Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Czy o taką „radość książek” chodzi?

Poniższy film mieliście już pewnie okazję zobaczyć, bo robi od niedawna furorę we wszelkich serwisach społecznościowych.

Radość książek! Prawdziwych, realnych książek, pachnących papierem i przyciągających okładką! Oto najpopularniejszy komentarz pod filmem na YouTube:

Czuję się dumna z tego, że nie mam Kindle i wspieram prawdziwe księgarnie, kupując prawdziwe książki, które umieszczam na półkach w domu, tak że ja i wszyscy inni mogą je zobaczyć i dotknąć. Po prostu kocham książki!

No i czy o taką radość chodzi? Żonglowanie okładkami, układanie książek według kolorów na grzbiecie, dotykanie i oglądanie?

I czy autorzy tego filmiku mają w ogóle czas na czytanie?!

Czytelnicy z Warszawy pamiętają być może Pałac Starej Książki – ogromny antykwariat, który mieścił się w budynku dawnego przedszkola. Pięć lat temu wyrzucono ich z siedziby, ogłosili więc upadłość i wielką wyprzedaż – 200 tysięcy książek przez tydzień. Wejściówka na wyprzedaż kosztowała pierwszego dnia 50 złotych, potem 30 i 10 – można było wynieść tyle książek ile się da we własnych rękach. Ja tam byłem ostatniego dnia, ale słuchałem opowieści tych z dnia pierwszego. Część ludzi kupowała bilet, wbiegała do środka i chwytała … te książki, które wyglądały najładniej. Najlepiej całe serie wydawnicze. Czy to powieści współczesne, czy Lenin – nie robiło różnicy. Ważne, że będzie ładnie wyglądało na półce. Tych, którzy za swoje 50 złotych chcieli uważnie wybrać kilkanaście pozycji bardzo to wkurzało.

Jeśli ktoś ma więcej niż 100 książek i choć jednej nie kupił dlatego, że ładnie będzie wyglądała na półce – to gratuluję samozaparcia. Jasne, wymyślamy inne powody, dla których kupujemy książki, ale to też jest gdzieś w podświadomości. Mam w domu trochę książek, które mogą podziwiać goście, a które są dla mnie wyrzutem sumienia, bo nadal ich nie przeczytałem i pewnie nie przeczytam.

Korzystanie z czytników pozwala na przebicie tego balonika.

E-booka kupujemy dla siebie, jasne możemy się pochwalić na Facebooku, ale będzie to łatwiejsze do rozszyfrowania niż strategicznie skomponowany regał.

E-booka czytamy też dla siebie – nawet w autobusie trudno zaszpanować „modnym” autorem, no chyba że jesteśmy bardzo zdeterminowani:

To Kafka, jeśli jesteś ciekaw

Ale bez takich sztuczek, korzystanie e-booków jest czynnością prywatną. Książka na czytniku to przede wszystkim treść. I radość zapoznawania się z treścią, którą trudno pokazać na jakimkolwiek filmiku. :-)

A co Wy o tym sądzicie?

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

132 odpowiedzi na „Czy o taką „radość książek” chodzi?

  1. Agata pisze:

    Bardzo ładny klip :) a co do komentarza – ciekawa jestem, czy autorka mieszka we własnym domu, u rodziców czy w wynajmowanym mieszkaniu. Też bardzo chętnie kupowałabym książki papierowe, ale jeśli wiem, że przeczytam je tylko raz i nigdy więcej do nich nie wrócę, to zwyczajnie szkoda mi przestrzeni ;) zwłaszcza że do własnego kąta mam jakieś 15-20 lat, kto mi to będzie nosił przy przeprowadzkach (mam nadzieję na niejedną)?
    sprzedają gdzieś takie t-shirty jak na grafice? :D

    0
  2. Lindar pisze:

    Dawno nie liczyłem, ale papierowych książek mam już około 250 i tak – nie kupiłem ani jednej tylko dlatego, że będzie ładnie wyglądać. Pamiętam jedną, na którą zwróciłem uwagę tylko dlatego, że była ładnie wydana, ale tak się złożyło, że treść też mnie zainteresowała, więc kupiłem :) Po prostu jestem klasycznym przykładem bibliofila – lubię papierowe książki, żadna z nich nie jest dla mnie tylko kawałkiem makulatury, kupuję tylko to, co mnie naprawdę zainteresuje. Ale mam też kindla, bo jest on zwyczajnie niezwykle wygodny. Do wielu książek nie mam dostępu w wersji papierowej, wtedy zadowalam się ebookiem. Często też jeżdżę pociągiem, a spakowanie w plecak czasem 800-stronicowej cegły nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy. Taka dyskusja to jak kłótnia na temat wyższości pomidorówki na ogórkową (wiadomo, że pomidorowa rulez). Dla jednych książki to hobby jak zbieranie znaczków, które też przecież są tylko kawałkami papieru, inni nie przywiązują do tego wagi i chcą tylko przeczytać treść.

    0
  3. Łukasz pisze:

    Nie wiem czy wiecie, ale to ostatnio bardzo modne zjawisko z tymi ładnymi książkami na półce. Ludzie przychodzą do introligatorni i podają gotowe tytuły… Joyce, Kafka, Dostojewski… Tylko że są to atrapy, czyste kartki oprawione w okładki skóropodobne z wytłoczonymi na grzbiecie tytułami (sic!) To jest dopiero idiotyczne.

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Zabawne, nie słyszałem o tym. No tak, skoro wydało się na okładkę ~100 złotych (nie mam pojęcia ile to kosztuje), to na kupienie „wkładu”, (choćby i na wyprzedaży za 10 złotych) nie będzie już stać.

      0
    • Blanka F pisze:

      Jest modne już od dłuższego czasu, kiedy to zobaczyłam od razu na myśl przyszedł mi fragment z Wielkiego Gatsbyego(http://www.shmoop.com/great-gatsby/lies-deceit-quotes-all.html, Quote #3). Stoddart na czytniku to już nie to samo:)

      0
      • sporysz pisze:

        Zjawisko jest mi znane od dłuższego czasu, prawie dwóch dekad. Gdy pojawił się wysyłkowy Świat Książki, sąsiad zamawiał „hurtowe” ilości (nawet 15 egzemplarzy w jednym zamówieniu), książek biorąc pod uwagę jedynie twardość okładki i format wydania, tak by książki stały równiutko…
        Dzięki temu miałem bibliotekę na swoim piętrze z klasyką literatury i wszystkie szkolne lektury. Gdy po o pięciu latach od zamówienia pożyczyłem „Zniewolony umysł” Miłosza, to nie miał nawet porozcinanych kartek ;)

        0
  4. oki44 pisze:

    Obecnie mam na półkach ok 500 książek. Taką samą ilość paręnaście lat temu oddałem do Domu Dziecka. Od roku czytam ebooki. Na książki papierowe spoglądam z nostalgią ale już ich nie kupię. No i co? Jak ktoś lubi czytać, to czyta.

    0
  5. Ziu! pisze:

    Pierwsza! :P

    Osobiście nie lubię ludzi, którzy manifestują swoja miłość do książek i nienawiść do ebooków. Co to za miłość, zatem? Do „opakowania” na książkę? I skąd nienawiść do ebooka? (Kindle w końcu też jest ładnym opakowaniem na książki ;)) Odkąd dowiedziałam się, o czytnikach zapragnęłam jeden mieć. C’mon! 3 tys książek ZAWSZE przy sobie! Kto „kochający” książki by nie chciał?
    Teraz jest mi lżej w torebce i na sercu, bo czytanie tak jak wspomniałeś stało się prywatne.
    A „mieć” książki nadal lubię, z tym że teraz zbieram ebooki. Zbieram, przekładam w kolekcjach, konwertuję, zmieniam okładki… :P
    Co do kupowania książek, myślę, że od kupna Kindle ilościowo się to nie zmieniło. Pewnie ze względu na ograniczony wybór nowości w ebookach. Zdarza mi się też mieć inne powódki – kupuję książki, które już przeczytałam (w wersji e lub z biblioteki), trochę z wyrzutów sumienia (Kindle mialam przed erą polskich księgarń bez DRM i w mobi, więc pewnien gryzoń przyjacielem moim był ;)), a trochę z sentymentu.

    0
  6. marta pisze:

    mam kindelka od roku, a mimo to nie przestałam kupować książek papierowych. z tym, że kupuję tylko te, które muszę mieć, zwykle ze względu na autora, którego uwielbiam.

    patrzę na moje półki i nie widzę żadnej książki kupionej na pokaz. wręcz stoi tam mnóstwo „obdartusów”, odziedziczonych po tacie czy też wyszperanych w antykwariatach / na allegro. :)

    0
  7. Ghoran pisze:

    Znam gościa, który urządzając sobie biuro kupił… same grzbiety. Piękne, wyglądająca na skórzane oprawy. Puste w środku. Zrobił to celowo, miał niezły ubaw zamawiając „książki na metry” :)

    Ja lubię papierowe książki, nie kupowałem nigdy dla wyglądu, bo książki mam schowane, nie są widoczne z zewnątrz (zabudowane półki). Kindla kupiłem dla wygody. Od lat mam tak, że czytam kilka książek jednocześnie. Jedna naukowa (mniej czy bardziej), druga to jakieś coś dla czystej przyjemności i często trzecia jak ktoś poleci. Taszczyć to wszystko w plecaku było niewygodnie, czytnik rozwiązał ten problem. Są też konkretne egzemplarze, mające dla mnie wartość emocjonalną, a to dostałem od kogoś bliskiego, a to kupiłem w szczególnych okolicznościach. Wersja elektroniczna, która ląduje na czytniku… no też jest moja :) Nie widać jej, nie mogę się tak łatwo pochwalić, ale też… po co się chwalić? Jak napisał Robert – kupiłem ją dla siebie i to przede wszystkim mi ma dawać radochę.

