Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Korektor śpi, czyli o jakości e-booków

Słowo: osobą - błąd w stopce redakcyjnej e-booka

Ten zrzut ekranowy, wklejony na tablicy Świata Czytników przez Michała Jarosza może być symbolem problemów z jakością polskich książek elektronicznych.

Niestety, duża część książek jest wciąż konwertowana z PDF-ów. Dotyczy to nawet nowych wydań. Proces wydawniczy w wielu firmach jest taki, że innego „oryginału”, jak PDF przed drukiem po prostu nie ma. Chcąc zrobić e-booka, czyli plik EPUB/MOBI, trzeba z takiego PDF tekst odzyskiwać. Nie wychodzi to najlepiej, czego dowodem następujące błędy:

  • literówki
  • sklejone ze sobą wyrazy
  • zamienione znaki (np. „1”, „I” i „l” – albo „b” i „6” – popularne błędy OCR)
  • brak wyróżnionych cytatów czy nagłówków
  • zagubione rozdziały i spisy treści.

Tutaj inny przykład z tej samej książki.

Przykład tekstu niesprawdzonego, zty zamiast zły itd.

„Zyd” zamiast „Żyd”, „zty” zamiast „zły” pokazują, że książki przed wydaniem nie przejrzano nawet przy pomocy narzędzia, które podkreśla nieistniejące słowa.

Złożony e-book wymaga korekty i weryfikacji z papierowym oryginałem. Ponieważ czasami e-booki robione są metodami ultra-budżetowymi (czytaj: zatrudniamy studentów i przywalamy im wysokie normy), nie zawsze tak się dzieje.

Wydaje mi się jednak, że jest coraz lepiej. W e-bookach, które kupiłem w ciągu ostatnich miesięcy błędów było już mało. Książek elektronicznych sprzedaje się coraz więcej, klienci narzekają i wysyłają reklamacje, wreszcie proces konwersji się profesjonalizuje. Najlepiej, aby e-book był po prostu składany od nowa, jak przedstawione to zostało w obszernym artykule z Inpingo.

Zdanie klientów też bardzo się liczy. Gdy przy promocjach dnia zgłaszaliście w komentarzach uwagi do jakości e-booka, często było to szybko naprawiane.

Dlatego, choć mogą nas denerwować „konwersyjne” wpadki, to nie jest argument, żeby nie kupować książek elektronicznych. Im więcej e-booków się sprzedaje, tym poważniej jako czytelnicy jesteśmy traktowani, a inwestycja w korektę przestaje być ekstrawagancją.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

71 odpowiedzi na „Korektor śpi, czyli o jakości e-booków

  1. ulf pisze:

    Bardzo dobry wpis poruszający istotny problem. Na początku, tuż po zakupie Kindle’a, pierwszą pozycją, którą kupiłem było „Metro 2033” w Gandalfie (konwersja Virtualo), tyle że pośpieszyłem się i wybrałem wersję epub. Ok, mój błąd, szybko przerobiłem na mobi i w takiej formie przeczytałem. Najczęstszym błędem w tej pozycji był brak kropek na końcu zdań. Zrzuciłem wtedy winę na siebie i błędy przy konwersji. Później kupiłem już w Virtualo „Grę o tron” za 45zł, już we właściwym dla Kindle formacie ;) Pierwsze rozdziały były w porządku, jednak później było coraz gorzej: posklejane słowa, błędne przeniesienia tekstu…
    Niby można reklamować, ale z drugiej strony nie bardzo wierzę, że takie zgłoszenie cokolwiek zmieni (być może błędne założenie).
    Pamiętam, że któryś ze sklepów ma możliwość zgłoszenia erraty. Pomysł fajny ale tylko w przypadku jeśli na całego ebooka zdarza się kilka błędów. Co innego gdy błąd pojawia się na każdej stronie, wtedy chyba wydawca powinien nam płacić za korektę ;)
    Być może narażę się wielu z Was, ale od tej pory ebooki zdobywam „na lewo” i sam sobie przerabiam, łąmię tekst, poprawiam, tworze spisy treści i czytam za darmo, oczekując na większą staranność przy opracowywaniu ebooków, za które wydawca/konwertujący bierze bądź co bądź niemałe pieniądze.

    0
    • Virtualo pisze:

      Bardzo nam przykro, że znalazły się błędy w ebooku, który dystrybuujemy w naszej sieci. Konwersję książki „Gra o tron” wykonała dla wydawnictwa Zysk firma Bookoteka.pl. Oczywiście przekażemy informację o błędach, aby zostały one jak najszybciej poprawione. W przypadku konwersji wykonywanej przez Virtualo, dzięki nowemu procesowi konwersji, który sukcesywnie wdrażamy od września zeszłego roku i który został na początku czerwca zastąpiony całkowicie nowym rozwiązaniem, zapewniamy najwyższą jakość nawet bardzo skomplikowanych książek – zapraszamy do pobrania darmowych fragmentów książek Jacka Dukaja, aby się o tym przekonać.

      0
      • Robert Drózd pisze:

        Mam Grę o Tron właśnie z Bookoteki i nie pamiętam tam jakiś rażących błędów, ale może kupiłem wersję już poprawioną…

        0
      • KundelBury pisze:

        Dziwnie brzmi laurka wystawiona sobie samym ;), Virtualo, kiedy naocznie się można przekonać o Waszej „jakości” konwersji, bo to przecież Wasza konwersja, prawda: http://www.creamteam.biz/blog/index.php/2012/nie-o-tym-nie-o-tym-byla-mowa/
        Robienie błędów w stopce redakcyjnej, czy to aby nie mistrzostwo świata degrengolady, bo gdzie jak gdzie, ale w nazwiskach redaktorów? (sic!)

        Edytorstwo jest pod psem i niczego tu się nie da naprawić, tak sądzę. Starzy mistrzowie chyba nie wychowali sobie następców, co widać teraz, gdy w firmach wymienia się pokolenie pracowników.
        Stąd uważam, Robercie, że teza, którą postawiłeś — jakoby błędy nie powinny przeszkadzać w kupieniu e-booka — jest błędna, bowiem wynika z tak postawionej tezy wniosek, że w publikacjach papierowych, jeśli nie że w ogóle nie ma błędów, to na pewno jest lepiej. Nie jest. Z zażenowaniem próbuję przebrnąć przez nowego papierowego Tyrmanda i chyba wreszcie rzucę to w tzw. piździec, ileż można się męczyć?

