Nowość: Włącz alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

GUS: Średnio na książki wydajemy 19 zł, a z podręcznikami już 70 zł…

Główny Urząd Statystyczny opublikował we wrześniu raport Kultura w 2012, który możemy w całości pobrać z ich strony.

Aktualizacja z 28 lipca 2015 – poprawiłem link.

Raport zbiera to, jak korzystamy w Polsce z dóbr kultury, ile pieniędzy na różne rodzaje wydajemy i jakie są trendy w ostatnich latach.

Na stronie 63 przeczytamy coś, co nas najbardziej interesuje:

Na książki i inne wydawnictwa (bez podręczników szkolnych oraz innych wydawnictw przeznaczonych do nauki) wydano przeciętnie 19,44 zł, ale wraz z podręcznikami do nauki kwota ta wyniosła 70,08 zł.

To są wydatki na jedną osobę w gospodarstwach domowych. A zatem przeciętnie jedna osoba wydała 50 złotych na podręczniki. Dwa i pół raza więcej niż na inne książki.

W Polsce w gospodarstwach domowych według danych GUS z roku 2011 żyło 38 mln 291 tysięcy osób. Przemnóżmy te wydatki. Na książki inne niż podręczniki wydano w 2012 roku około 750 milionów złotych. Na wszystkie książki – 2,68 mld – co oznacza że podręczniki to rynek około 2 miliardów złotych.

W szczegółowych tabelkach w raporcie GUS mamy rozpisane wydatki według grup społeczno-ekonomicznych. Na książki wydajemy 19 złotych. Z tego:

  • pracownicy na stanowiskach robotnicznych : 6,00 zł
  • pracownicy na stanowiskach nierobotniczych: 39,96 zł
  • rolnicy: 3,12 zł
  • samozatrudnieni: 30,36 zł
  • emeryci: 19,80 zł
  • renciści: 9,24 zł

A zatem pracownik umysłowy wydaje na książki 12 razy więcej niż rolnik! Straszliwe rozwarstwienie. Podziału wydatku na podręczniki w raporcie nie znalazłem, a szkoda.

Więcej niż na książki Polacy wydają na bilety wstępu (np. do kina) – średnio 22,20 zł rocznie. Dwa razy więcej – na zakup telewizorów (43,44 zł) i jeszcze więcej na opłaty za telewizję kablową (149,76 zł). To pokazuje oczywiście jaka jest hierarchia wydatków na kulturę w Polsce – po resztę odsyłam do raportu GUS.

Wróćmy do rynku książki. W świetle przedstawionych liczb widzimy że w Polsce „zwykła” książka, o której zakup wydawnictwa zabiegają, promują i zdobywają klientów – jest zaledwie przystawką do książki „obowiązkowej” czyli podręczników, które klient musi kupić. Dwa miliardy złotych to śliczny rynek.

Nic dziwnego, że  możliwość wprowadzenia e-podręczników wydawanych na wolnej licencji powodują nerwową reakcję. Ostatnio premier Tusk zapowiedział jeden darmowy podręcznik dla pierwszej klasy. Pominę wartość polityczną takich obietnic, bo to nie jest blog na ten temat.

Ale od razu przeczytaliśmy w GW wywiad z przedstawicielem Polskiej Izby Książki, który… bagatelizuje wielkość rynku.

Warto sobie uzmysłowić, że cały rynek książki wraz z podręcznikami to ok. 3,5 mld zł (w cenach wydawców), czyli mniej niż obroty spółdzielni mleczarskiej w Grajewie produkującej mleko Łaciate.

[…]

Komplet podręczników kosztuje średnio ok. 360 zł, taniej jest w szkole podstawowej, drożej w liceum. Tyle mniej więcej wydaje palacz na papierosy miesięcznie.

Inaczej mówiąc: takie niewielkie pieniądze, po co tutaj coś na rynku zmieniać? Może by tak rząd w ogóle zapłacił nam za te podręczniki?

Państwo może przejąć na siebie obowiązek zakupu podręczników dla uczniów, wtedy będzie on bezpłatny dla rodziców. Ale to szkoły powinny nadal wybierać podręczniki.