    Nie mam fetyszu papieru czy .mobi. Mam fetysz książek.

    (a ostatnio w ebookpoint zaliczyłem level up i mam 5% stałego rabatu. Ha!)

    0
  8. Huub900 pisze:

    Śmieszy mnie określenie „prawdziwa książka”. Książka to treść a nie papier czy okładka. Książka nie służy do macania ani wąchania, tylko do czytania.

    Mam dużo — naprawdę dużo papierowych książek, ale nie wahałbym się ani przez chwilę, gdyby ktoś zaproponował mi wymianę na elektroniczne wersje. Odzyskałbym sporo powierzchni mieszkania i mógłbym mieć cała bibliotekę przy sobie przez cały czas.

    0
  9. gosia.d pisze:

    Zgadzam się z przedmówcami w pełni.
    Choć ja z tego artykułu wyciągnęłam coś jeszcze..chce mieć taką koszulkę!!:) może nie z Kafką (nie przesadzajmy), ale sam pomysł baaardzo mi się spodobał!

    0
  10. przemelek pisze:

    Książki papierowe to są książki. Sama radość wzięcia takiej do łapy to już coś. Fakt, że mogę być sfiksowany bo moi rodzice mnie zarazili i w domu „rodzinnym” jest teraz od 2.5 do 4 tysięcy książek (nie wiem, czy to dużo czy mało, ale jak w KRK szukałem mieszkania to w żadnym mieszaniu nie widziałem więcej niż 300-500 książek). Nie wyglądają ładnie, wyglądają książkowo. Od razu się człowiek lepiej czuje w pomieszczeniu z książkami. To nie działa na każdego.
    Ja muszę mieć książkę. Jak kupię e-booka i mi się spodoba to też kupuję papierową książkę. Między innymi dlatego, że papierową książkę mogę wziąć do wanny, a tabletu nie wezmę ;-) Do tego poziom edytorski papieru jest nadal wyższy niż większości e-booków. No i papier jest, dla mnie (podkreślam, bo wiele osób może to inaczej odczuwać) miły, gdy czytam książkę to wiem ile mi jeszcze zostało, mogę sobie ją podzielić by mi na „dłużej starczyła”. W e-booku też to jest możliwe, ale nie przychodzi mi tak naturalnie. Łatwej mi też „nawigować” po papierowej książce niż po e-bookach. Także łatwiej mi nawigować po fizycznej biblioteczce (lokalizacja przez mieszkanie, pokój, regał, półkę) niż tej elektronicznej.
    Dlatego mogę zrozumieć fascynację ludzi papierowymi książkami. Książka, to rzeczywiście głównie treść, ale ten fizyczny kawałek daje mi poczucie realności, mam kawałek zamordowanego drzewa z literami. Jak mam serię i ją czytam to widzę, że zostało mi jeszcze tyle i tyle w porównaniu do całej serii.

    0
    • Anna pisze:

      Ciekawe – ja do wanny nigdy nie zabierałam książek papierowych, bo bałam się, że zachlapię, pomoczę – zniszczę. Dlatego w kąpieli „nadrabiałam” prasę – tam przeglądałam wszystkie gazety (w większości „babskie”, bo dzienniki niewygodne ;)) Kindle zabieram (jest cieńszy i lżejszy od niemal wszystkich czytanych przeze mnie książek, więc nie wypada mi z ręki, nie przesuwa się, nic się nie dzieje) :)

      Co do bilblioteczki w domu – nie wiem ile było w moim rodzinnym – i tak zawsze mi było mało ;) W obecnym – nie mam aż tyle miejsca, więc większość książek jest pochowanych w różnych schowkach (łóżku, kilku szafkach, itd.) – na półkach jest pewnie z 200-300 – więcej się nie mieści ;) Z powodu miejsca (czasem finansów) część książek wymieniałam na inne, część wędrowała do biblioteki, by zrobić miejsce nowym.

      Co do kwestii ładnych książek – tak… Kucharskie :) Poważnie – uwielbiam oglądać te ładnie wydane, z pięknymi zdjęciami. Uwielbiam je oglądać (nie ze wszystkich gotuję) i te wybieram dlatego, że są ładne.

      Co do reszty – owszem – mając do wyboru ładne i ładniejsze wydanie (i na oba w danym momencie mnie stać) – wezmę ładniejsze. Ale nie jest to konieczne, o czym świadczą co niektóre egzemplarze ;)

      0
  11. Od dzieciństwa – czyli już od dłuższego czasu :) – byłem zafiksowany na punkcie dużej biblioteki i z roku na rok obrastałem kolejnymi półkami. To pewnego rodzaju fetysz. Potwornie dokuczliwy podczas przeprowadzek.
    Ale na coś innego chciałem zwrócić uwagę – do niedawna jeszcze posiadanie papierowej książki dawało się wytłumaczyć racjonalnie. Przydawała się do pracy. Kiedy potrzebowałem jakiegoś cytatu, bez porównania wygodniej było sięgnąć na półkę, niż iść do biblioteki. Ten argument jednak już zupełnie stracił znaczenie – przeszukiwanie elektronicznych książek jest zdecydowanie wygodniejsze, niż papierowych.

    0
  12. Daretzky pisze:

    To są dyskusje o przewadze świąt Bożego Narodzenia nad świątami Wielkiejnocy. Mam księgozbiór liczący kilka tysięcy pozycji, który kilkakrotnie przeprowadzałem po całej Polsce klnąc w żywy kamień, ale za żadne skarby bym z nim nie rozstał. Nie zamierzam jednak wydziwiać nad kindlami ani wieszczyć koniec dobrej i szlachetnej papierowej ksiązki wypartej przez złego e-booka. Używam kindla, owszem – bo waży mniej niż niejeden paperback a na pewno mniej niż hardcover, poza tym mogę zabrać w podróż tyle książek ile chcę. Z drugiej strony nie wszedłbym z nim do wanny. A z papierową książką – tak. Histerycznymi reakcjami – jak tą z komentarza, nie warto się zajmować. Warto natomiast skupić się nad realnymi problemami – falą piractwa, która nas czeka gdy upowszechnią się czytniki. Falą, która zmiecie wydawców i autorów, którzy zajmuja sie literaturą zawodowo.

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Ale czytniki już się upowszechniły – nie u nas, ale w Stanach. Czy tam fala piractwa zmiotła wydawców i autorów? Wydawców – być może, bo niektórym autorom przestali być potrzebny. :)

      0
      • Daretzky pisze:

        Panie Robercie, sytuacja autorów w Stanach jest fatalna jak nigdy, ale nie z powodu piractwa, tylko za sprawą domów wydawniczych – konglomeratów skupiających niegdysiejsze wydawnictwa, ale to temat na dłuższą rozmowę. Domom wydawniczym e-booki nie szkodzą, wręcz przeciwnie, bo to domy wydawnicze dyktują absurdalnie wysokie ceny wydań cyfrowych ponosząc znikome koszty tychże (opada druk, transport, magazynowanie itd.) i pozostawiając bez zmian stawki autorskie. Coraz większa grupa pisarzy buntuje się przeciwko takiemu traktowaniu m.in. Scott Nicholson i z pewnością znany Panu J.A. Konrath.

        0
    • Nie przesadzajmy z tymi katastroficznymi wizjami. Wydaje mi się, że wielu (jeśli nie większość) ludzi nie kradnie w sklepach, nie dlatego że ktoś obserwuje, że są kamery, że jest ochrona itd. Nie kradną, bo nie. A tych, którzy chcą kraść, to i kamery lub ochroniarze nie powstrzymają. Na szczęście ich jest mniejszość.

      0
    • salmon pisze:

      Czytanie Kindla w wannie jest jak najbardziej bezpieczne. Wielokrotnie sprawdzałem ;)

      0
    • Aga pisze:

      Jeśli e-booki nadal będą kosztować prawie tyle co wydania papierowe, piractwa się nie ukróci. Prosty, hipotetyczny przykład:
      Ja i 4 moich znajomych kupujemy po 1 książce papierowej każdy. Po jej przeczytaniu wymieniamy się książką i tym sposobem za 40-50 zeta na głowę czytamy 5 papierowych książek. Kiedy nam się znudzą, sprzedajemy je za połowę ceny na Allegro i mamy na przynajmniej 2 kolejne. Kupując 1 e-book za niewiele mniej mogę przeczytać go sama i koniec. Wnioski?….

      0
  13. Daretzky pisze:

    Upowszechnienie czytników w Polsce nie spowoduje zalewu piractwa? Proszę przypomnieć sobie kolaps rynku muzycznego, który nastapił wraz z upowszechnieniem formatu mp3. Moim zdaniem polscy wydawcy powienni wyciągnąć naukę z tej historii i przygotować na nadchodzące zmiany. I nie mam tu na myśli najazdów policji o świcie na domy ludzi, którzy ściągneli z chomika kopię „Ślepego zegarmistrza” Richarda Dawkinsa, którego wydano u nas dwadzieścia lat temu w śladowym nakładzie i teraz na wolnym rynku kosztuje tyle co nerka. Można dyskutować jaki kroki podjąć, ale że jakieś podjąć należy, nie ulega dla mnie wątpliwości.