        Po ostatniej dyskusji z tzw. wydawcą, którą to dyskusję opisywałem Wam tutaj, gdy wydawca w którymś momencie zaczął mi wręcz grozić, także nie zamierzam zwracać uwagi już żadnemu tzw. twórcy kultury. Nie istnieje tak nazywana instytucja, nie u nas, to tylko pijawki chcące się nachapać, byle więcej i w krótkim czasie.
        Tym bardziej to wszystko przykre, że obserwuję branżę z powodów zawodowych, wydawców można nazywać jakimkolwiek określeniem, tylko nie per „wydawca”. To są ludzie przypadkowi, którzy często nie znają nawet rodzinnego języka ani w piśmie, ani w mowie.
        Na szczęście są oryginały, którym nic nie można zarzucić, a ja znam języki… a że polski wydawca, redaktor czy korektor na tym straci, czy to akurat nie powinno być zmartwieniem tego wydawcy, redaktora czy korektora?

        0
        • Virtualo pisze:

          @KundelBury – pisząc o nowym procesie konwersji i najwyższej jakości, nie napisaliśmy, że nie popełniamy żadnych błędów. Przy tak dużej liczbie ebooków, jakie wchodzą do sprzedaży, błędy są niestety nie do uniknięcia. Oczywiście przyznajemy rację, że są małe litery w kilku ebookach wydawnictwa Czarne – dziękujemy za zwrócenie na nie uwagi. Są to ebooki, które pochodzą z poprzedniej wersji naszego procesu – występujące w nich błędy będziemy stopniowo eliminować. Nowy proces konwersji ujrzał światło dziennie na początku czerwca – jest to już trzecia wersja naszego systemu. Wszystkie ebooki, które powstały w wersji 1.0 i 2.0 zostaną również poddane ponownej konwersji, to jednak zajmie trochę czasu. Prosimy zatem o jeszcze trochę cierpliwości.

          Cały czas zmieniamy nasz proces i walczymy o jak najlepszą jakość. Każdy zgłoszony błąd staramy się jak najszybciej poprawić, chociaż w przypadku plików w formacie MOBI nie zawsze jest to łatwe. Ebooki Jacka Dukaja są naszą wizytówką, dlatego poleciliśmy je w powyższym wpisie – były one sprawdzane przez kilku korektorów, Wydawnictwo i samego Autora, więc są one prawdopodobnie najlepiej przygotowanymi ebookami na polskim rynku. Prosimy o trochę optymizmu i wiary – nie tylko my poprawiamy jakość konwersji, ale nasi Konkurenci również – wszystko zmierza ku lepszemu.

          0
        • KonradK pisze:

          „To są ludzie przypadkowi, którzy często nie znają nawet rodzinnego języka ani w piśmie, ani w mowie.”

          A może właśnie znają rodzinny, bardziej niż rodzimy. :)

          0
          • KundelBury pisze:

            …ale nie czepiamy się chyba nieuchronnego, a za takie należy uznać zjawisko niemożności poprawienia czy skasowania tego, co się zaakceptuje, jako komentarz, KonradzieK?

            Virtualo,
            rozumiem tłumaczenia, tylko Wy nie jesteście piekarnią, towar nie przeterminuje się, gdy poleży dzień dłużej u korektora. Raczej wręcz na tym polegiwaniu zyska (o ile produktywne).
            Przyznam też, że pomimo całej atencji dla Was (podziękujcie miłej i kompetentnej pani z obsługi), gdy wydawca, tak to nazwijmy umownie, pisze o kolejnych wersjach systemu poprawek w jego wydawnictwach, to brzmi to dla mnie, jakby mówił: — Mam świerzb! Chronicznie!
            Przypomnę, my tu mówimy o produkcji dóbr szczególnych, a przynajmniej tak mnie uczono w szkole, że szczególnych.

            P.S. …I co z tego, że poprawiacie zaprzeszłe tytuły, skoro nie uaktualnicie mi tego poprawionego tytułu automatycznie na Kindlu i w chmurze, ba, nie dowiem się o poprawce, bo nikt mnie nie poinformuje, prawda, nie ma instytucji erraty przyklejającej się do mojej półki w Waszej księgarni, czy automatycznie wymieniającej treść książki w urządzeniu, prawda (inna sprawa, że takie działania byłyby naruszeniem moich praw, vide iTunes poprawiające „treść” utworów u nich zgromadzonych), a nie każdy czyta specjalistyczne fora?
            Poza tym, ten argument już tu był podnoszony, tytuł przeczytany, to tytuł odstawiony na półkę, in general, więc ogólnie poprawki cieszą, ale w szczególe są jednostkowo nikomu niepotrzebne — albo wydawcy zrozumieją, że mylą się tylko raz, jak saper, albo dalej będą postrzegani jak ludzie przypadkowi, wczoraj wędlina na bazarze, dziś książki, że obrazowo zamknę wypowiedź.

            0
            • KonradK pisze:

              A mi nie chodziło o Ciebie, tylko o tych, którzy używają dialektu wyniesionego z domu, odbiegającego od poprawnej polszczyzny.
              Zamierzenie, czy nie, dobrze to nazwałeś – językiem rodzinnym.

              0
              • KundelBury pisze:

                To przepraszam, Twoją wypowiedź można było odebrać dwojako, jak widać, wybrałem źle ;)
                Nie zmienia to faktu, że miałem na myśli język rodzimy, ale po opublikowaniu postu zobaczyłem ten rodzinny (ach ta podświadomość) i uznałem, że to tworzy ciekawe kolejne dno wypowiedzi, a jak kto mądry, to sobie dopowie coś zmyślnego i proszę, nie myliłem się.
                Dziękuję.