I przedstawia w czarnych barwach przyszłość rynku:

Teraz trzech dużych wydawców i dwa mniejsze wydawnictwa utrzymują się głównie z pakietów dla klas 1-3. Technicznie to jest możliwe, że jedna z tych firm wydrukuje więcej książek i obsłuży każdą szkołę. Wtedy pozostali padną. Ale to jedno straci wiarygodność, bo przestanie być niezależną firmą, stanie się rządowym wydawnictwem, zależnym od polityków. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, liczę na solidaryzm kolegów wydawców.

Zresztą premier powiedział, że rząd zrobi ten podręcznik sam. Nie mam pojęcia, w jaki sposób, ale wówczas wszystkie te wydawnictwa upadną – małe i duże. Tysiące ludzi na bruku, do tego dochodzą hurtownie i księgarnie, które też się ze sprzedaży podręczników utrzymują. To oznacza poważne zmiany również na rynku pracy.

Słyszymy to od dawna. Upadną wydawcy, upadną hurtownie, upadną małe księgarnie. Fakt: jeśli jeszcze jakieś zostały w małych miejscowościach to utrzymują się głównie z podręczników, choć i z tym trudniej, bo wiele szkół kupuje zestawy z pominięciem księgarni. Czego brakuje w tej wyliczance? Autorów. Przedstawicieli branży interesuje los biznesu związanego z dystrybucją.

Konkluzję pozostawiam Wam.

Ankieta dla tych, którzy kupowali w ubiegłym roku podręczniki szkolne (nie akademickie).

Ile w 2013 w Twoim domu wydano na podręczniki szkolne?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

43 odpowiedzi na „GUS: Średnio na książki wydajemy 19 zł, a z podręcznikami już 70 zł…

  1. YuukiSaya pisze:

    Nie głosowałam, bo u mnie brak młodzieży szkolnej, więc zakup podręczników szkolnych jest zerowy, ale porównanie wielkości rynku podręczników vs. zwykłe książki powala na kolana. I histeryczna reakcja wydawnictw na samą wzmiankę o zmianie nie dziwi, ale z drugiej strony rodzice, którzy za te podręczniki muszą zapłacić, są wściekli. I ja im się nie dziwię.

    Niestety, u nas wszelkie zmiany padają przy argumencie „tysiące pójdą na bruk”. Bo nie można się przebranżowić, nie jest możliwy rozwój w innej części sektora wydawniczego? Ach, te same teksty od setek lat… A jakoś bez podręczników da się nauczać, czego dowodem jest jedna szkoła w moim mieście, gdzie uczniowie dostają materiały przygotowane przez nauczycieli w postaci kserokopii, potem nie noszą opasłych tomisk tylko zestaw potrzebnych kartek. O ile wiem, nie stwierdzono uszczerbku na edukacji, za to rodziców stać w to miejsce na ciekawsze rzeczy.

    0
    • Małgorzata pisze:

      Tylko, że tego robić nie wolno (chyba, że są to materiały w pełni autorskie bazujące na własnych badaniach), nawet jeżeli jest to zlepek tekstów i podasz autora tych tekstów to i tak nie możesz ich dać uczniom jako podstawowy materiał do nauki z dwóch powodów: pierwszy – musisz pracować w oparciu o  ministerialną listę podręczników, drugi (bardziej istotny) podchodzi to pod piractwo – u mnie właśnie jedna szkoła dostała karę finansową za owe praktyki.Dodam, że wspomnianej szkole nie pomógł nawet fakt, że do nauczanych tam zawodów nie ma żadnych podręczników na poziomie szkoły średniej -są tylko akademickie. Oczywiście da się to obejść dając uczniom listę książek a potem udając, że się nie widzi, ze mają kserówki a nie zakupione podręczniki.

      0
      • quiris pisze:

        Kserowanie jest legalne.

        Art. 27.
        Instytucje naukowe i oświatowe mogą, w celach dydaktycznych lub prowadzenia własnych badań, korzystać z rozpowszechnionych utworów w oryginale i w tłumaczeniu oraz sporządzać w tym celu egzemplarze fragmentów rozpowszechnionego utworu.

        Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. z 2006 r. Nr 90, poz. 631 z późn. zm.)

