Nowość: Włącz alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Jak Guy Kawasaki odkrył przede mną dotykowy e-papier

Zapraszam do lektury gościnnego artykułu, który przesłał Paweł Fronczak.


Przez ostatnie cztery lata żyłem w błędzie. Uważałem, że nie ma czegoś takiego jak czytnik e-booków bez fizycznych klawiszy na obudowie. Zdecydowałem się jednak kupić Kindle Paperwhite. Wkrótce potem, za pośrednictwem Świata Czytników, trafiłem na promocję książki The Art of Social Media: Power Tips for Power Users autorstwa Guya Kawasakiego oraz Peg Fitzpatrick. Autor jest przedsiębiorcą społecznym, publicznym mówcą i innowatorem, zajmującym się portalami społecznościowymi. Jeżeli masz konto na chociaż jednym z nich (Facebook, Google+, Twitter, LinkedIn) istnieje szansa, że też skorzystałeś z tej promocji.

Meritum tego tekstu jest nie sama książka, lecz jej format. Ot e-book, jak wiele innych, trafił w formacie .mobi wprost na urządzenie, ma spis treści i jest podzielony na rozdziały. Wiele takich czytałem na Kindle Keyboard i już z kilkoma miałem przyjemność na Paperwhite.

Ale uwaga – tym razem na początku autor ostrzega, że elektroniczna wersja książki posiada wiele adnotacji i linków. No nic, pewnie przypisy, pomyślałem sobie.

Na nowo odkrywam magię linków.

Na nowo odkrywam magię linków.

Po kilku stronach trafiłem na zagadnienie Vanity URL Co za diabeł? Pierwsze słyszę. Ciekawe, muszę sprawdzić to w Google, pomyślałem. Bzdura, nie muszę, bo autor już linkuje w tekście: „Here are the instructions for (…) Facebook (…)”. Klikam, ładuje się, jest. To dopiero wygoda, już wszystko wiem, lubię to. A to dopiero początek. Chcesz dowiedzieć się, jak umieszczać treści z Facebooka, Googla+ lub SlideShare na własnym blogu? Proste, pięć sekund i masz na e-papierze, pod jednym kliknięciem. A co to jest Alltop? Nie musisz włączać komputera, wystarczy kliknąć i już masz pojęcie, do czego to służy i jak wygląda. Wszystko bez odrywania się od Kindle.

Zgoda, będę uczciwy. Paperwhite nie działa we wszystkich przypadkach. Zdarzało mi się zapędzić na stronę tak skomplikowaną, że czytnik nie podołał i zamknął przeglądarkę. Nie obejrzysz też filmów. Jednak około 80% (nie poparte żadnymi wyliczeniami – dop. autor) przygotowanej odpowiednio treści można bez problemów zgłębiać na samym Paperwhite.

Wszystko bez odkładania Kindle.

Wszystko bez odkładania Kindle.

Najważniejsze jest to, że używając czytnika e-booków zaczynam mieć wrażenie podobne do tego, jakie towarzyszy przeglądania internetu na komputerze, telefonie i tablecie. Interesuje Cię jakieś słowo (nazwisko, nazwa miejscowości, data) – dotykasz ekranu i masz podgląd na słownik, Wikipedię i tłumaczenie. Autor wstawia link do ważnej wiadomości, popularnego portalu internetowego, subiektywnego opisu jakiegoś zjawiska? Dotykasz ekranu i przenosisz się do sieci na stronę ze szczegółami. Proszę o więcej tak wybornie przygotowanych e-booków!

Zmiana czytnika Kindle na nowszy model ma diametralne znaczenie dla odbioru pewnych rodzajów książek. Pewnie, że beletrystykę czyta się praktycznie w ten sam sposób. Jednak poradniki oraz książki popularno-naukowe to teraz zupełnie inne doświadczenie. Cztery lata upierałem się, że lepszego produktu od Kindle Keyboard nie ma i nie będzie. Taka konkluzja: myliłem się.

Paweł Fronczak


Wpis Pawła pokazuje, to o czym nieraz wspominam na Świecie Czytników – często bez osobistego doświadczenia nie jesteśmy w stanie ocenić, czy jakaś funkcja urządzenia nam się przyda.