    0
    • A jak najbardziej trzeba różne kroki podejmować, zgadzam się. (Chodziło mi tylko o to, że tych przemian się nie powstrzyma i trzeba się do nich przystosować). Wg mnie pierwszym i najważniejszym jest edukacja ludzi, przypominanie, że ani muzyka, ani książka same się nie piszą. Bo wielu jakby o tym zapomina (jak dzieci, które na pytanie skąd bierze się mleko, odpowiadają „ze sklepu”). Sam jestem niejednokrotnie świadkiem, jak w gronie uczciwych skądinąd ludzi nie zadaje się pytania „gdzie można taką muzykę kupić”, tylko prosi „przegraj mi”.

      Ja na przykład, w ramach przystosowywania się do obecnych realiów, na stronie copyright wydanej przez siebie książki wydrukowałem taki tekst: “Wszelkie prawa zastrzeżone. Uwaga! Jeśli wszedłeś w posiadanie nielegalnej internetowej kopii książki, potraktuj ją jak wypożyczenie tytułu z biblioteki. Jeśli uważasz, że jest tego warta, zapraszamy do zakupu wersji drukowanej lub oryginalnego e-booka. Możesz również przelać równowartość ceny książki (lub dowolną kwotę jako wynagrodzenie benedyktyńskiej pracy autora oraz zespołu przygotowującego polskie wydanie) na konto: XXXX. Koniecznie w tytule przelewu: „książka XXXX”. Dziękujemy.” – uważam, że coś podobnego powinno być na każdej książce.

      0
      • Shenson pisze:

        To zależy od podejścia, a porównanie do mp3 jest po prostu głupie. Dla autora książki jedyną formą zarobku jest jej sprzedaż, a muzyk może zarabiać w inny sposób. Moim zdaniem artyści powinni zarabiać na koncertach, a muzyka mp3 tak samo jak radio powinna być formą promocji.

        0
    • inkognit pisze:

      ….Upowszechnienie czytników w Polsce nie spowoduje zalewu piractwa? ….
      ale czytniki są na Polskim rynku od roku – w jakieś większej – choć wciąż śladowej ilości – a piracenie książek to kwestia ostatnich nastu lat – strony typu – ch..mik powstały ładnych kilka lat temu – czytnik to dodatkowy krok na tym kursie
      jednak :
      – pierwszy odtwarzacz mp3 kosztował mnie znacznie, znacznie mniej niż pierwszy czytnik.
      – w czasie gdy kupowałem odtwarzacz mp3 można było jedynie marzyć o kupieniu jakiejkolwiek, i gdziekolwiek muzyki
      – i jeszcze jedno
      liczy się ilość pobrań piratów, ale czy ktoś może podać jakąś sensowną liczbę ile z nich ludzie pobrali tylko i wyłącznie dlatego że są za darmo – jedyny sens w tym że je dodadzą jako 1222201150 książkę do zbioru na kompie
      sam pobrałem setki już darmowych książek z Amazonu (część dzięki temu blogowi) większość na zasadzie – może być ciekawa – może kiedyś przeczytam – i co?
      przeczytałem kilkanaście – a w tym samym czasie czytam książki kupione w księgarniach – te które chcę przeczytać …
      nie ilość pobrań jest tu najważniejsza
      z drugiej strony są książki których nie mogę kupić nigdzie – nawet Allegro czy ebay i tu zaczynam szukać pirata – a jak znajdę to chętnie kupię oryginał
      ale nie znajdę bo wydawca nie wyda bo mu ją piraci wypuścili i ludzie nie kupią …. błędne koło ….

      0
    • T4ng10r pisze:

      Kolaps? Owszem, zmienia się świat, zmienia formuła/model biznesowy.
      Wchodzą nowe technologie, stare odchodzą. Czy producenci papirusów płakali jak pojawił się papier? Czy przepisujący księgi mnisi płakali jak Gutenberg zaprezentował druk maszynowy?
      Ci którzy się dostosują – przetrwają. Ci którzy staną twardo na stanowisku ‚moje jest lepsze i mam moralną rację’ przetrwają o tyle długo o ile więksi będą lub zmusza innych do swoich reguł.
      Z jednej strony współczuje, że jako wydawca dostaniesz klapsa od pirata. Z drugiej – obudź się. W/w tekst to demagogiczne gdybanie i naiwne argumenty. Czy Amazon nie zarobił kroci na treściach elektronicznych? Czy MP3 w sklepach internetowych (tutaj brak mi solidnych danych) nie sprzedają się zaskakująco dobrze? Czy CD z albumami nie sprzedają się w Empikach (na pewno słabiej niż przed erą MP3)? Czy nie ma sklepów dla fanów płyt winylowych, które trafiły do niszy melomanów?

      0
      • Daretzky pisze:

        Nie wdając sie w słowne przepychanki powiem co o tym myślę: Po pierwsze kolaps rynku muzycznego w Polsce jest faktem. W latach 90-tych do uzyskania statusu Złotej Płyty trzeba było sprzedac 100 tys. egz. tytułu – dzisiaj już tylko 20 tys. Ludzie nie przestali słuchać muzyki. Przestali ja kupować.
        Po drugie analogia e-booków i mp3 jest jak najbardziej trafiona. Czeka nas powtórka z historii. Załamanie rynku wydawniczego będziej mniej widowiskowe (bo rynek mniejszy od muzycznego), ale równie dotkliwe dla księgarzy, wydawców i autorów. Kiedy? 3-5 lat to, biorąc pod uwagę światową recesję, moim zdaniem maks.
        Można naturalnie zbyć to wzruszeniem ramion bo świat sie przecież zmienia, stare technologie odchodzą, nowe nadchodzą, najpierw były papirusy, potem autobusy, najpierw były książki pisane przez zawodowców, a potem już tylko fan fiction i nie ma sprawy, takie jest życie, srututu pęczęk drutu.
        Albo można zrobić coć konstruktywnego i zastanowić się jak uchronić stosunkowo nieźle funkcjonujący polski rynek wydawniczy przez zalewem złodziejstwa. Zawsze to łatwiejsze niż płakanie nad już rozlanym mlekiem.
        Piszesz „Z jednej strony współczuje, że jako wydawca dostaniesz klapsa od pirata” (nie jestem wydawcą, skąd ci się to wzięło?) „Z drugiej – obudź się.” Sam się obudź. Co mają zyski Amazonu z obojętnością na kradzież własności intelektualnej? Jesli zamiast kupić ksiązkę (w formie papierowej lub elektronicznej) ściągniesz ją z sieci, autor nie dostanie swoich kilkudziesięciu groszy za sprzedany egzemplarz. Jesli zrobi tu kilka tysięcy ludzi, autor nie dostanie nic. Nie będzie miał co jeść, nie zapłaci rachunków, pieprznie pisanie w kąt i zajmie sie wypalaniem glinianych kogutków, bo tych jak wiadomo z internetu ściągnąc się nie da. gdy ta historia powtórzy się wystarczająco wiele razy, spaltuja wydacwy, hurtownie i wreszcie księgarnie. Pewnie, że jakieś przetrwają, jak te twoje sklepy w z winylami, tylko co to za pociecha?
        „Z jednej strony współczuje, że jako wydawca dostaniesz klapsa od pirata. Z drugiej – obudź się.” Innymi słowy: sorry, że cię napadli w ciemnym zaułku i wyzuli ze wszystkiego z gaciami włącznie, ale weź się obudź – ludzie kradli, kradną i kraśc będą.
        Dokładnie takie słowa, pisane lekką rączką przekonują mnie, że autorzy, wydawcy i czytelnicy powinni zewrzeć szeregi, póki jeszcze jest czas.

        0
        • T4ng10r pisze:

          Cóż, z przyjemnością kupowałem książki Dukaja. Niestety zostały wycofane z eSprzedaży. Trudno. Mam na półce kilka jego papierowych wydań, wolę elektroniczne. I mimo, że mam ‚piraty’ to jak pojawią się ‚oryginaly’ to je kupię.
          Fakt, wolałby zapłacić 10-15-20 zł za eKsiążkę (zamiast 20+) i na pewno zamiast 30+ za papierowe wydanie.
          Jeśli ilość eKsiążek wzrośnie, tak bym mógł kupić interesujące mnie tytuły – to je kupie. Dopóki ich nie ma (bo w miarę nowe lub tak stare) w wersji elektronicznej – będę sięgał po piraty.
          Mówię o swoich zapatrywaniach i motywacjach.
          Fakt, kradli, będą kradli. Mam swoją świadomość, że jeśli książka była DOBRA (lub jeszcze lepsza) to płacąc za nią daje do zrozumienia autorowi, że mi się podoba, niech tworzy dalej.
          Jeśli była fatalna – cóż, tu jest problem. Nie dowiem się dopóki nie przeczytam, nie przeczytam – dopóki nie kupię. Jak kupię – dam sygnał, że mi się podoba, taki paradoks. Są jeszcze recenzje na których można bazować.
          Nie bronię nikogo, nie oskarżam, nie nazywam złodziejem.
          PS. Przepraszam za skróty myślowe i błędy w mojej poprzedniej wypowiedzi.