                0
            • Virtualo pisze:

              @KundelBury, dziękujemy za sugestię odnośnie nowej funkcjonalności. Niestety obecnie nie jesteśmy w stanie informować automatycznie użytkowników o aktualizacji starszych tytułów, które zakupili, ale przyjrzymy się sprawie powiadomień i zastanowimy się, co moglibyśmy w przyszłości zrobić w tej kwestii w obrębie naszego sklepu. Wszystkie uwagi są dla nas bardzo cenne i wyciągamy z nich wnioski, aby ciągle ulepszać nasz proces konwersji.

              0
              • KundelBury pisze:

                Nie ma sprawy, cieszę się, że uwaga przyda się na coś.

                Na marginesie, nowomowy piarowej moglibyście reklamiarzowi oszczędzić ;), przecież i bez niej widać zainteresowanie po Waszej stronie.

                0
      • Doman pisze:

        A mi właśnie Dukaj zabił ćwieka. Kupiłem „Córkę Łupieżcy”, „Lód” i „Króla Bólu” jak tylko się ukazały w wersji cyfrowej, tzn. chodzi o ukazanie ponowne tegoroczne – wcześniej nie miałem czytnika. Książki kupowałem w Gandalfie. I o ile do Lodu nie mam jak się przyczepić o tyle w Córce Łupieżcy posklejanych słów było na prawdę sporo (zwłaszcza jak na krótki – w mierze Dukajowej – utwór). Mam pozaznaczane pieczołowicie zauważone błędy, ale nie mam pojęcia co dalej z nimi zrobić. Gdzie wy ślecie te wszystkie maile? Do sklepu, wydawnictwa, agencji wykonującej konwersję?

        0
        • Virtualo pisze:

          @Doman – prawdopodobnie masz starą wersję pliku pochodzącą z pierwszego procesu konwersji sprzed ponad roku. Nową wersję możesz pobrać w swojej bibliotece na stronie Gandalfa. Dla pewności prosimy o kontakt z nami poprzez biuro@virtualo.pl, a my spróbujemy ustalić z Gandalfem, czy na pewno dostępna jest najnowsza wersja „Córki łupieżcy”.

          0
  2. KonradK pisze:

    Ten pierwszy rodzaj błędów to raczej nie wynik pośpiechu, czy błędów OCR. Ci, którzy mawiają „nie chcem, ale muszem” często nadrabiają właśnie stosowaniem „ą”, gdzie się da, tak jakby mieli tym odkupić swoje najczęstsze błędy pisowni. „Dziękuję ludzią”, „stop pijawką”.
    Już wolę kiedy konsekwentnie piszą tak, jak mówią.

    P.S.
    Mierzi mnie brak znaków diakrytycznych w tagach audiobooków Nexto (może ktoś z tej firmy czyta ten blog).

    0
    • Mateja pisze:

      Nexto czyta i obiecuje sprawdzić, co będzie się dało zrobić w tej sprawie!

      0
    • @KonradK:
      Tak przesyłają pliki wydawcy. Brak polskich znaków diakrytycznych w tagach audiobooków jest podyktowany kompatybilnością ze wszystkimi odtwarzaczami. Polskie „ogonki” nie zawsze mogą zostać wyświetlone w urządzeniach niektórych producentów, dlatego ich się nie stosuje.

      0
      • asymon pisze:

        Ja w kwestii formalnej: ebooka kupuję od was, nie od wydawcy. I to wy, a nie wydawca odpowiadacie za jakość sprzedawanego towaru. To taka prosta zasada, a ciągle słyszę (z różnych branż) takie tłumaczenia.

        Ale z drugiej strony, nie miałem większych zastrzeżeń do ebooków kupionych w nexto.

        0
        • pioterg666 pisze:

          Ale tu jest mowa o AUDIObookach, nie Ebookach. I nie o błędach, tylko o celowym działaniu i nieumieszczaniu w tagach polskich znaków. Na większości urządzeń lub programów zamiast „Ń” masz np „%#” i taki wyraz „S?o%#” wygląda sporo gorzej niż „Slon”. Przynajmniej dla mnie…

          0
      • KonradK pisze:

        @Adam Kaczmarek – NEXTO.pl
        Dziękuję za wyjaśnienie. Skoro jest to świadoma decyzja (podyktowana dobrem użytkowników niektórych odtwarzaczy) a nie niedopatrznie, to w pełni ją szanuję.

        0
  3. vfsdvasdf pisze:

    Panowie hamujcie lejce ok, z 39zl autor ma 1,5zl a reszta idzie na auto prezesa wydawnictwa, wiecie jak ciezko wysuplac 1-2 tys. na korekte i edycje ebooka …. porsche dla zony samo sie nie kupi. Zyjemy w kraju handlowcow i posrednikow, jakosc jedzenia czy produktu jest na szarym koncu, najwazniejsze to zbajerowac jelenia zeby kupil.

    0
  4. GZalewski pisze:

    przede wszystkim programy do skladu mają juz konwersje do ebookow, wiec to nie powinno byc problemem dla duzych wydawców.
    Po drugie @vfsdvasdf
    nie lubie kwantyfikatorów ogólnych :), jako prezes wydawnictwa (Peugeot 307 – nie polecam ;) ) sugerowałbym większą wnikliwość. Tak naprawdę, na cenę książek wplywaja przede wszystkim chore stawki oddawane dystrybutorom. Nie wiem jak jest przy ebookach, bo nasze wydawnictwo wybrało opcję rozmawiania z tymi, którzy dają choć odrobine cywilizowane warunki. Kosztem szerokiej dystrybucji.
    Mysle, ze produkcja ebookow w Polsce jest na tyle w powijakach, ze dopiero za moment wydawcy zobaczą, ze potrzebna jest jeszcze jednak korekta (po konwersji), a buc moze nawet jakis szczątkowy skład (grafiki, tabele itp). Bo nie ma tutaj opcji „co to za problem, wystarczy skonwertowac”

    0
    • pasożyt społeczny pisze:

      Tak jest, programy do składu potrafią publikować ebooki. Wszystkie opowieści wydawnictw o wysokich kosztach przygotowania ebooków to bajki, a robienie ich z PDFów to po prostu amatorszczyzna. Firma w której pracuje wydała kilka książek specjalistycznych w wersji papierowej. Z kolegą na próbę zrobiliśmy ebooka, tak po prostu kilkoma kliknięciami, a była to książka o skomplikowanej strukturze, rozdziały, podrozdziały, kilkaset odnośników. Wszytko pięknie i to za pierwszym razem.