Z dotykiem miałem podobnie – na początku wydawało mi się to takim podążaniem za tłumem. I mimo tego, że w roku 2012 sprawiłem sobie pierwszego Kindle Touch – to nadal korzystałem najczęściej z Keyboarda. W zasadzie dopiero Paperwhite przekonał mnie do ekranu dotykowego i to z musu, bo tylko on oferował oświetlenie – pisałem o tym w artykule nt. roku z Paperwhite. Dopiero po jakimś czasie doceniłem, że pewne rzeczy na ekranie dotykowym robi się po prostu szybciej. Np. w porównaniu do czasów z Keyboardem korzystam dziś ze słownika kilka razy częściej – wcześniej nawigowałem mozolnie do konkretnego słowa, gdy bez niego nie byłem w stanie kompletnie zrozumieć zdania. Dzisiaj sprawdzam każde niezrozumiałe słowo, które przy okazji trafi do powtórki w VB.

Nie do końca zgadzam się z tym, że na Kindle wrażenie jest podobne do przeglądania internetu na telefonie czy tablecie. Bo mimo wszystko, jeśli mam pod ręką tablet i czytam taką książkę jak Kawasakiego – to dłuższe teksty zewnętrzne wolałbym przeglądać na tablecie. Pisałem o tym zresztą kiedyś we wpisie o koegzystencji Kindle oraz iPada – choć on powstawał jeszcze w czasach „klawiszowych”. Tutaj linki są jednak pod ręką i po prostu szybciej z nich skorzystać niż szukać odpowiedniej strony na tablecie.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Korzystanie z Kindle i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

21 odpowiedzi na „Jak Guy Kawasaki odkrył przede mną dotykowy e-papier

  1. Wojciech pisze:

    Podejrzewam, że 99% zwolenników fizycznych przycisków nie miałoby absolutnie nic przeciwko dotykowi (i, tak jak mówisz, z czasem sie do niego miejscami przekonało), gdyby pozostał opcjonalny. Skończyło się tak, że jak zwykle korpo wie lepiej co dla użytkownika dobre i dało światełko w zestawie z dotykiem, zabierając fizyczne przyciski. Co z tego, że sprawdzanie w słowniku jest łatwiejsze (w domu), jeśli (na zewnątrz) nie mogę zmienić strony w rękawiczkach. Dobrze, że Amazon przyznał się wreszcie do błędu, szkoda, że kosztuje to użytkowników premium (Voyage).

    0
    • kanis pisze:

      Dlatego też ja swojego Keyboarda trzymam się tak długo. Wielokrotnie myślałem o zmianie: Kobo Aura 6.8 cali, Kindle Paperwhite i inne. Wszystko elegancko, czytniki na najwyższym poziomie ale co z tego, skoro nie posiadają przycisków do zmiany stron? Na szczęscie w najnowszym Kindlu powrócono częściowo do tego i zastanawiam się coraz częściej nad kupnem właśnie Kindle Voyaga. Tylko, że znowu jest jedno małe ale…
      Chodzi zasadniczo o to, że wszędzie na youtube, w niemal każdej recenzji pojawiają się praktycznie same ochy i achy nad tym czytnikiem. A ja znalazłem recenzję, która w stosunku do Voyaga jest bardzo krytyczna. Autor tejże recenzji mówi nam, że:
      – ekran Voyaga odbija światło bardziej niż ekran Kindle Paperwhite, co zreszta widać na filmie;
      – napomina o ostrych i nieprzyjemnych w dotyku krawędziach Kindle Voyage;
      – kropki służące do powrotu do poprzednich stron raz działają raz nie. Zresztą widzimy na filmiku, że przycisk zadziałał dopiero po kilkukrotnym w niego pacnięciu;
      – i wreszcie znowu ten nieszczęsny ekran – u autora recenzji Kindle Voyage posiada jakąś fabryczną wadę związaną z ekranem, mianowicie są na nim maleńkie czarne kropki gdzieniegdzie, które nie znikają nawet po odświeżeniu strony. Widać je wyraźnie przy dużym powiększeniu, zresztą gołym okiem z daleka też można je zobaczyć jeżeli się uważnie przypatrzymy.

      Tak to wygląda. Podałbym link do tej recenzji ale nie mam pojęcia gdzie ten filmik teraz jest. Szukałem go przed chwilą ale nie znalazłem niestety.
      Poza tym zauważyłem, że w innych recenzjach Kindle Voyaga przyciski do strony poprzedniej również zawodzą, nie chodzą płynnie. Dlatego też mam teraz spore wątpliwości co do kupna tego czytnika.