          0
  14. Michał Gumienny pisze:

    Autorka tego najpopularniejszego komentarza na YT pewnie nie ogląda też telewizji, bo jak to tak nie móc postawić pudełka z filmem na półce, wziąć go później w łapki czy powąchać płyty podczas wkładania jej do odtwarzacza?! -.-

    Sam lubię papierowe książki – przyjemność sprawia mi pomacanie, obejrzenie okładki czy zwykłe przewertowanie. Jednak od kiedy sprawiłem sobie Kindle’a to więcej książek pochłaniam właśnie na nim, bo tak jest po prostu wygodniej. Mniejsza waga, lepsza poręczność niż zwykłego wydania liczącego 800 stron przemawia znacznie na korzyść czytnika. No i fakt, że parę tytułów mogę zabrać gdzie tylko chcę – tak do wanny też, bo niby czemu nie?

    0
    • Mczepcz pisze:

      Dobrze Michał mówisz! Zresztą Robert już dawno pisał, że czytnik i książka mogą się doskonale uzupełniać. Mam dużo książek naukowych bo po prostu są wygodniejsze dla mnie do pracy, mogę „latać” swobodnie między nimi. Z drugiej strony czytnik jest dużo wygodniejszy jeśli ktoś chce po prostu przyswoić tekst. Tu pytanie brzmi (zresztą już poruszane na świecie czytników) czym jest książka. Dla mnie to nośnik informacji. Pewnie, fajnie jest mieć pokaźną biblioteczkę, ale po to żeby inni widzieli jaki jestem fajny? Kiedyś zdaje sie w Polityce pytano pisarzy o książki których nie przeczytali ( w sensie, że np. nie dałem radyz Proustem). Fajnie, że ten przykład tv podałeś. To po prostu wynika z pewnych mód, kiedyś ktoś kto miał TV był gość, dzisiaj fajni ludzie psioczą na TV, że odmóżdża, pożera czas itp. Ale te same osoby spędzają te 6h i więcej na necie. Pewnie trochę to jest tak, że dziś u nas (znaczy w Polsce) czytnik jest nowinką, czymś pożądanym, a i niedługo pewnie i u nas, pojawi sie coś w stylu „kontrmody” i będzie dobrze nie mieć czytnika i czytać prawdziwe książki. A co my na to? Ja po pracy zobacze co ciekawego jest w matrasie, a wcześniej zobaczę co nam oferuje Amazon. No i chyba na razie najbardziej oczywistym kryterium jest cena. Trzy tomy sagi lodu i ognia R.R. Martina kupiłem w promocji w Amazonie za grosze. Gdybym chciał je kupić w Polsce po angielsku to bym chyba musiał zjeść kota. Ale kupując „Cmentarz w Pradze” Eco zdecydowałem się na druk. I tu cena również zadecydowała.

      0
    • slawek pisze:

      Analogia nie trafiona. Prędzej należało by porównać oglądanie w kinie z oglądaniem w telewizorze. Albo projekcję projektorem na taśmę z telewizją. Ale przypuszczam, że projektora nawet na oczy nie widziałeś (Uwaga! Nie mówię o tym czymś co podłącza się do laptopa, żeby pomigać slajdami z pałerpojnta!LOL)

      0
      • Mczepcz pisze:

        Zaskoczę cię bo doskonale wiem czym jest projektor i widziałem go na oczy, ba nawet takowy posiadam. Może nie zawsze warto wszystkich swoja miarą mierzyć?

        0
  15. Frykow pisze:

    Przy przeprowadzce oddałem 90% książek do biblioteki. Te który zostały, czyli jakieś kilkanaście, leżą w szufladzie, bezpieczne przed kurzem i wzrokiem ciekawskich :)

    0
  16. [wiki] pisze:

    Ja tylko zauważę, że to jest Radość Książek, nie Radość Czytelników.

    MSZ notka słuszną i ważną treścią dorabia jednak temu małemu filmowemu arcydziełku gębę jak stąd do tamtego drzewa i jeszcze dalej.

    0
  17. Monika pisze:

    Ale dlaczego jedno musi wykluczać drugie? Kocham książki papierowe, z Kindlem zapoznaję się od piątku, ale jak większość z Was nie zamierzam zaprzestać kupowania zwykłych książek. Jednakże z braku przestrzeni kupuję tylko takie, które MUSZĘ mieć (ulubieni, autorzy, serie itp.). I szlag mnie jasny trafia, gdy wydawnictwa za nic biorą sobie czytalnika wydając np. kolejny tom 10-częściowej serii w innym formacie, szacie graficznej itp. Gdzie tu sens, gdzie logika…? W książce najważniejsza jest treść, wszyscy się zgodzą. Ale dlaczego ma to wykluczać, żeby ładnie wyglądała na półce? Nie po to czytelnicy płacą w Polsce bajońskie sumy za zwykły paperback, żeby w zamian dostać zlepek kartek, który po przeczytaniu nie będzie się nadawał do niczego innego jak wyrzucenia. Po to są właśnie ebooki – kupi się takowy za cenę niższą (może kiedyś), przeczyta i niech leży w pamięci czytnika, przestrzeni miaszkania nie zajmując i w oczy nie koląc.
    Lata temu kupiłam pięknie wydane dzieła Tolkiena – skóropodobne okładki, złote litery, czerpany papier, fantastyczne ilustracje. I nie zrobiłam tego po to, by ludzie podziwiali. Po prostu kocham książki – i jako treść i jako przedmiot.

    0
    • asymon pisze:

      I to jest komentarz, pod którym podpiszę się obiema rękami.

      A propos fantastyki. Ktoś gdzieś kiedyś napisał w internecie, że w literaturze, zwłaszcza fantasy, jasno można określić moment wprowadzenia programów do edycji tekstu. Kto czytał np. „Amber” Zelaznego, wie o co chodzi. Albo cztery pierwsze tomy Ziemiomorza – mieszczą się w objętości mniejszej niż pierwszy tom cyklu Martina czy Eriksona.

      Drugie zjawisko – ktoś w Wydawnictwie Literackim wpadł na pomysł, że będą wydawać książki Jacka Dukaja „na bogato” – większy format, twarda okładka, większa czcionka i grubsze kartki (rozumiem, że taki papier jest tańszy). Efekt? Książka zajmuje na półce dwa razy więcej miejsca wszerz i sporo wzwyż. Chyba zrobię demotywator przy okazji jakiegoś konkursu.

      Na szczęście mam parę starych wydań Supernowej i WL, nowe chciałem już zakupić nowocześnie i elektronicznie, ale znikły ze strony empiku.

      0
  18. Piotr Jachowicz pisze:

    Co się stało ze „Światem Czytników”? Taki fajny pragmatyczny blog a tu nagle jakaś wojna posiadaczy książek przeciwko posiadaczom czytników? Komu to potrzebne? Ludzie kupują książki papierowe lub elektroniczne i ich motywacje są ich prywatną sprawą.

    Przez sieć przetoczyło się tyle wojen (Windows kontra Unix, Vim kontra Emacs, Java kontra C++ żeby wymienić te które widziałem) że gołym okiem widać że nie mają żadnych pozytywnych skutków. Nie bierzmy udziału w kolejnej.

    0
    • Paweł pisze:

      Ja wcale tego artykułu nie zrozumiałem jako zagrzewającego do walki, ani wszczynającego wojny ;) We mnie wzbudziło to bardziej refleksje. Sam wcześniej kupowałem sporo książek papierowych, ale od czasu Kindle’a wszystko się samo zmieniło… jest dużo wygodniej, nawet jeśli faktycznie brakuje „tego czegoś”.
      Aha, Linuks, vim i Java. I ogórkowa.

      0
      • asymon pisze:

        Heh, też się trochę dziwię Robertowi…

        Luuuudzie! Mniej napinki w internecie! Apel dotyczy to także szanownego Autora bloga. Jak ktoś chce kręcić taki film, ma czas, chęci i pomysł, to czemu nie? Oglądało się przyjemnie. I do kogo masz właściwie pretensje? Do twórcy filmu? Autorki komentarzu? Kupujących książki na metry? Szkoda nerw :-)

        Kindla kupiłem, gdy książki zaczęły wypełzać mi z półki, ale teraz części się pozbywam i czasem coś kupię/pożyczę i jakoś to leci.

        PS. Jak można lubić zupę ogórkową???!!!

        0
  19. piterk pisze:

    Lubię czytać i tyle, Kindle jest wygodny. Nie rozumiem „ochów” i „achów” nad papierową ksiażką. W czytaniu chodzi o przyjemność z czytania. Papier, e-papier co za różnica.

    0
  20. Tzigi pisze:

    Ja kupiłam Kindle’a właśnie z 2 powodów:
    1. Jestem bibliofilką i zaczęłam tonąć w książkach – wyobraźcie sobie M3 wypełnione książkami do granic absurdu: kilka tysięcy książek, poustawiane w regałach po 2-3 rzędy, regały na całych ścianach, a książki i tak jeszcze leżą na podłodze, pod stołami, w szafach, w łóżkach… Tak wygląda moje rodzinne mieszkanie – obecnie studiuję w innym mieście i Kindle służy mi do „przewożenia” ze sobą części mojej biblioteki – wiem, czego będę potrzebować w najbliższym czasie, digitalizuję fragmenty i zabieram je ze sobą.
    2. Studiuję jednocześnie na kilku kierunkach studiów i zaczęłam tonąć również w wydrukach. Często od wykładowców dostaję pirackie wersje różnych książek do przeczytania (tak, tak właśnie wygląda nauka na państwowych uczelniach w Polsce!). Nie lubię czytać na ekranie komputera, więc dawniej je drukowałam – prowadziło to do koszmarnego zużycia papieru i tonera oraz do zarzucenia całego pokoju kartkami (mam naturę bałaganiarza, więc ciężko mi było stwierdzić, co mogę wyrzucić, a co jeszcze mi będzie potrzebna). Podobnie z dawnymi tekstami (wziętymi np. z Internetowej Biblioteki Francji czy archive.org), które mi często przychodzi analizować – drukowanie ich było jeszcze bardziej obciążające dla tonera. Kindle rozwiązuje ten problem.