        0
        • quiris pisze:

          Myślicie, że w związku z tym dzieje się krzywda autorom oraz wydawcom? Nic bardziej mylnego. Cytowana wyżej ustawa mówi:

          Art. 20. Opłaty ponoszone przez producentów i importerów sprzętu elektronicznego i nośników
          1. Producenci i importerzy:
          1) magnetofonów, magnetowidów i innych podobnych urządzeń,
          2) kserokopiarek, skanerów i innych podobnych urządzeń reprograficznych umożliwiających pozyskiwanie kopii całości lub części egzemplarza opublikowanego utworu,
          3) czystych nośników służących do utrwalania, w zakresie własnego użytku osobistego, utworów lub przedmiotów praw pokrewnych, przy użyciu urządzeń wymienionych w pkt 1 i 2

          – są obowiązani do uiszczania, określonym zgodnie z ust. 5, organizacjom zbiorowego zarządzania, działającym na rzecz twórców, artystów wykonawców, producentów fonogramów i wideogramów oraz wydawców, opłat w wysokości nieprzekraczającej 3% kwoty należnej z tytułu sprzedaży tych urządzeń i nośników.

          2. Z kwoty uzyskanej z tytułu opłat ze sprzedaży magnetofonów i innych podobnych urządzeń oraz związanych z nimi czystych nośników przypada:
          1) 50% – twórcom;
          2) 25% – artystom wykonawcom;
          3) 25% – producentom fonogramów.

          3. Z kwoty uzyskanej z tytułu opłat ze sprzedaży magnetowidów i innych podobnych urządzeń oraz związanych z nimi czystych nośników przypada:
          1) 35% – twórcom;
          2) 25% – artystom wykonawcom;
          3) 40% – producentom wideogramów.

          4. Z kwoty uzyskanej z tytułu opłat ze sprzedaży urządzeń reprograficznych oraz związanych z nimi czystych nośników przypada:
          1) 50% – twórcom;
          2) 50% – wydawcom.

          5. Minister właściwy do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego po zasięgnięciu opinii organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi, stowarzyszeń twórców, artystów wykonawców, organizacji producentów fonogramów, producentów wideogramów oraz wydawców, jak również organizacji producentów lub importerów urządzeń i czystych nośników wymienionych w ust. 1, określa, w drodze rozporządzenia: kategorie urządzeń i nośników oraz wysokość opłat, o których mowa w ust. 1, kierując się zdolnością urządzenia i nośnika do zwielokrotniania utworów, jak również ich przeznaczeniem do wykonywania innych funkcji niż zwielokrotnianie utworów, sposób pobierania i podziału opłat oraz organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi uprawnione do ich pobierania.

          0
        • quiris pisze:

          I powyższe opłaty są wnoszone niezależnie od tego, czy dany sprzęt będzie rzeczywiście używany do tej „dramatycznej” wyżej opisywanej czynności powielania książek w szkole czy nie.

          0
        • Małgorzata pisze:

          Jak najbardziej można skserować fragment utworu literackiego i rozpowszechnić go wśród uczniów w celach dydaktycznych ale nie można zrobić tego samego z podręcznikiem. Najwidoczniej podręczniki nie podchodzą pod kategorię „utworów”.

          0
          • marcin pisze:

            Bzdura. Podręcznik to taki sam utwór jak każdy inny. Kwestia tego w jakiej objętości są rozpowszechniane te fragmenty. Jeżeli uczniowie dostają do ręki pół książki, to to już jako fragment się łapać nie będzie.

            Inną sprawą jest, czy jak nauczyciel kseruje co tydzień 3 strony książki tak, że do końca roku rozprowadził ją wśród uczniów już w całości, jak to się ma do powielania fragmentów.

            Ale podręcznikom nie przysługują żadne specjalne prawa w tym względzie.

            0
      • marcin pisze:

        quiris ma rację, rozdawanie kserówek uczniom nie jest nielegalne i ma miejsce w zasadzie w każdej szkole. W tej jednej poszli o krok dalej i korzystają z kserówek zamiast podręczników. U nas kserówki to była dodatkowa praca domowa.

        0
      • quiris pisze:

        Małgorzata również nie ma racji jeśli chodzi o konieczność korzystania przez nauczyciela z zatwierdzonych podręczników. Jest to kolejny mit z gatunku „urban legends”. Nauczyciel ma pełną autonomię w zakresie doboru pomocy naukowych potrzebnych do realizacji podstawy programowej.