      0
      • Robert Drózd pisze:

        Hmm, też kojarzę tę recenzję, choć nie pamiętam gdzie była. Ale ona się trochę mijała z prawdą:
        – nie zauważyłem większego odbijania światła przez ekran. Jak pisałem w swojej recenzji – można mieć takie wrażenie, bo światło odbija ramka, a ta jest w tej samej krawędzi z ekranem. Miałem nawet zdjęcie jak to wygląda
        – wyjąłem właśnie Voyage z okładki i obmacałem, nie ma ostrych krawędzi – choć przy trzymaniu może się wydać za cienki, ale to samo miałem przy testowaniu starego Classica, mam duże dłonie
        – to jest kwestia opanowania tego jak mocno musimy ściskać te krawędzie, na początku się też trochę myliłem
        – no, jeśli są kropki na stałe, to czytnik kwalifikuje się do wymiany, wszystkie K. miały czasami jakieś wady fabryczne.

        Generalnie 3 miesiące po kupnie Voyage mam o nim lepsze zdanie niż w momencie pisania recenzji i może kiedyś to jeszcze opiszę. Czekam wciąż na wersję międzynarodową, inna sprawa, że przy obecnym kursie dolara i tak zakup z Niemiec będzie bardziej opłącalny.

        0
        • kanis pisze:

          Ja mieszkam w UK, tutaj można kupić go raczej bez żadnych problemów, zarówno w Amazonie jak i  w innych sklepach. W Tesco np. i Argosie kosztuje 169 funtów. Zaś dla porównania Kindle Classic jest dostępny już od 39 funtów. Czyli to są dosłownie grosze dla brytyjczyka.

          Jeszcze co do tych przycisków cofających do poprzedniej strony: czyli chodzi tylko o to jak mocno naciskamy? Wszystko działa jak należy? Czy można siłę nacisku wybrać w ustawieniach?

          0
      • szeroki pisze:

        Moje spostrzeżenia:
        – nie zauważyłem problemu z odbijaniem światła, zawsze można czytnik pochylić trochę w inną stronę,
        – używam bez okładki i krawędzie mi jak najbardziej pasują,
        – kropkę to można macać w nieskończoność, nie tak ona działa; trzeba ścisnąć czytnik w miejscu gdzie jest kropka i wtedy działa bez problemu; czułość nacisku też można sobie ustawić,
        – nie mam żadnych czarnych kropek na ekranie :-)
        Jedyna wada dla mnie, to brak możliwości całkowitego wyłączenia podświetlenia.
        Praca ze słownikiem jest genialna, odzyskałem radość czytania książek w oryginale.

        0
  2. Ar't pisze:

    Tekst trochę na zasadzie że na tych bezdotykowcach to nie ma szansy przejść do tych zewnętrznych linków (da się w wielu, może w kindlach „notouch” nie), choć nie jest to aż takie wygodne jak kliknięciem paluchem w konkretny linek.
    No ale, zanim to się wgra i donawiguje się do interesującego nas tekstu, a szanse że się nie wgra też są spore, to radość czytania zmienia się w „radość” czekania. :D

    Co powoduje raczej, że tak jak wspomniał Robert, książki tego typu są dedykowane na tablety, i tam będzie i tak dużo lepiej niż na dowolnym dotykowcu na e-ink.

    Dodam jeszcze że przeciwnikiem dotyku nie jestem, choć lubię klawiszowo i dla mnie przydały by się oba sposoby.

    0
    • Paweł Fronczak pisze:

      Na „bezdotykowcu” oczywiście dało się przeglądać internet. Lecz zanim przeklikałem klawiszami do linka, a potem przeklikałem kursor tam, gdzie chciałem, był już październik. :)
      A teraz jest prosta piłka – wszystko, co masz w zasięgu palucha, możesz kliknąć natychmiast. O to chodzi.

      0
  3. W. pisze:

    No jasne, że na dotykowych Kindle wiele rzeczy wygodniej się robi, ale jednak klawisza powrotu trochę żal. :)

    0
  4. jo anna pisze:

    Hm, osobiście jednak wolę, żeby książka została książką, a nie stawała
    się czarno-białą stroną internetową ;)

    Co do światła i dotyku, czytniki Bookeen mają i światło, i dotyk, i fizyczne klawisze przewracania stron.Nie tylko Odyssey, ale i najnowszy model zachował obie możliwości. W dodatku na stronie producenta kosztuje 100 euro, co jest już dobrą ceną za tak dobre urządzenie.
    Piszę, bo mam i sobie chwalę :)

    0
    • rudy102 pisze:

      Dotyk + przyciski fizyczne? A da się tam wrzucić słownik angielsko-polski? Jeśli tak to już wiem co kupić. :)

      0
    • tzigi pisze:

      I oczywiście Onyxy mają dotyk i przyciski (a w tych co lepszych przyciski są nawet konfigurowalne).