    Jednakże nabycie Kindle’a nie zmieniło mojego stosunku do kupowania papierowej beletrystyki – dlaczego? Ponieważ raz kupioną książką zawsze się „dzielę” ze znajomymi tj. kupuję powieść, czytam ją i pożyczam po kolei tak z 5 znajomym, którzy wszyscy ją chętnie przeczytają, a potem o niej porozmawiają. Z wydaniem elektronicznym tego nie zrobię…

    0
  21. suniacz pisze:

    ja kupuję książki i papierowe i ebooki – ale muszę przyznać, że odkąd mam kindla to raczej staram się kupować tylko ładne wydania. a nawet jak mam książkę papierową to i tak zazwyczaj kończy się to tak, że wrzucam ją na czytnik, żeby szybciej przeczytać – niestety papieru nie da się zabrać wszędzie, zwłaszcza ładnych wydań w twardej oprawie (ekhem, Lód). Lubię moją półkę z książkami, ale tak samo ważna jest dla mnie treść, dlatego czytnik jest mi obecnie niezbędny – jak człowiek studiował i mógł posiedzieć pół dnia z książką to nie był problem, teraz liczy się każda chwila którą można poświęcić na czytanie…

    A tak abstrahując od tematu – jak postrzegacie temat audiobooków? ja sporo czasu spędzam w samochodzie i audiobooki praktycznie uratowały mi zdrowie psychiczne – nie stresuję się teraz jak stoję w korku albo muszę pół dnia krążyć po mieście… chociaż pewnie „ortodoksi papierowi” takiego rodzaju czytelnictwa też nie uznają… ;l

    0
    • [wiki] pisze:

      TYLKO CYFRA, ALBUM TO NIE KSIĄŻKA.

      0
      • BrunoJ pisze:

        A ja akurat rozumiem, chociaż mam dokładnie odwrotnie. Audio w zasadzie tylko do podciągania języków. Spędzam mnóstwo czasu w podróży i właśnie reader ratuje mi życie. A wcześniej inne formy czytania elektronicznego (palmy itp).
        Papierowych książek mam tony i ciągle coś dokupuje, ale przenośność readera jest niezastąpiona. Generalnie poza kilkoma naprawdę ładnie wydanymi książkami (z obrazkami) resztę z chęcią wziąłbym elektronicznie.
        A co do kupowania na pokaz to kiedyś kupiłem serie poezji różnej przy wyprzedaży jakiejś księgarni – pełna twórczość Norwida itp. I nie udało mi się wszystkiego przeczytać, niestety.

        0
  22. Justyna pisze:

    Tak, podejrzewam, że autorzy filmiku czytają dużo – inaczej nie powstałby tak dobrze sklejony film, a to, że zachwycają się fizyczną formą książki to co innego. Sama dużo czytam na Kindle’u, bo jest to wygodne, ale jeśli znajdę w księgarni doskonałe wydanie jakiejś książki, np. o nietypowym formacie lub o ciekawych ilustracjach to je kupuję. Nie po to, żeby ładnie wyglądały na półce, a po to, żeby czasem do nich sięgnąć, zwłaszcza, kiedy jestem w domu. Ostatnio w ten sposób upolowałam tomik wierszy i Dzieci z Bullerbyn. :)

    0
  23. Puchal pisze:

    Książki to treść, ich zawartość, przesłanie, i opowieść którą niosą. Książka która jest tylko piękną okładką, i kartkami z kredowego papieru, nie jest książką, ale rekwizytem.

    Książka w czytniku, to właściwie jej esencja. Pozbawiona pięknych okładek, gładkiego papieru, pozwala nam skupić się tylko na tym co najważniejsze.
    Są jednak wyjątki. Niedawno kupiłem synkowi przepiękne wydanie Pinokia. Tak miło trzymać ja w rękach, kiedy czytam ją synowi przed snem, oglądać przepiękne ilustracje.. Ale ponownie, gdyby nie historia krnąbrnego Pajacyka, nie było by w tej książce tyle magii.

    Ja swój haracz już zapłaciłem. U mnie w domu książki są wszędzie. Nigdy ich nie liczyłem. Ale ileś-set tam pewnie będzie. Część z nich pochowane w kartonach, spoczywa na stryszku. Sporo rozdałem u mnie w pracy. Od ponad dwóch czytam na czytniku, i jest mi z tym dobrze… No może czasami kupuję jakąś wyjątkową książkę na papierze…

    I najważniejsze. Według mnie, czytniki nie zabijają książek. One je tylko popularyzują i upowszechniają.

    0
    • slawek pisze:

      Człowiek „składa” się zarówno z ciała jak i z ducha. Obie te części są równie ważne. Obie potrzebują pokarmu. W tym przypadku pokarm dla ducha pozostaje ten sam, ale co z ciałem? Zamiast pełnowartościowego pokarmu w postaci wydrukowanej książki z jej ciężarem, kolorem, zapachem dostaje jakieś elektroniczne czipsy. Co z tego wyniknie? Efekty zamiany fłaje gra z burgundem na cuśburgera z kolą są znane. Jakich „emocjonalnych grubasów” doczekamy się w przyszłych pokoleniach?

      0
      • Shenson pisze:

        To samo, można powiedzieć o wywoływaniu zdjęć. Teraz albumy ze zdjęciami to rzadkość. Większość nowych zdjęć nigdy nie zostaje wywołana, bo wszystko trzymamy w komputerze/chmurze. Z książkami już niedługo będzie to samo.

        0
      • 7oker pisze:

        W moim odczuciu mocno przesadzasz z uwznioślaniem istoty książek papierowych. Książki papierowe różnią się tym od ebooków, że są z papieru, a nie są zapisem elektronicznym, ale ani w jednym ani w nie drugim sposobie przenoszenia danych nie ma ducha, duszy, niesamowitej głębi.
        Zdecydowanie więcej wartości mają treści zawarte w książkach niż w okładkach, papierze z którego są wykonane, inaczej może być tylko wtedy gdy ktoś czyta bardzo słabe książki.
        BTW podzielę się ładnym zdjęciem i ciekawą forma graficzną tekstu…: http://i40.tinypic.com/2qxrm8x.jpg

        A co wyniknie z tego że ebooki stają się coraz popularniejsze? Pewnie odrobinę mniej lasów zostanie wyciętych, a niektórzy uznają że mniej „dusz książkowych” powstanie. Cóż jakbyśmy wszyscy myśleli identycznie to wszelkie dyskusje straciłby sens.

        0
  24. Nikt pisze:

    Ja zastanawiam się, ilu miłośników książek papierowych korzysta z bibliotek. Ja, nawet teraz, mając od blisko roku czytnik, zachodzę do biblioteki. Ale przecież nie po to, by książki tam podziwiać – te biblioteczne ani nie pachną świeżością, ani nie błyszczą, zaczytanie nieraz do dziesiątej potęgi… lubię wśród nich mimo to (a może właśnie dlatego?) buszować i może tego na czytniku brakuje…

    0
    • Joanna pisze:

      No widzisz, a ja czytam dużo, mieszkam nad oddziałem biblioteki miejskiej i prawie nigdy do niej nie wchodzę. Chyba dlatego, że jak po raz dziesiąty nie znalazłam tego, czego szukałam zniechęciłam się. Przez 25 lat życia uzbierałam kilkaset książek, moi rodzice mają kolekcję stojącą w kilku rzędach na półkach i poupychaną po kątach. Kindla mam kilka miesięcy i nawet moja mama jest zachwycona – „te książki się nie kurzą i nie rozpadają po trzykrotnym przeczytaniu!”.
      Za dwa miesiące wyjeżdżam na roczny staż do Paryża. Ile papierowych książek zabrałabym do samolotu? ile zapłaciłabym za przesyłkę do Francji zakupów z polskich księgarni internetowych? Wybór jest prosty.

      0
    • asymon pisze:

      Z biblioteki, korzystam ale:
      – nie zawsze jest to co chcę, ale problem znikł od kiedy jest genialny internetowy katalog dla wszystkich bibliotek na warszawskiej Ochocie.
      – nienawidzę, jak jakaś dobra dusza pozakreśla (długopisem!) istotne (według niej) fragmenty tekstu.

      0
    • Katrin pisze:

      Ja też chodziłam, jak czytałam więcej w papierze;) W pewnym momencie miałam dwóch ulubionych autorów „dla rozerwania” (Ludlum i Cussler) – i moje wizyty w bibliotece były bardzo do przewidzenia – oddawałam po jednej ich książce i pożyczałam po jednej. Szkoda mi kasy na książki, mimo że bardzo je kocham. Dobre książki kupuję, ale takie na jedno przeczytanie wolę pożyczyć. Chyba że znajdę używane za parę złotych, to też kupię. A ponieważ książki się już u mnie na regałach nie mieszczą, to Kindle mnie uratował :D A co do biblioteki, to najbardziej przeszkadzały mi krótkie godziny otwarcia…

      0
  25. mefisto pisze:

    Dla wszystkich którzy wątpią w to czy fajnie jest mieć papierowe książki polecam stronę :

    http://bookshelfporn.com/

    (strona NIE TYLKO dla tych co mają powyżej 18 lat…)

    Enjoy!