        Poniżej informacja MEN w tej sprawie:
        http://wartowiedziec.org/attachments/article/15163/Informacja%20MEN%20w%20sprawie%20podr%C4%99cznik%C3%B3w.pdf

        0
        • Małgorzata pisze:

          Tylko proszę zwrócić uwagę na jedno zdanie w przytaczanym dokumencie – nauczyciel ma prawo wybrać podręcznik spośród podręczników zatwierdzonych do użytku szkolnego i do tego ogranicza się ta autonomia. Mało tego – wiele podręczników jest dopuszczonych do użytku w określonych typach szkół co znaczy, że nie możesz wybrać do nauczania w szkole ponadgimnazjalnej podręcznika akademickiego – możesz natomiast dowolnie z niego korzystać jako z materiału pomocniczego (warunkiem jest aby nie pojawił się on na liście podręczników używanych w szkole -a sporządzenie takowej jest obowiązkiem). Jeżeli zachowasz ten warunek to możesz korzystać z czego tylko chcesz.

          0
          • quiris pisze:

            Małgorzata, nieprawda. Nauczyciel nie musi wybierać podręcznika wcale:

            Należy także pamiętać, że zgodnie z art. 22a ustawy o systemie oświaty wybór podręcznika spośród dopuszczonych do użytku szkolnego należy do nauczyciela. Nie ma również obowiązku korzystania z podręczników, w szczególności jeżeli dotyczy to takich przedmiotów, jak muzyka czy plastyka. Decyzja, czy i z jakich podręczników będą uczniowie korzystać na zajęciach, należy wyłącznie do nauczyciela.

            http://orka2.sejm.gov.pl/IZ6.nsf/main/02AB0DB8

            0
            • YuukiSaya pisze:

              No i gdzie ja napisałam, że ksero jest z istniejących podręczników? ;) Także jak szkoła i nauczyciele CHCĄ, to rodzice nie muszą nawet złotówki wydawać na książki szkolne. A niektórzy kombinują jak konie pod górkę, czego dowodem są podręczniki do religii…

              0
              • Doman pisze:

                Ksero może wychodzić taniej niż podręcznik, ale na pewno nie jest darmowe. Co najwyżej szkoła dokłada z komitetu.

                0
    • Krzysiek Palka pisze:

      Takie podejście jest bardzo dobre. Na ostatnie pół roku nauki angielskiego w liceum zmieniła się nam nauczycielka. Nie chciała żebyśmy kupowali nowe podręczniki, ze starych też nie chciała korzystać. Na lekcjach dostawaliśmy kserówki, ale były to głównie materiały, które można bez problemu znaleźć w otwartych źródłach: zdjęcia, lista tematów do dyskusji itp. Cała lekcja nie opierała się na zasadzie: macie kilka minut na przeczytanie tego a tamtego, zrobienie tamtego zadania, przedstawiamy rozwiązania i lecimy dalej z tym samym i na tej samej zasadzie. Było to dyskutowanie w klasie, praca w grupach i ogólnie bardziej aktywne wykorzystanie języka. Przynajmniej nauczyliśmy się byś bardziej śmiali jeśli chodzi o mówienie i nie bać się otwierać ust jak ktoś o coś zapytał w innym języku. Rozwiązywać zadania można w domu, w grupie jest okazja do praktycznego ćwiczenia :)

      0
  2. marcin pisze:

    Rocznie 20 zł na książki… To ja jestem biedny jak mysz kościelna a wydaję więcej miesięcznie…

    0
    • 8 0'clock pisze:

      Ale wydajesz na papierowe czy e-booki? ja wydaję prawie wyłącznie na e-booki i właśnie widzę, że przeze mnie drukarnie upadają…

      0
      • marcin pisze:

        Na ebooki. Na papier rocznie faktycznie niewiele :P A to ebooki nie były brane w tym zestawieniu?

        Drukarnie wspiera regularnie mój brat, który nie wierzy w ebooki :D

        0
        • yacob pisze:

          To mu pokaż ebooka :)
          Wtedy uwierzy…. chyba?
          Słyszałem o taki, którzy nie widzieli, a uwierzyli – ale o takich, którzy widzieli, a nie uwierzyli to jakoś jeszcze nie ;P

          0
      • Doman pisze:

        Drukarnie jako takie nie upadną. Gazetki marketowe, ulotki, broszurki, instrukcje obsługi itd. – na tym też da się zarobić.