      0
    • Robert Drózd pisze:

      No niestety z tymi programami do składu też jest różnie. Standardowy eksport do EPUB w inDesign potrafi wygenerować dużo śmieci, a na pewno powstały w ten sposób plik i tak jest do ręcznego sprawdzenia i poprawek.

      0
      • Czytelnik pisze:

        Robert, jak wydawnictwa zatrudniają studentów, kótrym mogą mało zapłacić, a którzy ledwo lizneli obsługę programu do składu i nie wiedzą, jak się to dobrze robi, to faktycznie dobrego epuba z ich książek nie wygenerujesz. Ale jak książka jest dobrze poskładana, to klikasz, sprawdzasz czy wszystko w srodku wyglada ok i gotowe. Najwiecej czasu na to sprawdzanie schodzi, bo nawet jak nie ma bledów, to nie dowiesz sie o tym, do poki wszystkiego nie przejrzysz.

        0
    • setore pisze:

      jeśli to prawda, to naprawdę miło, że prezes wydawnictwa czyta takie strony jak ta i bierze sobie do serca uwagi użytkowników. W dzisiejszych czasach rzadko się to zdarza. Pozdrawiam! :)

      0
    • Co prawda wpis jest stary ale…
      Od 2-ch lat (2010) tłumaczymy wydawcom, że w procesie konwersji w naszej firmie bierze również udział korekta. Nie wypuścimy tytułu na rynek, jeżeli nie zostanie sprawdzony po wykonaniu (nieautomatycznej) konwersji do formatu ebook.

      0
  5. tdk pisze:

    To przez Ciebie 1:1 :P

    0
  6. wujo444 pisze:

    a jak dla mnie wpis słaby. „Skład ebooków był koszmarny, obecnie jest trochę lepiej” – aj waj, bardzo dużo powiedziane…

    0
  7. Hubert pisze:

    Niestety, nie jest coraz lepiej, Robercie. Dopóki wydawnictwa będą traktować nas jak idiotów i wydawać howno, dopóty będę ściągał ebooki z chomika itp. miejsc. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.

    0
  8. mmena pisze:

    Brak porządnej korekty nie jest tylko chorobą ebooków. Jest cała masa wydawnictw wprowadzających papierowe książki (np. nielubiana przeze mnie, właśnie z powodu niechlujstwa językowego, Zielona Sowa) i jednocześnie uważających, że na korekcie można zaoszczędzić.
    Mam „Klub Pickwicka” z 2005 roku, w którym aż roi się od błędów. Trudno w to uwierzyć, ale na jednej ze stron ilość błędów jest tak duża, że trudno znaleźć słowo poprawnie napisane.
    Mam serię „Ani z Zielonego Wzgórza” z 2001 roku. Kolejne tomy tłumaczone były przez różne osoby, przy czym żadna z nich nie zadała sobie trudu zapoznania się z wcześniejszymi częściami, w związku z czym nie zachowano spójności tłumaczeń. Fatalny przekład, liczne literówki, błędy gramatyczne („ubrać sukienkę”?!) wszystko to odbiera przyjemność czytania.
    Wcale się nie dziwię, że po przeczytaniu takiego gniota można mieć wrażenie, że prezes wydawnictwa zaoszczędził zatrudniając studentów pierwszego roku, by kupić sobie nowy samochód (potwierdzam, Peugeot to fatalne auto).

    0
  9. mbiela pisze:

    @mmena

    zgadzam się, sam posiadam kilka książek niemałego wydawnictwa, z fatalnymi literówkami. W paru ebookach też wyłapałem, niektóre błędy to poezja :) Chyba najlepiej przyjąć metodę „kupować i zgłaszać błędy”, to powinno po jakimś czasie dać efekty..

    0
    • setore pisze:

      no dobra, ale ja np czytam w autobusie i jak mam zglosic błąd? zapominam o nim za chwilę, a nie będę odwalać pracy za korektorów i zapisywać sobie, gdzie są błedy i jakie. Zwłaszcza, że jak napiszesz im lakoniczną informację o błędzie to nie zareagują, tylko każą sobie wskazać jaki to dokładnie błąd, w jakim zdaniu.

      0
      • Robert Drózd pisze:

        Możesz sobie podkreślać, a potem przekleić wszystko z pliku My Clippings :)
        http://swiatczytnikow.pl/my-clippings-txt-co-to-jest-i-co-mozna-z-tym-zrobic/

        No wiem, że to jest częściowe odwalanie roboty za korektorów, ale nie chodzi o to, aby poprawiać wszystko, ale zwrócić uwagę, że to jest dla nas ważne.

        Tak samo warto składać reklamacje do dystrybutorów. Ostatnio widziałem przypadek, gdy empik.com zwrócił komuś kasę za kupionego PDF (i to z DRM), bo niektóre czcionki nie były czytelne, a wydawca odmówił poprawek.

        0
  10. mincel82 pisze:

    Jeżeli się nie mylę to nawet pdf jest kodowany na podobnej zasadzie jak html… czy nie lepiej przesłać do sprzedawcy plik który nie został jeszcze exportowany do pdf tylko sam źródłowy i niech już sprzedawca dostosuje sobie efekt wyjściowy?