    0
  26. Dominik pisze:

    Takie filmiki to próżne argumenty. Od niedawna posiadam kindelka. Czasu na czytanie nie ma niestety z dużo i tak 8 rocznie beletrystyki to max. Reszta to techniczne lub zawodowe w innym sensie. Ciągle na około słyszę że ludzie nie mogliby się przełaczyć na e-book. Mam na to tylko jedna odpowiedź, że gdy książka mnie pochłania to nie ma znaczenia jakie medium czytam, papierowe czy elektroniczne.
    Ile lasów mniej zniknie, mimo recycklingu? Na pewno w skali lat bardzo dużo.
    Czas dostępu do książek pozwala mi przeznaczyć zyskany czas na inne przyjemności. Grzebanie bez celu na półkach aż coś znajdę mnie akurat nie pociąga.
    Jedyne „ale” mam póki co do podręczników gdy musze mieć szybki dostęp do jakiegoś rozdziału, akapitu, fiszki. Pomaga mi to w nauce do jakichś egzaminów, ale zapewne to jeszcze przyzwyczajenie które jest do przełamania prędzej czy później.

    0
    • [wiki] pisze:

      „Takie filmiki to próżne argumenty. ”
      A niby argumentem _na_co_ miałby być ten film?

      Ktoś miał pomysł i zrobił animację. Świetną. I tyle.
      Dorabianie gęby i to mocno na siłę.

      0
    • Karol pisze:

      A ja bez przerwy słyszę jeden argument przeciw czytnikom – „nie lubię czytać na monitorze”… i zaczyna się kolejne tłumaczenie… ;)

      0
  27. slawek pisze:

    W tej warsiawie już wam całkiem palma odbija? Awangarda postępu, pffff….
    Tak bzdurnego wpisu jeszcze tutaj nie było; traktuję go wyłącznie jako prowokację.

    0
  28. Jakby ktoś zaoferował mi wymianę zawartości mego regału na wersje elektroniczne to pewnie większość pozycji bym chętnie od ręki – do niektórych mam sentyment. Kindle (classic i keyboard 3g) kupiłem w wakacje, wrzuciłem nań sam nie wiem ile pozycji i czytam kiedy mam ochotę.

    Na Kindle brakuje mi wygodnego zarządzania zawartością. Brak wyświetlania książek jako okładek powoduje, że to jednak jest narzędzie do czytania treści a nie książek…

    0
  29. Filip pisze:

    Podobnie do kilku osób powyżej kupuję zarówno ebooki, jak książki papierowe.
    Nie uważam jednak, że książki kupuje się wyłącznie dla treści. Książka jest przedmiotem trójwymiarowym, którego zaprojektowanie wymaga sporo czasu i energii. Cały projekt książki oczywiście powinien służyć zawartości, dlatego dobrze zaprojektowane książki swoim układem typograficznym pomagają czytać. Obcowanie z książką to więc nie tylko obcowanie z treścią i autorem, ale również z małym dziełem sztuki typograficznej. Odpowiedni dobór krojów fontów, odpowiedni układ, przemyślany format, projekt okładki – to wszystko może wspomóc odbiór treści.
    Tego brakuje mi, kiedy korzystam z czytnika. Doceniam mobilność Kindle’a, łatwy dostęp do wielu tytułów, elektroniczny atrament i wiele innych funkcji, ale wszystkie ebooki wyglądają na nim praktycznie identycznie. Nie jestem przeciwnikiem ebooków – sam z nich korzystam – ale dostrzegam ich słabości (podobnie, jak dostrzegam słabości papierowych książek).
    Myślę, że z korzystaniem z książek łączy się „niebezpieczeństwo” kupowania wyłącznie dla okładek. Z drugiej jednak strony okładki mają też swój urok i piękno, co też ma znaczenie. Obcowanie z pięknymi przedmiotami też jest ważne :)
    Z korzystaniem z ebooków łączy się inne „niebezpieczeństwo”: kupowania książek na tony (bo a nóż kiedyś przeczytam, bo jest okazja, bo jest za darmo). Niewiele to się różni od kupowania dla okładek, z tą jednak różnicą, że ciężko się chwalić ile to się ma książek na czytniku, choć to też się zdarza :)

    0
  30. niby77 pisze:

    Kiedyś posiadanie czytnika było bardzo alternatywne. Teraz posiadanie prawdziwej książki jest formą buntu wobec przyzwyczajeń większości. To dobrze świadczy o przyszłości ebooków :)

    0
  31. suniacz pisze:

    taka mnie jeszcze naszła refleksja – wydaje mi się że 90% ludzi którzy są „przeciwni” czytnikom i ebookom nigdy nie miała takiego kindla w ręce albo nie mieli chociaż okazji poużywać go przez jakiś okres czasu…

    0
    • Zglanowany pisze:

      sam byłem przeciwnikiem :)
      usłyszałem o nich jakoś na początku 2011 r, przeciwnikiem byłem do lipca, kiedy to moja dziewczyna opisała mi swoje wrażenia. Przestałem być przeciwnikiem w sierpniu, kiedy to dostałem Kindle keyboard na weekend. I jestem gorącym zwolennikiem od połowy września, jak już odebrałem swoją sztuke.

      Niestety ale się złapałem na tym, na czym się łapie większość osób bez wiedzy. Skoro jest to elektroniczne i da się na tym czytać – to jakiś chłam z LCD. Tak właśnie myślałem około 12 miesięcy temu

      0
  32. peter pisze:

    W (wynajętym) mieszkaniu mam tylko 2 ksiązki i kindla. Jakieś 5 lat temu było ich ponad 50ąt. Po zakupie netbooka oddałem większość do biblioteki. Po zakupie już 3ego kindla oddałem niemal wszystkie :)

    Główne zalety kindla dla mnie, to waga. Mało która książka jaką czytałem była lżejsza czy wygodniejsza w używaniu od kindla. A już do szału doprowadzały mnie wersje sklejane, które trzeba było trzymać dwoma ręcyma, żeby się cholerstwo nie zamykało w czasie czytania :)

    A zbieractwo to nawyk niektórych ludzi. Jak i srok. Pozwólmy im być sobą :)

    0
    • slawek pisze:

      Kindel idealnym narzędziem dla ludzi bez własnego miejsca na ziemi. Może to wyjaśnienie tak wielkiego zapału kindlemaniaków. Zawsze można powiedzieć że liczy się treść nie opakowanie, lepiej zdobywać doświadczenia niż dobra i materialne i kolekcjonować wrażenia, nie znaczki ;-)

      0
  33. Plast pisze:

    Ja kolekcjonuję „tylko” wybrane serie/autorów. Aczkolwiek wygodniej czyta mi się na Kindlu. Dlatego często kupuję książkę papierową i ściągam pirata na Kindla. Nie mam wyrzutów sumienia. Uważam, że ebooki powinny być dodawane gratis do wersji papierowych, mp3 do płyt CD, a xvid/mkv do blu-ray’ów. Lub by chociaż były dostępne za niewielką dodatkową opłatą (koszt ich wytworzenia i przechowywania w sieci).

    Drzewa natomiast oszczędzam w przypadku autorów/książek, które chcę przeczytać, ale niekoniecznie muszę mieć na półce, szczególnie jeśli mogę na tym oszczędzić pieniądze. Niestety to ostatnie jest trudne w polskich realiach, dlatego na chwilę obecną dotyczy niemal wyłącznie autorów z domeny publicznej, np. nie muszę mieć Sienkiewicza na półce, ale chętnie poczytam Trylogię.

    0
  34. Urs pisze:

    Mam Kindle i uwielbiam go. Dla mnie to nowa jakość czytania, ale cały czas męczą mnie dwie rzeczy:
    1. Brak możliwości pożyczenia książki, którą kupiłem najbliższym znajomym.
    2. Brak możliwości po prostu sprezentowania komuś używanej książki. Mam przeczytałem, nie jest mi już potrzebna. Przekazuję komuś z rodziny.

    0
  35. Zglanowany pisze:

    Ja napiszę prawdę. Nigdy nie liczyłem książek, które mam w domu, ale jest ich kilka setek. Są wszędzie. Ustawione na regale, w komodach, w pudle na pościel, we wszelakich półkach. Nie wiem ile książek kupiłem w swoim krótkim życiu, a ile dostałem, uratowałem, czy po prosty zabrałem :), ale troche tego było. Kindla kupiłem głównie ze względu na książki dostępne przez Amazona (klasyka za darmo i bardzo dobre promocje). Kupując Kindla nie wiedziałem, że książki da się przerabiać. Teraz je piratuje. Nie jestem z tego dumny, ale co zrobić. Książki są za drogie. Kupuję książki na które po prostu choruje (kolekcja Pratchett’a już prawie w komplecie), ale są takie, na które mnie po prostu nie będzie stać. Jaka to jest logika? „Hitler” napisany przez Ian’a Kershaw’a został wydany w dwóch tomach (jeden jakieś 800 stron, drugi coś ponad 1200). Na Amazonie kosztuja po 19$ (kindle edition). W Polsce ma 3 wielkie, nieporęczne tomy, z których każdy kosztuje ponad 80 zł. Gdzie tu logika?
    Niestety, ale nie zamierzam płacić za książkę, której główną funkcją jest wygląd i wielki format. Kindle jest aktualnie moim narzędziem do piratowania książek. Nie jestem z tego dumny, ale mam nadzieję, że kiedyś to sie zmieni i więcej tytułów będzie udostępnianie w wersji elektronicznej. Żebym zbydował teraz swoją bibliotekę niestety, ale musze piratować.
    A co do przydładu Lenina, to sam byc z chęcia przygarnął 54 tom „Dzieł Wszystkich”, bo tylko tego jeszcze nie przeczytałem :)

    0
    • Zglanowany pisze:

      nie dopisałem najważniejszego :)

      pomimo piratowania książek w formie elektronicznej, cały czas wyszukuje odpowiedników papierowych, ale zdecydowanie poza księgarniami – antykwariaty, bazary ze starociami, czy nawet alledrogo. Ostatnio nawet udało się znaleźć coś ciekawego u menelików, którzy stoją na al. Jerozolimskich i w okolicach UW. Co jak co, ale nie ma to jak stare wydania książek. Nowe nie maja „tego czegoś”

      0
      • Krótko mówiąc: jesteś zwykłym, ograniczonym umysłowo złodziejem.