        0
    • szept pisze:

      Z całym szacunkiem, być może nie ma Pan jeszcze dzieci stąd fantastyczny optymizm. Fakt faktem są coraz durniejsze plany podnoszenia w Polsce czytelnictwa jednoczesnie obserwuję wzrost cen ulubionych autorów o min.10 złotych na książce. Ceny ebookow, które powinny być tańsze o koszty druku, tusz, papier itp. Są tansze do 5 zł. W obecych czasach żyjąc w Polsce należało by się trochę realizmu odnośnie wszelkich kosztów życia.

      Podręczniki są bardzo drogie. Jeśli posiada się min.dwoje dzieci z taką różnicą wieku, gdzie nie ma jak, by po roku po sobie „odziedziczały” podręczniki to jest to coraz większy problem.

      Pozdrawiam.

      0
  3. Eire pisze:

    Zagadką pozostaje czemu wydawnictwa nie upadły wcześniej- w latach ’90 w klasach 1-3 uczeń posiadał dosłownie trzy podręczniki, które po zakończeniu roku sprzedawał młodszym kolegom. No skandal i wdrażanie do piractwa.

    Te 360 PLN na same książki to dla wielu rodzin miesiące kombinowania- a edukacja trwa 12 lat, więc w wielu rodzinach trzeba mnożyć razy kilka. I nie odkupisz, bo nowe wydanie, różniące się numeracją zadań (chyba, że nauczyciel miłosierny, nasza matematyczka miała rozpiskę co gdzie w wydaniach z 4 lat.

    0
    • 8 0'clock pisze:

      Nie mam pewności, ale wydaje mi się, że to w latach 90-tych wymyślono ten wybór podręcznika przez nauczyciela (tak jakby co roku następowały rewolucyjne zmiany w nauczaniu). Teraz już jasno widać po co.

      Z czego więc utrzymują się nieedukacyjne wydawnictwa?

      0
      • Doman pisze:

        Myślę, że ze strony decydentów to nie był jakiś spisek tylko zachłyśniecie kapitalizmem i bezwarunkowa wiara w magiczne działanie wolnego rynku.

        0
    • marcin pisze:

      Powinno być tak, że nie nauczyciel, a szkoła wybiera podręcznik i że może go zmienić raz na 5 lat dla przykładu, za wyjątkiem jakichś specjalnych okoliczności.

      0
  4. Ola pisze:

    360 zł? Liceum skończyłam kilka lat temu, ale mając dwa języki obce na same książki do angielskiego i francuskiego prawie tyle pieniędzy szło. Zresztą na studiach również na podręczniki do dwóch języków obcych wydawałam co roku ok. 360 zł. A co z pozostałymi książkami? Na studiach to nie jest tak istotne, można iść do biblioteki czy do ksero. Ale w szkołach? Dobrze że istnieją kiermasze książek używanych, bo rodzice by z torbami szli co roku.

    0
  5. Eczytacz pisze:

    Szkoda, że uwzględniono zależności wydawanie pieniędzy na książki od osiąganych dochodów.

    0
  6. Anna pisze:

    znam osobę, która jest zatrudniona w jednym z wydawnictw podręczników i z tego co słyszę, to cena podręczników zawiera wartość prezentów dla nauczycieli – laptopy, tablety, czajniki ostatnio furorę robią torebki damskie filcowe, to jest bulwersujące, bo dlaczego rodzice mają sponsorować przyjemności nauczycieli ?
    pozwolę sobie na cytat z pewnego polskiego serialu: to się do prasy nadaje !

    to samo jest z muzyką, filmami, książkami, gdyby były tańsze ludzie kupowaliby więcej książek, więcej płyt, ale tańsze byłyby wtedy, gdyby mniej było pośredników i mniej tych wszystkich „kosztów dodatkowych” , w sprawie muzyki powiedział kiedyś o tym Paweł Kukiz, że wyprodukowanie płyty cd z muzyką to jest koszt ok 10 zł, dlaczego wiec kosztuje 40 zł ?…

    0
  7. Przemek pisze:

    Też przeglądałem te dane GUS, podzielę się paroma sprawami:

    Widać tam, że rośnie czytelnictwo (na przykładzie bibliotek wzrost wypożyczeń na zewnątrz) i to zarówno w mieście, jak i na wsi. Mimo, że na pierwszy rzut oka na wsi spada liczba wypożyczeń, ale jak się przyjrzymy, to się okazuje, że tam biblioteki likwidowane, więc gdyby rząd, samorząd nie likwidował, ludzie by czytali.