      0
    • sz-g pisze:

      No i SONY (PRS-T1, T2 i T3 a także niektóre wcześniejsze) również mają dotyk oraz przyciski – wiem bo mam i również sobie chwalę :-)

      0
  5. Krusz pisze:

    Przed zakupieniem Kindle Touch wydawało mi się, że rezygnacja z fizycznych przycisków to błąd. Wygodnie korzystało mi się z nich na Kindle Keyboard, i trochę niepokoił mnie ich brak w nowym czytniku (zwłaszcza tych do zmiany stron). Po kilku minutach zabawy z dotykowcem, całkowicie zmieniłem zdanie. Wybór czcionki, zaznaczanie słów (i całych fragmentów tekstu), pisanie, dodawanie notatek, przewracanie stron: to wszystko jest szybsze i wygodniejsze. Teraz fizyczne przyciski mogą dla mnie zupełnie nie istnieć w tym urządzeniu.

    0
  6. asymon pisze:

    Przeglądarka w PW2 to jakiś żart, nie wiem czy to mój egzemplarz, ale zwykle zanim strona się załaduje, przeglądarka „wychodzi z siebie”, pokazuje się strona domowa. Chociaż w K3 było podobnie. Można jakoś zainstalować adblocka? ;-)

    Zwykle jak mnie coś zainteresuje, wolę sprawdzić w telefonie. Pamiętam jak kiedyś czytałem artykuł w Polityce o książce „Ekonomia dobra i zła”, jeszcze w autobusie MUSIAŁEM sprawdzić, czy jest ebook, potem włączyłem tethering i dalszą drogę spędziłem czytając bezpłatną próbkę.

    Za to wygoda używania słownika jest olbrzymia, niweluje wszystkie wady ekranu dotykowego. Drugim odkryciem było to, że wystarczy dotknąć ekranu, by zmienić stronę, nie trzeba po nim miziać.

    0
  7. piotr.p42 pisze:

    Ma ktoś może nie potrzebny kod do Woblinka?

    0
  8. rpasiek pisze:

    dlqnnmrb

    0
  9. KaCzKa pisze:

    „Najważniejsze jest to, że używając czytnika e-booków zaczynam mieć wrażenie podobne do tego, jakie towarzyszy przeglądania internetu na komputerze, telefonie i tablecie. Interesuje Cię jakieś słowo (nazwisko, nazwa miejscowości, data) – dotykasz ekranu i masz podgląd na słownik, Wikipedię i tłumaczenie.”
    ====

    I dzieje się to co na komputerze. Zamiast czytać tekst ciągle gdzieś wędrujesz, za chwilę daleko od głównego tematu i budzisz się na tym, że przewijasz pierdoły już tak odległe od tego, od czego zacząłeś, że w ogóle nie pamiętasz od czego zacząłeś.

    Książka ma być LINIOWA a nie drzewiasta, bo człowiek za chwilę się pogubi (nie da się wpuścić rekurencyjnie różnych wątków mózgu w gałęzie) i tyle z czytania.

    0
    • tzigi pisze:

      Czytam w ten sposób książki od dobrych 20 lat – w tym książki papierowe. Znajduję coś, co mnie intryguje, czego nie rozumiem i… dawniej brałam encyklopedię papierową. Teraz sprawdzam w internecie, dzięki czemu mam nie tylko opis, ale zdjęcia, wykresy itd. Czytanie hipertekstowe było dla mnie od zawsze właściwym sposobem lektury. A zresztą niektóre książki do tego zachęcają – weźmy chociażby napisanego naprawdę dawno temu Władcę Pierścieni – sprawdzanie mapy odrywa od tekstu, przechodzenie do Dodatków wywołuje to, co się teraz nazywa Wiki walks.

      Powiem więcej: ja w ten sposób rozmawiam z ludźmi: zaczynam temat -> wchodzę w dyskusję czegoś mało ważnego dla głównej dyskusji -> z tego jeszcze mniejszy punkt -> cofam się do głównego tematu -> druga mała dygresja -> itd.

      0
  10. KecajN pisze:

    Na weekend.gazeta.pl artykuł „Co czytają Polacy w drodze do pracy?”. Ani na zdjęciach ani w tekście ani słowa o czytnikach – wszystko w kontekście książki papierowej (np. „Zwracasz uwagę na okładki książek?). A ja w drodze do/z pracy widzę, że 3/4 czytających ma w ręku jakiś czytnik z e-ink (oczywiście najczęściej jest to Kindle).

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.