    Jedną z form wyjściowych np do pdf jest plik źródłowy lateh-a…

    0
  11. Roman pisze:

    Nie zgadzam się ze zdaniem, że jest coraz lepiej. Nie wiem do czego pan Robert porównuje „lepiej”, bo IMHO jest coraz gorzej. Dowód: nie widziałem ebooka bez błędów. Na Kindle przeczytałem ich na razie ponad 60, a drugie tyle KUPIONCYH czeka na swoją kolej i KAŻDY ebook miał jakieś felery. Niezależnie od tego, czy była to „Okazja dnia” w Nexto, promocja w Virtualo, obniżka w Gandalfie, czy aktualne rozdawanie ebooków w Woblinku – błędy są i mnie osobiście doprowadzają do białej gorączki. Nie wspominam tu nawet seflpublishingowych pozycji z RW2010, bo niektóre są po prostu bez korekty.
    OK, poluję na promocje, ale kupuję też w sugerowanych (normalnych, czyli niestety wysokich) cenach i problem na pewno nie zależy od ceny ebooka. Błędy w droższych ebookach po prostu bardziej mnie denerwują.
    Co jest w tym wszystkim najgorsze? To, że czytelnik w tej „walce” zawsze przegrywa.
    * Dostaje niepełnowartościowy produkt.
    * Denerwuje się podczas czytania, przez co gubi wątek i odbierana jest mu przyjemność odbioru książki.
    * Może ewentualnie zaznaczać błędy i wysyłać je do księgarni lub wydawcy (czasem do autora). Potem znowu może liczyć na to, że łaskawy autor, dystrybutor lub wydawca je poprawi i INNI będą mieli lepiej. Dlaczego inni? Bo przecież książka została już przeczytana i normalny czytelnik może do niej wrócić po kilku latach albo już nigdy.
    A przecież wystarczyłoby dać taką książkę jednej osobie do przeczytania, zapłacić jej kilka złotych i ona wyłapie 99% błędów. Liczba błędów w ebookach naprawdę jest skończona, a ich wyłapanie jest często kwestią automatyzacji pracy. Wszystkie pozostałe można wyłapać podczas JEDNEGO czytania. Potem wprowadzamy poprawki i możemy ebook przeznaczyć do dystrybucji.
    Być może motywacją dla czytelników byłaby rekompensata (np. punkty w programie partnerskim) za każdy znaleziony błąd.

    0
    • Czytelnik pisze:

      Mnie właśnie denerwuje sytuacja, że poświęcam czas i zgłaszam błędy, a sklep albo mnie ignoruje nie odpowiadając na emaile, albo odpisuje, że zobaczą co da się zrobić, po czym oczywiście kontakt się urywa. Ostatnio mam tak z NEXTO. Kupiłem u nich sporo ebooków i bardzo niechętnie, ale poważnie zastanawiam się nad skorzystaniem z możliwości zwrotu zakupionych książek z błędami, tzn. z „Gwarancji satysfakcji” dostępnej w ich sklepie.

      0
      • Czytelnik pisze:

        Ostatnio rozbawiła mnie również odpowiedź z Publio, gdzie zgłaszałem niedostępność spisu treści pod „table of contents” na Kindlu oraz brak grafiki z tytułem i autorem na stronie tytułowej w ebooku „Tunel” Magdaleny Parys w formacie MOBI.
        Cytat: „sprawa nie jest trywialna, wydawca podsyła nam kolejne wersje ale Kindle mimo wszystko nie wyświetla tych informacji.”
        Dodam tylko, że za konwersję odpowiada Virtualo.

        0
        • asymon pisze:

          @Czytelnik: ale nie powinno cię interesować cię, kto odpowiada za konwersję. Kupiłeś w publio i oni powinni poprawić.

          Czy jak, przykładowo, kupisz nowy telewizor i masz „bad pixele”, też słuchasz wynurzeń sprzedawcy? „Ten model matrycy z serii XCVS32-2 miał według producenta o 16% większą awaryjność pikseli przy podwyższonym napięciu zasilania” itp.

          Serio, za towar odpowiada sprzedawca.

          0
          • Czytelnik pisze:

            Mnie nie interesuje kto wytworzył tego ebooka. Napisałem o Virtualo, bo rozbawiło mnie hasło „nietrywialna sprawa”, a z emaila od Publio wnioskuje, że to właśnie Virtualo (który wyżej w komentarzach chwali się nowym procesem konwersji i stwierdzeniem „zapewniamy najwyższą jakość”) odpowiada za konwersję i jej błędy.

            0
        • Virtualo pisze:

          Zgadza się, od pewnego czasu nasza konwersja pracuje nad ebookiem pt. „Tunel” – jak najbardziej potwierdzamy, że jest to nasza konwersja i błąd zostanie poprawiony. Potwierdzamy również, że problem w tym pliku nie jest łatwy do rozwiązania czyli, że sprawa nie jest trywialna :-) Czasami szybkie rozwiązanie problemu uniemożliwia nam sposób przygotowania materiału wyjściowego, czasami splot różnych okoliczności. W odpowiedzi do posta powyżej napisaliśmy również, że nasz proces konwersji w wersji 3.0. ujrzał światło dzienne na początku czerwca i będziemy, zgodnie z nowym standardem, ponownie konwertować starsze pliki z wersji 1.0. i 2.0., co wyeliminuje znaczną część błędów. Prosimy o trochę cierpliwości.

          0
        • hoot pisze:

          Miałem z Publio inną sytuację. „Moje pierwsze samobójstwo” Pilcha miało często po kilka błędów na stronie. W którymś momencie nie zdzierżyłem i napisałem reklamację. Błyskawicznie została uznana z przeprosinami, 2 dni później otrzymałem informację, że wersja poprawiona przez wydawcę jest dostępna (inna sprawa, jak piszecie, że już kończyłem i pożytek dla mnie wówczas niewielki, raczej dla innych), a jako rekompensatę mogłem wybrać sobie dowolną pozycję z oferty gratis. Można? Można – nawet jeśli sprzedawca nie dopilnował jakości, zadbał o obsługę i satysfakcję klienta. U nas ciągle dość rzadkie zjawisko.

          0
  12. Skrzat kuchenny pisze:

    „Niestety, duża część książek jest wciąż konwertowana z PDF-ów. Dotyczy to nawet nowych wydań. Proces wydawniczy w wielu firmach jest taki, że innego „oryginału”, jak PDF przed drukiem po prostu nie ma. Chcąc zrobić e-booka, czyli plik EPUB/MOBI, trzeba z takiego PDF tekst odzyskiwać. ”

    No tak, to jest problem ;)

    Ale to problem tak samo trudny, jak i śmieszny.
    Inaczej mówiąc – jest to problem tak banalny, że aż żenujący.