        0
        • Zglanowany pisze:

          Skoro tak twierdzisz. Ale spoko, jeśli tylko dasz mi linki do „II Wojny Światowej” Winstona Churchilla, czy „Archipelagu GUŁag, autorstwa Sołżenicyna, to osobiście skasuje wszelkie nielegalne kopie jakie posiadam. Nie zapomnijmy o niedostępnej u nas literaturze fachowej. Książki które kupiłem przez Amazona (nie pisze tutaj o darmowych), przeważają ilościowo te, które ukradłe.
          Jestem myślącym złodziejem, bo nie ściagam wszystkiego co popadnie, tylko książki, które mnie interesują, ale nie są dostępne w naszym kraju w wersji elektronicznej (czasami nawet o wersje papierową jest trudno)

          0
          • Jak cię na coś nie stać, albo coś jest niedostępne, to po prostu wypada się obejść bez tego. Twoje usprawiedliwienia złodziejstwa są na poziomie przedszkolaka.

            0
            • Zglanowany pisze:

              Idąc za Twoim argumentem mam obejść się bez książek :)

              Ok, sprzedam Kindla, założe dres i zamiast intelektualnego hobby, wspieranego kradzieżą, zaczne, ot tak z nudów chlać piwko na ulicy :)
              Niestety, ale piszę tutaj w imieniu WIĘKSZOŚCI użytkowników Kindla i podobnych czytników, tylko nikt się nie przyzna że kradnie. Sam nie wiem czemu.
              Jak to się zaczeło po kupnie Kindla chciałem kupić ww. książki, ale nawet nie wiedziałem gdzie tego szukać. Na jednym z portali poprosiłem o pomoc. W swoim profilu miałem maila, na którego dostałem gotowce, niepoprawnie przerobione z PDF. Więc o czym my tu rozmawiamy? :)
              Jak dla mnie takie urządzenia jak Kindle nie spowoduja wielkiego piractwa, bo niektórzy złodzieje, nie kradną na potęgę.

              Swoją drogą proponuję abyś zdanie „Jak cię na coś nie stać, albo coś jest niedostępne, to po prostu wypada się obejść bez tego” powiedział jakiemuś biednemu studentowi, który stoi i masowo kseruje podreczniki :)

              0
              • Jesteś przynajmniej szczery, w przeciwieństwie do większości hipokrytów, którzy tu się nagminnie udzielają. Doceniam to. Ale daruję sobie dyskusję, bo tak z hipokrytami, jak i ze złodziejami mi nie po drodze.
                Artur

                0
              • Zglanowany pisze:

                Myślę, że na takim etapie możemy dyskusję zakończyć :)
                Ty twierdzisz, że jestem przedszkolakiem, który dodatkowo jest ograniczonym umysłowo złodziejem. Ja się zgadzam tylko z elementem złodziejstwa, ale żadna ze stron drugiej niestety nie przekona :)

                0
              • sdvcasdv pisze:

                bo jestes zlodziejem

                jak nie ma w polsce bugatti to nie znaczy je kradne niemcowi a chce miec

                twoja logika opiera sie na tym ze jak cos jest do 30zl i ma papier to mozna ukrasc, no moze poza maslem.

                0
              • Shenson pisze:

                Tyle, że jak kradniesz Niemcowi to Bugatti to wtedy ty je masz a on nie. W przypadków ebooków ściągasz kopię, więc tak naprawdę nikomu nic nie zabierasz. Do tego mówimy o polskich wydaniach książek, które oficjalnie w ogóle nie istnieją, a nie istnieją, ale nie w Polsce.

                0
            • Plast pisze:

              Co konkretnie komu Zglanowany ukradł? Ściągnął sobie coś co nigdzie nie jest dostępne do kupna. Autor nic nie stracił, bo dzieła nie sprzedaje. Wydawca nic nie stracił, bo dzieła nie sprzedaje. Artur Boratczuk też nic nie stracił, bo nikt mu dzieła z domu nie ukradł. Zatem oskarżanie kogoś o kradzież w tej sytuacji jest poniżej zarzucanego poziomu przedszkolaka i ociera się o pomowienie.

              A co najśmieszniejsze – obowiązująca w Polsce ustawa zezwala na takie ściąganie z przywołanego choćby chomika. Jest to legalne i niekaralne. Temat był wielokrotnie wałkowany i nie ma sensu go ponawiać w kolejnych flejmwojnach. Do czasu zmiany ustawy trzeba przełknąć gorzką pigułkę i przyjąć prawo jakim jest.

              0
              • Zglanowany pisze:

                z góry przepraszam za to, co tutaj napiszę. Taki chamski z mojej strony offtop :)

                Jestem ciekaw, czy wszystkie osoby, które użyły w stronę mojej osoby określenia złodziej, znają komendę dir /p. Jeśli nie to chciałbym, aby jej użyły w linii komend :)
                poszukamy pirackich mp3, czy nielegalnego oprogramowania :)
                już nie zabieram głosu w tym temacie :)

                ps.
                Nie spodziewałem się, że portal o Kindlu/czytnikach/e-bookach może sprawić człowiekowi tyle radości :)

                0
        • trud pisze:

          Ty to biedaku pewnie spać spokojnie nie możesz. W koło tylu czyha piratów na Twoje ksiązki. I te wszystkie „matołki”, co to łażą do biblioteki i pożyczają i tak za darmo pożyczają i pewnie czytają. I łażą i łażą i czytają. Nic nie płacą. Filmy pożyczają i muzykę pożyczają. Powinni tego zabronić.
          Jakoś nie widzę sensu pisania o piractwie książek dopóki nie mamy do czynienia z nielegalnym drukiem. Kopia elektroniczna nie jest kopią trwałą. Ma taką sama wartość jak książka wypożyczona. W zasadzie to jak dla mnie sprzedawanie kopi elektronicznych jest jednym wielkim oszustwem i bandytyzmem. Dotyczy to również mp3.

          0
  36. Nie chce mi się jakoś odnosić do postawionego w artykule problemu, bo wydaje się rzeczywiście sztuczny. Równie dobrze można sierdzić się nad problemem: czy lepsze są kwiaty sztuczne z plastiku czy doniczkowe, które trzeba podlewać? Jedni wolą takie, inni owakie. Ich sprawa. Ogólnie nie sądzę, aby e-booki zniknęły, jak też nie sądzę, aby zdominowały pojęcie książki. Książka, wbrew temu, co napisał Robert, to nie tylko treść. Ale nie będę dywagował. Korzystam z okazji i polecam książkę Umberto Eco „Nie myśl, że książki znikną”. Naprawdę warta lektury, porusza sprawy e-booków i klasycznych książek. Dostępna jest u nas i na papierze i w wersji elektronicznej. Ja sam wybrałem papier, choć droższy i czekałem parę dni na dostawę. Jakoś mi to nie przeszkadza.
    Artur
    PS. Nie odmówię sobie jednak odrobiny uszczypliwości:
    @: „Część ludzi kupowała bilet, wbiegała do środka i chwytała … te książki, które wyglądały najładniej. Najlepiej całe serie wydawnicze. Czy to powieści współczesne, czy Lenin – nie robiło różnicy.”

    To mniej więcej jak te matołki, które usprawiedliwiają piractwo tym, że ściągają z chomika jak leci i wcale nie czytają, a nawet nie wiedzą, co dokładnie mają na dysku:))

    0
    • Shenson pisze:

      Przykro, aż się Ciebie czyta. Nazywasz Zglanowanego hipokrytą, a sam przytoczyłeś książkę, która nie jest w Polsce dostępna na Kindle w formacie mobi. Twoim zdaniem teraz jako prawy obywatel powinienem kupić epub i go przerobić (łamiąc prawa autorskie) czy ściągnąć z chomika całkowicie legalnie (w świetle naszego prawa)?

      0
  37. Szkoda, że nie można subskrybować nowych komentarzy bez wpisywania własnego;)
    Pozdrawiam wszystkich miłośników książek – zarówno papierowych, jak i elektronicznych. Najważniejsza jest ich treść, a nie zapach czy szelest. Nie obchodzi mnie, w jaki sposób ktoś książkę przeczytał. Ważne, co o niej myśli. Obie formy czytania będą sobie egzystowały obok siebie. Ja stawiam na wygodę, bom wygodna. Ktoś woli sentymentalne trzymanie papieru w ręku. Jeden lubi ogórki, drugi ogrodnika córki.
    Natomiast wytykanie czyjegoś poglądu jako błędny – to już zupełnie inny temat do dyskusji.