    Ogólnie ponad 6 mln czytelników, którzy wypożyczyli (powiedzmy, że również przeczytali) ponad 110mln książek. Czyli już samo to ponad 100mln daję dużo więcej niż przysłowiowe 1 książka na rok.
    Co ciekawe znika rocznie ponad 4mln książek – niszczeją? kradną? to nie lepiej z chomikuj bez szkody pobrać niż ukraść z biblioteki?

    Dla mnie interesujące jeszcze jedno, choć nie umiałem tego poszukać w tym arkuszu za 2012rok, ale jest na stronie Biblioteki Narodowej, otóż w 2011r. na zakup książek biblioteki wydały niecałe 3mln zł.
    Co ciekawe pieniądze są, np. na stronie Ministerstwa Kultury na ten rok tylko dwa programy promocji czytelnictwa jeden za 5mln, drugi za 3mln (i jeszcze jest jakiś program wieloletni na promocję z prawie 3mld zł) Ale wiadomo, te pieniądze przeznaczone na przysłowiowe „kręcenie lodów” na których skorzysta parę tysięcy ludzi, zamiast przeznaczyć te kwoty do bibliotek na zakup nowości książkowych i wtedy skorzystało by te 6mln, a i więcej ludzi jakby zobaczyli, że w bibliotekach są dobre książki.
    Przykre, ale prawdziwe, pieniądze na czytelnictwo są, ale dla wybranych.

    0
    • Przemek pisze:

      ehhh, mój błąd, przepraszam
      te 3mln to nie zł, a zakup w egzemplarzach, czyli na książki rocznie około 100mln zł (powiedzmy książka 33zł)
      no ale to i tak, w porównaniu do tej kwoty prawie 3mld zł na promocję czytelnictwa, to lepiej na zakup książek, niż na festiwale, programy tv, radiowe czy konkursy.

      0
      • YuukiSaya pisze:

        Czytelnictwo też trzeba promować, bo nic z tego nie wyjdzie, jak dasz sto książek komuś, kto nie uznaje czytania za ciekawą i przyjemną formę spędzania czasu. Niektórym trzeba pokazać zarówno dobrą stronę książek, jak i korzyści z tego wynikające. Czasem pomaga też zrobienie z książki „cool” przedmiotu. Nie ma jednej recepty, a niektórzy inaczej zostaną przy tabloidach i etykietach od szamponów w łazience.

        0
        • 8 o'clock pisze:

          Moja biblioteka ma umowę (?) z niektórymi organizatorami imprez kulturalnych, która polega na tym, że posiadacz konta bibliotecznego ma zniżkę na wybrane imprezy (organizator zarabia mniej).

          To był haczyk, dzięki któremu odnowiłam stare konto w (nudnej) bibliotece. Sam haczyk by nie wystarczył, bo korzystałabym tylko ze zniżek nie pożyczając książek.

          Ale okazało się, że biblioteka jest funkcjonalna, wygodna, a księgozbiór wzbogacony, a że to jest najważniejsza promocja, zaczęłam regularnie korzystać.

          0
  8. 8 o'clock pisze:

    Zerknęłam tylko na ten raport, ale zastanowił mnie fragment o telefonach komórkowych.
    Autorzy rozpływają się nad cudownym telefonem, dzięki któremu można robić zdjęcia, słuchać muzyki, radia, przeglądać internet i robić coś tam jeszcze, dodają nieśmiało w nawiasie, że nie wszystkie modele, po czym przechodzą do wyliczania ilości telefonów na osobę czy gospodarstwo. Taka konstrukcja sugeruje, że nie wszystkie, ale zdecydowana większość telefonów komórkowych ma takie funkcje, tymczasem z życia wynika, że wręcz odwrotnie. To zdaje się jest raport, który ma wzmocnić optymizm władz w różnych decyzjach. Dodatkowo przedstawiciel Izby Książki wypomni wszystkim rodzicom nałogowego palacza (czemu nie słynne „waciki”?), no i fajnie jest. To znaczy cenowo fajnie, bo „Polacy za mało czytają”, dzięki czemu można pracować nad kolejnym „programem”.

