tylko GB”?

        A są jakieś ustalone zasady i wytyczne pisowni? Nie sądzę.
        Zwłaszcza, że bardzo często można się spotkać z zapisem z małych liter i nikt nie traktuje tego jako błąd czy niedopatrzenie. Wg mnie dowolność tego zapisu jest powszechna i w żaden sposób nie wpływa to na jego czytelność i rozumienie. Chyba, że ktoś ma z tym „problem” natury estetycznej bądź emocjonalnej. Wtedy to co innego – trudno przeskoczyć a tym bardziej obejść ;)
        Pozdrawiam

        0
        • Ja pisze:

          Gimbaza nie rozróżnia Kg i kg, b i B, m i M. Nie ma się co chwalić, że jest się „humanistką”.

          0
        • silk pisze:

          b to bit
          B to bajt
          Gb to gigabity, GB to gigabajty. Różnica 8-krotna :) Zwykle wynika z kontekstu o co chodziło piszącemu, ale nie zawsze.

          0
        • Darek pisze:

          „A są jakieś ustalone zasady..?”

          Tak, są. Gb jest 8 razy mniejszy od GB.

          0
        • Sławek pisze:

          Tak są zasady. Bardzo proste: „b” – to po prostu bit, „B” – bajt. Podobnie jak na przykład „k” – kilo i „K” – Kelwin, czy „m” – mili i „M” – mega.

          0
          • Darek pisze:

            „są zasady. Bardzo proste”
            „k” – kilo i „K” – Kelwin.

            Chyba jednak nie takie proste, skoro sam się gubisz…

            0
            • Sławek pisze:

              A możesz jaśniej? Gdzie niby się gubię?

              0
              • Darek pisze:

                Mieszasz symbole jednostek z symbolami przedrostków.
                Dla pary dwóch jednostek (b,B) podajesz jako przyklad parę dwóch przedrostków (m,M).
                Albo parę przedrostek-jednostka (k,K).
                Z twojego „wyjaśnienia” np. wcale nie wynika, że K to Kelwin.

                0
            • Sławek pisze:

              Wiem, że mieszam. Zrobiłem to celowo, aby pokazać że wielkość litery ma znaczenie. Nie tylko jeśli chodzi o sprawy ilościowe (przedrostki jednostek miar), ale i jakościowe (jednostki miar).

              0
          • Rafał pisze:

            To jeszcze „upraszczając” kilo może być k i K podobnie m/M jedno to *1024 a drugie *1000. By było jeszcze prościej sprzedawcy pamięci masowych zrobili z tego sieczkę interpretując oznaczenia losowo (korzystnie dla siebie).

            0
        • Amadeuszx pisze:

          „A są jakieś ustalone zasady i wytyczne pisowni? Nie sądzę.” – ignorancja to nie jest powód do dumy (zwłaszcza tu: na styku techniki i literatury).

          0
        • Marta pisze:

          BARDZO DZIĘKUJE wszystkim za wyczerpujące wyjaśnienia. :-) Teraz już postaram się na przyszłość nie popełniać tego błędu. Wydawało mi się, że nie ma w tym różnicy i to kwestia „estetyczna”- a jednak nie:
          b to bit
          B to bajt
          Czyli przepustowość łącza (transfer) określona jest w bitach a objętość dysku w bajtach.
          Trzeba zapamiętać ;)
          Mam nadzieję, że inni też na tym skorzystają.
          Pozdrawiam :-)

          0
          • kola pisze:

            nie do końca, zarówno przepustowość łącza jak i pojemność dysku można podawać w bitach jak i w bajtach, po prostu przyjęło się tak jak piszesz ale odwrotny zapis też jest poprawny, o ile pamiętamy że bit=1/8 bajta

            0
  4. beHemot pisze:

    A nie planujesz może w najbliższym czasie jakiegoś artykułu o backup’ie?
    Może jest jakiś trik na automatyczny zapis kopii z Kindle ?

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Bezpośrednio z Kindle to nie. Chmura amazonowa jest jakimś rodzajem backupu, chociaż oczywiście ograniczonym tylko do ekosystemu Kindle.

      Ja mam tak, że katalog ze wszystkimi zakupionymi e-bookami oraz całą bazę Calibre backupuję na Skydrive i okazjonalnie na zewnętrznym dysku.

      0
  5. Iboy pisze:

    Pojawia się pytanie w jakim formacie archiwizować ? Beletrystyka w mobi,e pub a informatyczne w pdfie ?