    Stare polskie przysłowie mówi – „Bez pracy nie ma kołaczy”.

    Nie ma przecież problemu z przekonwertowaniem PDF-u na chociażby RTF.
    Albo za pomocą jakiegoś PDF-konwertera, dostępne są i darmowe, legalnie darmowe, albo nawet ręcznie, używając funkcji kopiuj-wklej.
    Wklej np. do Worda.
    A potem trochę znajomości tegoż Worda, trochę czasu i mamy gotowy, przygotowany do konwersji plik RTF. Pozbawiony oczywiście błędów i z prawidłowo sformatowanymi akapitami, prawidłowo „przydzielonymi” stylami nagłówków, nazw rozdziałów itp.

    Jaki to problem, by znaleźć kogoś, kto by to robił chałupniczo ale też porządnie ?
    I za niewielką opłatą ? – Np. za 50 gr – 1 zł od strony ? Na umowę o dzieło chociażby ?

    0
    • Robert Drózd pisze:

      No właśnie, „nie ma problemu”, tyle że efektem ubocznym takiej konwersji są właśnie np. posklejane słowa.

      0
      • Skrzat kuchenny pisze:

        Nie zawsze jest taki problem, zależy to od samego PDF-a.
        Pliki RTF, DOC, DOCX są plikami edytowalnymi, rozkleić posklejane słowa to żaden problem.

        Różnych efektów ubocznych może być wiele więcej, ale prawie wszystkie można usunąć w Wordzie automatycznie, czy – nazwę to tak – półautomatycznie.

        Wszystko zależy od samego pliku PDF.

        Wśród tych, z którymi się zetknąłem są takie, które na RTF „przerzuca” się prawie bez żadnych „efektów ubocznych”, zwykłym – zaznacz – kopiuj- wklej, a są i takie, przy których trzeba się trochę pogimnastykować.

        Myślę, że wydawnictwa mają pliki PDF takiej jakości, że ich konwersji na format edytowalny rzadko towarzyszą „efekty uboczne”

        Jakby nie było, po konwersji trzeba plik przejrzeć i efekty niepożądane usunąć :)

        0
      • Roman pisze:

        Posklejane słowa przy konwersji z CZYTANIEM nie mają prawa bytu. I nie chodzi tu o przeczytanie po łebkach (czyli sprawdzenie, czy Word podkreślił wężykiem), ale o konkretne przeczytanie. Widocznie robione jest to zbyt automatycznie i nieuważnie, skoro PDF jest OK, a EPUB i MOBI popsute :(
        Rozumiem, że umowa pomiędzy wydawnictwem a firmą dokonującą konwersji dotyczy kwoty uśrednionej i to właśnie powoduje, że produkt finalny jest słaby. IMHO gdyby płacono za konwersję z czytaniem problem praktycznie przestałby istnieć.

        0
      • mariouche pisze:

        Główne moje pytanie to jak są zabezpieczone takie pdf’y?
        Czy wydawnictwo nie może „zainwestować” w Adobe Acrobat’a i dokonać konwersji używając narzędzia przy pomocy którego dokument został stworzony?
        W ten sposób uniknie dziwnych sztuczek w postaci podwójnej konwersji, dziwnych sztuczek i tym samym zminimalizuje ilość błędów w tekście.

        0
  13. pioterg666 pisze:

    Może ja nieuważnie czytam, ale w 2 ostatnio przeczytanych polskich ebookach nie stwierdziłem żadnego błędu. Ba, nawet w takich z domeny publicznej, czyli dostępnych za darmo też niespecjalnie – w paru miejscach ewentualnie były podwójne spacje, ale być może to było tylko złudzenie (a nie chciało mi się sprawdzać struktury tego tekstu na kompie). Wg mnie jest jednak coraz lepiej a i sprzedawcy (np. Nexto i kupiony od nich „Leci z nami pilot” ) reagują na sugestie erraty błyskawicznie.

    0
    • Czytelnik pisze:

      Z tą błyskawiczną erratą to bym nie przesadzał.
      Zależy na jakiego ebooka (błędy) się trafi – patrz mój komentarz wyżej.

      0
      • pioterg666 pisze:

        Nie przesadzam. Miałem jeden taki przypadek i jeden został szybko poprawiony. Mówię o swoich spostrzeżeniach. Może to też kwestia sklepu w którym kupiłem, nie wiem.

        0
        • Czytelnik pisze:

          Sam piszesz, że miałeś tylko jeden taki przypadek, więc po prostu ci się udało ;)
          A tak na serio, to raczej nie jest kwestia sklepu. W poprzednich komentarzach wspominałem o Nexto i Publio, a teraz jeszcze napiszę o jednej sprawie z Virtualo.
          Otóż w ebooku „Klątwa Konstantyna” przypisy nie są w ogóle podlinkowane do tekstu i mają w opisach odniesienia do stron w książce papierowej (str. 34, str. 207 itd.). Oto odpowiedź jaką otrzymałem na pytanie o możliwość poprawy: „Przy przypisach jednak zostaną podane strony, które jak wiemy w przypadku książki elektronicznej nie mają sensu, jednak taki plik dostaliśmy od wydawcy, na co nie mamy wpływu.”
          Już nie chodzi o te nieszczęsne numery stron, ale o to, że mogli chociaż podlinkować te przypisy.

          0
          • pioterg666 pisze:

            A czy to, że na kilkanaście miałem JEDEN przypadek do zgłoszenia nie świadczy o tym że jest lepiej? :) Może drobnych błędów typu podwójna spacja mógłbym zgłosić i więcej, ale takie błędy mi nie przeszkadzają.

            0
            • Czytelnik pisze:

              Mój wcześniejszy komentarz odnosił się przede wszystkim do twoich słów o szybkości erraty. Ja zgłaszałem już wiele błędów i różnie z tą reakcją sklepów bywa.