    0
  9. Lizergamid pisze:

    Sorry za offtop z góry – dwa razy próbowałem już w tym roku wysłać sobie coś z egazeciarz i nic nie dochodzi – też tak macie?

    0
  10. Marcin M pisze:

    Kindle Paperwhite używam od wczoraj, od razu mocno wciągnąłem się w czytanie. Skorzystałem z polskich stron z darmowymi ebookami. Wszystko na pierwszy rzut oka pięknie i ładnie. Zacząłem czytać „Proces” Kafki pobrany ze strony bookini.pl. Przy któryms kolejnym włączeniu książki, zaczęła się uruchamiać w inny sposób, tzn dłużej, ale też był dosć długi moment, gdy był widoczny panel startowy Kindle, tylko bez górnego menu i dopiero wskakiwał ekran książki (mam nadzieję, że dobrze wyjasniłem). Nie przejmowałem się tą zmianą, ale okazało się, że nie mogę przeczytać książki do końca. Nie mogłem przeczytać około 7 ostatnich stron, ani poprzez czytanie po kolei, ani poprzez przejscie do konkretnej z tych 7 ostatnich stron. Nie mogę również przejsć do końca książki. Problem ten dotyczy wszystkich książek z bookini.pl, nie dotyczy natomiast książek pobranych z innych źródeł np. wolnychlektur ani moi uczelnianych pdfów. Czy ktos spotkał się już z tym problemem? Czy jest na to jakies rozwiązanie, bo chętnie bym się dowiedział zakończenia? :)

    0
  11. Fred pisze:

    Ja tam w liceum i gimnazjum wszystkie książki, których nie dało się załatwić tanio z drugiej ręki kserowałem w całości. Za podręcznik do Angielskiego zamiast ~40zł płaciłem ~12zł, podobnie z matematyką czy niemieckim. Na zakup nowych podręczników zwyczajnie nie byłoby stać moich rodziców.

    Na studiach jest zresztą podobnie. Co się da to się pożycza z biblioteki, kseruje bądź ściąga w formie e-book’a pdf czy rtf.

    0
    • YuukiSaya pisze:

      Studia pod tym względem są piękne, dopóki jakiś idiota nie wymyśli wpisu „za książkę”, to xero jest drugim najczęściej uczęszczanym przybytkiem, zaraz po pubie. Sama kupowałam tylko książki do prac dyplomowych, ale do nich chętnie wrócę za jakiś czas. No i angielski. I jakoś wszyscy studia skończyliśmy, niesamowite, co? Z perspektywy czasu to gdybym wtedy mogła część skryptów taszczyć na czytniku… To pewnie na wykładach bym siedziała „wciągając” kolejną powieść ;)

      0
  12. TTT pisze:

    Poratuje ktos kodem z Woblinka? Dziekuje z gory;-)

    0
  13. trend pisze:

    Więc może kilka słów od siebie. Siedzę w USA od paru miesięcy . Książki i czasopisma w/g mnie drogie a nawet bardzo drogie . Natomiast urzekł mnie program bezpłatnych podręczników on-line ck12 .Może ktoś wygenerował by gdzieś jakiś artykuł o dobrodziejstwach free e-podręczników może ktoś z rządu by to sprawdził http://www.ck12.org PROSZĘ PROSZĘ mamy XXI wiek
    wystarczy się zalogować i „szczęka mi opadła” wszystko za free.
    Dla osób które chcą się uczyć angielskiego
    polecam (w/g mnie super kurs online angielskiego ) cechy : nowoczesny , bezpłatny , zachęcam wszystkich http://www.usalearns.org
    W kwestii kserowania uczęszczam do szkoły językowej dla dorosłych dla rezydenta stanu
    cena za semestr 30 $ sześć godzin dziennie pięć dni w tygodniu . Wszelkie pomoce są tu
    albo online albo ksero .W skrócie nie widziałem jeszcze nigdzie tak zaangażowanych nauczycieli oni zachowują się tak jak gdyby uczyli języka od wczoraj a nie od kilku lub kilkunastu lat nauka staje się przyjemnością .
    Oczywiście w USA jest sporo minusów ale to nie ten wątek .
    Pozdrawiam i gorąco polecam :
    http://www.usalearns.org
    http://www.ck12.org

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.