    0
    • Amadeuszx pisze:

      Najlepiej w takim, z jakiego najczęściej korzystasz (kopie książek z informatyki robię w obydwóch pdf i jeśli mam to w mobi).

      0
    • Robert Drózd pisze:

      No, po to jest multiformat, żeby ściągać wszystko – nie wiesz na czym będziesz czytał za 5 lat, czy wystarczy EPUB czy też będziemy wszyscy mieli cieniutkie czytniki 13″ i wtedy najbardziej słuszny stanie się znów PDF bo wyglądać to będzie jak normalna książka. :)

      0
      • asymon pisze:

        Tyle teoria, życie pokazuje że pliki mobi są brzydko zrobione, ostatnio większość lektur na kindle i tak konwertuję w calibre z epuba. Ech…

        Ciekawi mnie mnogość plików epub na eboki.allegro – osobno na telefon, tablet, czytnik. Pliki mają różny rozmiar, ale może to tylko okładwa w różnych rozmiarach? Tak, nie chce mi się sprawdzać, wolę zapytać w internecie ;-)

        0
        • Robert Drózd pisze:

          Strzelam że chodzi o różne rozmiary obrazków. Zresztą można ściągnąć, rozpakować (epub to archiwum zip w końcu) i porównać.

          0
  6. Raf pisze:

    Dzień dobry,
    mam PDF’a zabezpieczonego jakimś „File Open”.
    Po latach niestety, mimo zainstalowania tego „file open”, książka się już nie otwiera.
    Księgarnia Zixo gdzie zakupiłem tę ksiażkę też już chyba nie istnieje. Jest na otwarcie tego pdf’a jakaś rada. Z góry dzięki za odpowiedź.
    Raf

    0
    • Dumeras pisze:

      Znalazłem taką oto informację:
      PDF (z zabezpieczeniem FileOpen) – Pliki w tym formacie można odczytać tylko i wyłącznie na komputerach z systemem operacyjnym Windows, Mac OS, lub Linux, przy pomocy darmowego programu Adobe Reader, wraz z wtyczką FileOpen .
      Nie są obsługiwane urządzenia mobilne z systemami Android, Symbian OS (np. Nokia E51), Windows Mobile (np. Dell Axim X50v) oraz czytniki e-booków (np. Amazon Kindle, Onyx Boox) czy też Apple iPad.

      Więc pytanie jest na jakim urządzeniu próbujesz otworzyć i w jakim programie?

      0
    • Robert Drózd pisze:

      FileOpen to w ogóle jest tragedia. Kiedyś usłyszałem w pewnej księgarni, że muszę zainstalować starszą wersję Adobe Readera, bo wtyczka nie działa jeszcze w nowszej.

      Można to zdjęć przy pomocy pliku ineptpdf – opisany np. na http://www.eksiazki.org/systemy-drm-przeglad/

      0
      • Raf pisze:

        Dziękuję.
        Mam windowsa 7, w adobe readerze.

        ineptpdf8.4.51.pyw
        niestety pokazuje, że brak połączenia z internetem.
        To samo co adobe reader zresztą :(

        0
        • Robert Drózd pisze:

          Poszukaj jeszcze ew. wtyczki do Calibre o tej nazwie. Jest np. na stronie „apprentice alf”

          0
          • Raf pisze:

            Jeszcze raz dzięki,
            ale obawiam sie, że problem jest następujący:
            przy jakiejkolwiek próbie otwarcia, plik pdf chce się połączyć z serwerem wydawnictwa, które już nie istnieje. We wszystkich programach, którymi próbuję otworzyć ten plik, dostaję informację, że nie można ustanowić połączenia internetowego.
            A bez otwarcia pliku nie zdejmę (chyba) tej blokady :(

            0
  7. Darek pisze:

    Mi Virtualo zwyczajnie usunęło książkę, którą kupiłem. Bez słowa wyjaśnienia.
    Od czasu jak to odkryłem, przestałem tam kupować.

    0
    • Cyfranek pisze:

      Napisz proszę coś więcej. Co to za książka? Kiedy kupiona? Upominałeś się? Co odpowiedzieli…?