              0
  14. Skrzat kuchenny pisze:

    „Rozumiem, że umowa pomiędzy wydawnictwem a firmą dokonującą konwersji ”
    Firma to brzmi dumnie :D

    Nie wiem, czemu niektórzy z tak prostej sprawy robią problem, przedstawiają ją niemal jak przedsięwzięcie wagi lotu na Marsa.

    Przepis na książkę czytnikową.
    Składniki
    Żeby zrobić czytnikową wersję ulubionej książki trzeba mieć:
    1. Ulubioną książkę w wersji papierowej – chyba każdy ma takie książki w domu.
    2. Zwykły aparat cyfrowy – kto teraz takiego gadżeta nie ma ? Nawet komórki go mają ;)
    3. Darmowy program OCR, ja mam go z jakiegoś czasopisma sprzed 8 lat chyba.
    4. Komputer z MS Windows i Wordem, najlepiej w wersji oryginalnej – najspokojniej się przy takiej wersji śpi.
    5. Krytykowany przez niektórych program Calibre.

    Posiadanie Chomika potrzebne nie jest.

    Przyrządzanie
    Strony ulubionej książki sfotografować, najlepiej dwie na raz, tak, by zajmowały prawie cały ekran.
    Uwaga! Ważna jest kolejność stron.

    Fotki wrzucić do programu OCR i kazać mu je rozpoznać, oczywiście z zachowaniem kolejności wyżej wspomnianej.

    Rozpoznany tekst przerzucić do Worda, w dalszym ciągu zwracać uwagę na kolejność stron.

    W Wordzie poprawić/przyprawić to, co poprawić trzeba, nadać tekstowi, jego akapitom, nagłówkom kształt do własnego smaku. Zapisać go na pewnym nośniku w formacie RTF.

    Gotowy tekst przełożyć do Calibre.
    Przekonwertować go, po czym sprawdzić efekt programem Kindle previewer.
    Nie ma go w spisie składników, ale warto go mieć.

    Jeśli jesteśmy zadowoleni z efektu, przekładamy go do czytnika :)

    Jeśli coś nam się nie podoba, edytujemy plik RTF. Jest on już w bibliotece Calibre.
    I znów korzystamy z Kindle previewer, jeśli … itd ;)

    0
    • Roman pisze:

      Drogi Skrzacie kuchenny,
      Ja nie po to PŁACĘ za ebooka, aby bawić się w takie skrzacie robótki. Chcę otrzymać plik bez błędów, tym bardziej jeśli w wersji papierowej (i PDF) ich nie ma. Gdy otrzymuję produkt wybrakowany to mam prawo być zdenerwowany. Jeśli jeszcze słyszę, że „mogę łaskawie wysłać poprawki” to czuję, że krew mnie zalewa.
      Porównując to do zakupu samochodu (a co!) – kupujesz samochód, a potem, gdy okaże się, że hamulec nie działa możesz (jeśli wcześniej nie zginiesz) zgłosić to gdzieś-tam. Uwzględnią brak hamulców, czy odpowiedzą „takie dostajemy od producenta”…?

      0
      • Skrzat kuchenny pisze:

        Szanowny Panie Romanie :)

        Mój przepis nie mówi o tym, jak kupić felernego ebooka za spore pieniądze i samemu go potem poprawiać, ale o tym, jak go sobie przyrządzić samemu, mając na półce Książkę Ulubioną.

        Ja mam na półkach wiele takich książek, a na ich wersję czytnikową mogę się nie doczekać. To pierwsze primo :)

        Drugie zaś jest takie, że podając ten przepis chciałem pokazać, przekonać niektórych, że przyrządzenie sobie ebooka to wcale nic wielkiego i każdy może to zrobić.

        No i po trzecie primo, chciałem powiedzieć „wydawcą”, tak właśnie, nie Wydawcom, a tym „wydawcą”, że ich gadanie o zlecaniu FIRMOM konwersji książek papierowych na ebooki, o wysokich kosztach i tym podobnych kłodach pod nogi wygląda na ściemę i wodę na młyn…, bo każdy w swojej komputerowej kuchni może to zrobić, przy odrobinie staranności lepiej od tych firm.

        Mogę się założyć o wszystkie swoje książki, że niektóre z nich nigdy nie pojawią się w wersji czytnikowej, tak jak i niektóre z nich nigdy nie zostaną wznowione w wersji papierowej.
        Ot co… ;)

        A w kwestii błędów…, jak to było ? Errare humanum est – tak chyba ?

        0
        • slawek pisze:

          Mi się zdaje, że ten przepis znasz tylko teoretycznie. To jest potężna praca.

          0
          • Skrzat kuchenny pisze:

            Świat to jest, jaki jest, a nie taki, jakim komuś się zdaje, panie Sławek.
            Wystarczy zajrzeć np. do Chomika i zacznie się Ci zdawać inaczej niż dotychczas.
            Ludzie stosują ten przepis od lat, tyle, że zamiast aparatu używają skanera. Albo kiedyś używali.
            A aparat jest szybszy wielokrotnie.
            I rozdzielczość ma kilkanaście razy większą.
            Ale co ja tam będę cię przekonywał. Spróbuj sam to zrobić;)

            0
            • Doman pisze:

              Że aparat szybszy to zgoda, ale jak się nie ma statywu to dalej średnio wygodny. Natomiast nie wiem skąd wziął pan informacje o rozdzielczości. Praktycznie każdy, nawet najtańszy współczesny skaner oferuje rozdzielczość 1200dpi, co przy skanowaniu kartki A4 (zbliżone do rozłożonej książki) daje 132 megapiksele. Inna sprawa, że do OCR wystarczy spokojnie 300dpi.

              I ostatni, ale najważniejszy fakt jest taki, że robienie zdjęć to w sumie pikuś w porównaniu do pracy jaką trzeba potem wykonać ręcznie przy korekcie przeglądając każdą stronę, sklejając połamane akapity i wyrazy, poprawiając błędy OCR itd…

              0
    • Czytelnik pisze:

      ile czasu to zajmuje?
      to jest jakiś nonsensowny pomysł.
      zresztą jak mam książke w papierze, to nie potrzebuje mieć jej w wersji elektronicznej.