      0
      • Darek pisze:

        Książki (bo skasowali 2) kupione ok. 2 lat temu, nie pamiętam dokładnie, w każdym razie w czasach, gdy w płaciło się za każdy format osobno. Ja wybierałem zawsze PDF-y.
        Po ok. roku Virtualo stwierdziło, że wie lepiej ode mnie w jakim formacie powieniem czytać książki – wykasowali mi PDF-y, w zamian dali EPUB i MOBI. Nie mówiąc oczywiście ani słowa o tym.
        Tylko że, przypominam, ksiażki kupiłem w czasach gdy płaciło się każdy format osobno – jeżeli wybrałem PDF, a nie np, EPUB, to była to moja wola i Virtualo nic do tego.
        To tak jakby, po roku, sprzedawca stwierdził, że bez sensu kupiłem zielony samochód i przemalował mi go bez mojej zgody na czerwono. Bo sprzedawcy bardziej się jednak czerwony kolor podoba.

        Nie upominałem się o to, bo książkę mam; zawsze bezpośrednio po kupieniu pobieram książki.
        Bardziej chodzi tu o zasadę – skoro oferują wirtualną półkę z kupionymi książkami, to nie powinni korygować jej zawartości wg swoich preferencji.

        0
  8. Michał pisze:

    Aż popatrzyłem na swoje zasoby, które zostały mi do zarchiwizowania. No i niestety okazuje się, że na jednym jedynym Woblinku, który mi pozostał do archiwizacji (ze względu na największą liczbę zakupionych książek i chyba najgorszy interfejs użytkownika ze wszystkich księgarń pod kątem zrobienia kopii zapasowej) w niektórych pozycjach poginęły formaty mobi, niektórych zaś w ogóle nie da się już pobrać..
    Ciekawe czy to chwilowe problemy techniczne czy tak już będzie?

    0
    • Michał pisze:

      OK, częściowo zwracam honor, przepraszam Woblink – widzę, że jednak niektóre z tych książek jednak są jeszcze z DRM i linki podpisane jako epub tak naprawdę prowadzą do plików .acsm . Stąd brak mobi, którego nigdy nie było. Człowiek jednak za szybko przyzwyczaja się do dobrego ;-)
      Ale przypadki gdy kliknięcie na „ściągnij” powodują komunikat „brak zasobu” dalej są..

      0
  9. Sophia pisze:

    Ja osobiście do żadnego nośnika/chmury/półki wirtualnej nie mam 100%-ego zaufania, więc mam książki w różnych miejscach w sieci i na różnych nośnikach fizycznych. Raczej tylko apokalipsa zniszczy wszystko naraz :D

    0
  10. Marcin Rogalski pisze:

    Ciekawi mnie kiedy Woblink odpuści sobie z DRM?

    0
  11. Eczytacz pisze:

    Wcześniej czy później obniżą VAT na ebooki, moim zdaniem te zabezpieczone DRM nie powinny korzystać z preferencyjnej stawki ponieważ tu sprzedawana jest jedynie licencja do korzystania z ebooka na dedykowanym oprogramowaniu na swoim koncie. Preferencyjną stawką VAT powinien się cieszyć ebook bez zabezpieczeń lub z zabezpieczeniami, nie ograniczającymi swobody odczytywania go na różnych urządzeniach i różnym oprogramowaniu.
    Czy można mieć zaufanie do firmy, która pozwoliła sobie wykraść dane 38 milionów swoich klientów?

    0
  12. marcin pisze:

    Specyfika polskiego, cholernego rynku. Jak kupuję gry komputerowe np. na Steamie to od 5 lat nic się nie zmieniło w mojej bibliotece – gry, które kupowałem lata temu nadal tam są i mogę je pobierać bez przeszkód.

    Ale nie, tu jest Polska, tu się robi ludzi w wała.

    0
  13. latolek pisze:

    ahhhh, właśnie zrobiłem backup tego co zakupiłem i małe statystyki (nie wliczałem tutaj ebooków z promocji za 0,00zł):

    [nazwa książkarni] [ilość kupionych książek] x [łączna wydane] ~ [średnia cena książki]
    ebookpoint: 23 x 288,41 ~ 12,54
    publio: 12 x 190,11 ~ 15,84
    woblink: 13 x 176,39 ~ 13,57
    nexto: 12 x 128,8 ~ 10,73
    virtualo: 2 x 11,45 ~ 5,73
    ==================
    razem: 62 x 795,16 ~ 12,83

    …i aż się smutno zrobiło, że człowiek tyle wydaje ;)
    A żeby było na temat, tylko 2 ebooki były z DRM, reszta watermarki (w ostateczności kupowałem z DRM, wolałem przepłacić jeśli tylko była możliwość bez DRM kupić)

    0
  14. certainly like your web site however you have to take a look at the spelling on
    several of your posts. A number of them are rife with spelling issues and I in finding it very troublesome to tell the reality then again I’ll surely
    come back again.

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.