      0
  15. Skrzat kuchenny pisze:

    „Drogi Skrzacie kuchenny,
    Ja nie po to PŁACĘ za ebooka, aby bawić się w takie skrzacie robótki. Chcę otrzymać plik bez błędów, tym bardziej jeśli w wersji papierowej (i PDF) ich nie ma. ”

    Panie Romanie, podzielam pana słuszne oburzenie, z jednym tylko zastrzeżeniem.
    Niezależnie od tego, ile i komu pan zapłaci, to za swoje pieniądze nie kupi pan tego, czego na rynku nie ma.
    Jeśli w sprzedaży nie ma ebooka bez błędów, no to ebooka bez błędów pan nie kupi. I kropka.

    Mając powyższe na uwadze, a także potrzebę, zmieniłem myślenie.
    No i przyszło mi samemu zrobić sobie kindlową i epubową wersję Nowego Testamentu.
    Ze sprawnie działającym spisem ksiąg i rozdziałów, działającą nawigacją między nimi.
    Ba ! Zrobiłem nawet dwa Nowe Testamenty, pierwszy z tzw. Biblii Gdańskiej we uwspółcześnionym tłumaczeniu i drugi z tzw. brytyjki, czyli z Biblii Brytyjskiego i Zagranicznego Towarzystwa Biblijnego.
    Wprawdzie było to pracochłonne, ale efekt, efekt końcowy, nie ten uboczny, jest, nie chwaląc się, bardzo dobry :)
    A tego, nawet mając Chiny Ludowe, kupić się jeszcze nie da

    0
  16. KonradK pisze:

    Wiadomo, że błędy powinny być poprawiane i pozostaje jedynie być niemiłym i piętnować przypadki kiedy tak się nie dzieje, albo gdy nasycenie publikacji błędami z góry wskazuje na brak zainteresowania tą sprawą wydawcy/dystrybutora .
    Dziwi mnie jednak oburzanie się na to, że coś takiego jak błąd pisowni może się w ogóle zdarzyć w publikacji elektronicznej. Mam wiele technicznych ebooków z linkami do strony z erratą i są to książki wydawnictw o sporej renomie, jak np. O’Reilly.
    Ebook nie jest na występowanie takich błędów bardziej odporny niż wydania papierowe. Łatwiej jedynie nanieść w nim poprawki i poprawioną wersję dostarczyć nabywcy.

    0
    • Czytelnik pisze:

      Gdyby to były pojedyncze błędy pisowni jak piszesz, to pewnie nie byłoby większego problemu. Zazwyczaj jednak w problematycznych ebookach błędów jest więcej i/lub są bardziej uciążliwe (np. uniemożliwiając skupienie się na czytanym tekście).

      0
      • KonradK pisze:

        „[…]albo gdy nasycenie publikacji błędami z góry wskazuje na brak zainteresowania tą sprawą wydawcy/dystrybutora”

        0
  17. Vimes pisze:

    Takich wpadek to można się spodziewać po tym co się znajdzie na chomiku a nie po kupionych ebookach. Dziwie mnie do tej pory że jeżeli mamy skład elektroniczny to czemu ebooki są OCRowane? Skład elektroniczny przecież nie różni się wiele od ebooka. Mam co prawda dostęp tylko do mobi ale nie jest problemem zamienić ligatur na dwa znaki , usunąć wcięcia to jest banał. A jeżeli książka jest robiona w pochodnych LaTeX jest to jeszcze prostsze.
    Nie jestem w stanie tego zrozumieć – ale to może dlatego że mój ścisły umysł nie jest w stanie przyjmować skomplikowanych rozwiązań gdy istnieje proste.

    0
  18. tofik pisze:

    Może za zgłoszone błędy dawać w zamian ebooki ? 1 błąd/1 ebook gratis. Co wy na to ?

    0
  19. A.Mason pisze:

    Może ktoś wyjaśnić mi jedną rzecz – czy przy konwersji z pliku rtf zdarzają się jakieś błędy wynikające z samego procesu konwersji? Bo mam wrażenie, że tłumaczenia błędów w e-bookach wynika z typowego błędu systemowego.
    Nie wierzę w to, żeby wydawcy nie posiadali swoich tekstów w wersjach „wordowskich”, bo korekta i redakcja w dzisiejszych czasach odbywa się chyba tylko na takich plikach. Zapisanie więc ich jako rtf i późniejsza konwersja to „bajka” nawet dla kompletnych amatorów.
    W plikach wynikowych nie powinno być żadnych błędów (o ile nie ma ich w źródłowych).
    Skąd się bierze konwersja z pdfów?

    0
    • Doman pisze:

      „Nie wierzę w to, żeby wydawcy nie posiadali swoich tekstów w wersjach „wordowskich”

      No to jednak musisz uwierzyć, że nie trzymają, a jak trzymają to nie chcą dać, bo nieaktualne, bo ostatnie poprawki były nanoszone podczas skłądu już na pdf itd.
      Gdzieś na sieci wisi o tym artykuł, ale zgubiłem linka.

      0
      • A.Mason pisze:

        @Doman: I dlatego pisałem o błędzie systemowym. Zachowania opisane przez Ciebie to są patologie, które w pierwszej kolejności powinny zostać wyplewione.

        0
  20. atr pisze:

    Najważniejsze to PR
    cytat z blogu p Karoliny Kaiser:
    „W Nexto.pl dba o to grupa specjalistów lub
    Skonwertowany EPUB podlega skrupulatnej kontroli która ujawnia nie tylko wszystkie niedoróbki . brak lub nadmiar spacji.”
    Niestety wiara nie czyni cuda.
    Właśnie skończyłem książkę TUNEL gdzie znalazłem ponad 40 nadmiaru spacji w słowach, czyli ten który kontrolował zrobił to chyba niezbyt skrupulatnie lub wcale !
    ale problem jest ogólnoświatowy:
    What happened to proofreading and copy editing?
    link poniżej:
    http://www.amazon.com/forum/kindle%20deals/ref=cm_cd_ecf_tft_tp?_encoding=UTF8&cdForum=Fx11TC0RX14K3FD&cdThread=Tx1OELK174HN2UG

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.