    0
  38. alex pisze:

    Raz w życiu kupiłem książkę dla wyglądu – mój młody jako lekturę wybrał sobie „Cyberiadę” Lema … w chwili kiedy zobaczyłem nowe wydanie, pognałem do antykwariatu i z rozkoszą (tak ! rozkoszą ! :-) ) położyłem łapkę na starym, twardym wydaniu ….
    W domu mam pewnie z 500 – 600 książek, mam też kindla – bo nie jestem w stanie tachać tego wszystkiego ze sobą na wakacje ….

    0
  39. Rastula pisze:

    roznica miedzy ebookiem a ksiazka pzpierowa jest taka sama jak miedzy jedzeniem w fastfooodzie a kolacja w dobrej restauracji. I tu, i tm sie najesz , ale rzecz w otoczcde w delikatnych kwestiach smaku. i wlasnie nie o tresci chodzi ale o pewne rytualy, najczesciej wyniesione z domu,z ksiazka zwiazane. mozg inaczej operuje w zetknieciu z ksiazka niz przy ekranie komputera. czytniki nieco zmniejszyly ten dystans, ale to wciaz inny rodzaj percepcji. tak, wyciaganie i ukladanie ksiazek na polkach,kartkowanie, i otaczanie sie ksiazkami jest fetyszem,le jednym z istotniejszych dla naszej kultury i z caslym szacunkiem dla wiedzy i praktycznosci niektorych z dyskutantow nie zrozumie tej pasji ktos kto ma nawet kilkaset ksiazek o informatyce czy marketingu :-). pisze oczywiscie z kindla w podrozy zamiast czytac – czy to ta przewaga czytnika? bibliofilstwa jak kazdego hobby nie rozpatruje sie w kategoriach racjonalnych .

    0
    • Jarek pisze:

      Tołstoj to wykwintne danie, fast-food to Brown. Obaj pozostają tacy i w druku, i na czytniku. Poszukaj lepszego porównania.

      0
      • asymon pisze:

        Słusznie prawisz. Osobom twierdzących że „Kod Leonarda” jest dobrą książką, zawsze polecam „Wahadło Foulcault”. Danie niby podobne, a sposób przyrządzenia drastycznie inny.

        Niestety nie ma ebooka, ale biorąc pod uwagę że „Cmentarz w Pradze” okupuje szczyty bestsellerów, nie tracę nadziei…

        0
    • Katrin pisze:

      „mozg inaczej operuje w zetknieciu z ksiazka niz przy ekranie komputera” – a masz jakieś badania?

      0
  40. LordRuthven pisze:

    Dzieckiem będąc chodziłem do biblioteki, brałem książki do rąk i wąchałem (serio) – jeśli czułem od niej starość, uznawałem, że musi być fajna. W ten sposób znalazłem „Wyspę skarbów”, w ten sposób znalazłem Verne’a… Jeżeli zaczynamy dyskusję o radości z książek, to nie spinajmy się zbytnio. Każdy do tego podchodzi inaczej – sam kupuję książki, układam na półkach, podziwiam. Co prawda robię to jedynie z ładnymi wydaniami lub tytułami, które (moim zdaniem) nic nie stracą na wartości. Bierze to się chyba bardziej z braku kasy – gdybym miał jej więcej, kupowałby więcej książek, więcej układałbym na półkach i mniej korzystałbym z biblioteki publicznej. Ale przecież kilka (powiedzmy) lat temu uważałem, że jeśli czegoś nie mam na papierze, to nigdzie tego nie mam – teraz najważniejsze rzeczy (dokumenty, zdjęcia) przechowuję tylko na komputerze. Z książkami będzie pewnie podobnie.
    Wyobraźcie sobie, że ktoś proponuje Wam zakup wina w „torebce” (takiej samej w jakich sprzedawane są np. jogurty do picia w dużych ilościach). Niech to będzie to samo wino, które w butelce kosztuje 150 zł – w torebce dostaniecie je za 120 zł. Kto kupi? Wszak liczy się „treść”, czyli smak i aromat. A jednak większość chyba nie kupi. Ktoś lubi cieszyć się widokiem butelki na stojaku, ktoś inny zbiera korki, etykiety… Z książkami podobnie.

    0
    • Katrin pisze:

      I tu się mylisz. Wino w torebce straci smak i aromat od tej torebki. Dobre trunki przechowuje się tylko w naturalnych opakowaniach – szkle, drewnie, ceramice… Zresztą ja przywiozłam jakiś czas temu cudowne domowe wino w plastikowej litrowej butelce po koli. I nadal uważam, że to najlepsze wino, jakie do tej pory piłam (oczywiście po przylocie od razu go przelałam w szkło, żeby się mu smak nie zepsuł ;)).

      0
  41. Caton pisze:

    Znajoma Doktor opowiadziała mi kiedyś anegdotkę:
    młody człowiek wszedł do księgarni „Prusa” na Krakowskim w Warszawie. Stanął przy półce z ładnym wydaniem klasyki, odmierzył odpowiednią odległość centymetrem krawieckim po czym powiedział „proszę odtąd, dotąd”.
    Kiedy wynaleziono druk też ludzie biadolili, że to już nie to, a książka przepisywana ręcznie benedyktyńską pracą będzie zawsze lepsza.

    0
  42. Michal pisze:

    Po pierwsze, filmik dotyczy nie mieszkania prywatnego, ale księgarni. Właściciele/sprzedawcy zaczęli przestawiać w swej księgarni książki na różne sposoby, a w końcu wszystko to nagrali. Nie trzeba być specjalnie inteligentnym, żeby do tego dojść, tak głosi opis filmiku na YT. W związku z tym, p. Robert Drózd pisząc ten artykuł wyszedł z błędnej tezy, co podchwyciła część komentujących. Ci ludzie (autorzy folmu na TY) pracują wśród książek i dobrze, że chcą robić to w ciekawy sposób. Nie ma tu przecież mowy o jakimś chorym osobniku przestawiającym książki w swoim domu wedle koloru czy wielkości. Po drugie, pisanie, że lepszy czytnik niż książka papierowa nie różni się niczym (w kwestii formalnej), niż pisanie że lepszy papier niż czytnik. Jedno i drugie jest doktrynerstwem. Liczy się bowiem treść książki i dobry do niej dostęp. Ja sam mam czytnik i korzystam z niego regularnie, ale tak samo kupuję czasem papierowe książki. Robię tak, ponieważ a) części książek nie ma na Kindla, b) mój Kindle jest za mały do części tutułów, gdzie trzeba mieć czytelny ogląd dużych partii tekstu. c) Kindle nie oferuje koloru, w przeciwieństwie do „zwykłych” papierowych wydawnictw. Widać to zwłaszcza w przypadku albumów i książek z dużą ilością zdjęć i rysunków. Tu Kindle leży i kwiczy, bo nie ma nic do zaoferowania. Nie będźmy więc snobami czytników, tak jak nie warto być snobem papierowych książek, tylko ze względu na sposob prezentacji treści. Kto co lubi, to niech z tego korzysta i tak jest okej.

    0
  43. Caton pisze:

    Rastula
    jakość jedzenia w restauracji a w fast foodzie jest olbrzymia. W książkach liczy się treść.
    Lepszym porównaniem byłoby czy chcesz zjeść posiłek przy elegancko tradycyjnie nakrytym stole, zachowując wszelkie, dziś nieco zapomniane, rytuały świata savoir-vivre czy też wolisz zjeść w nowocześnie wystrojonym pokoju.
    Ale posiłek wciąż byłby ten sam.
    Jak wynaleziono pismo to ludzie narzekali (por. choćby Fajdrosa Platona), jak wynaleziono druk to ludzie narzekali, jak wprowadzono paperbacki to też ludzie narzekali (np. Tolkien nie chciał wydać Władcy Pierścieni w Stanach w wydaniu penguinowym, fan-wydawca dokonał tego wbrew autorowi stosując sztuczki prawne — od wydania Tolkiena w Stanach zaczęła się dopiero fala jego popularności i docenienie na całym świecie).
    Ludzie lubią narzekać. Dla mnie mój kindle 4 jest dużo bardziej elegancki, niż większość wydawanych klasycznie książek. A grubych tomiszczy oprawianych w skóry większość czytających ten wątek pewnie w życiu nie widziała (a jak widziała to właśnie przelotem — w muzeum czy bibliotece starych druków). Kiedyś twierdzono, że książka tylko tak wygląda elegancko.

    0
    • rastula pisze:

      kindel 4 – czyli „nowy w temacie” :)

      jak troche się otrzaskasz w e – bookmi ( które sa świetne moim zdaniem i w który to sposób przyswajam ok. 60% lektur obecnie ) to zatęsknisz za papierem w ręce

      restauracja vs fast food oczywiście jest przykładem celowo przerysowanym, jesli chodzi o tekst przynajmniej – ale jeśli mówimy o książce ilustrowanej to już nie tak bardzo…

      a tak serio , to dla mnie opozycji w tych dwóch mediach nie ma

      oba sa świetne i oba oferują specyficzne, niepowtarzalne wartości…

      0
      • Caton pisze:

        Jeśli ilustracje są kolorowe to tak.
        Jeśli czarno-białe — to tylko różnica w rozdzielczości.
        Wilde’a z rycinami Beardsleya czytało mi się na kindle’u wcale nieźle :).
        Dla mnie też opozycji nie ma a problem jest wydumany ;p.

        0
      • BrunoJ pisze:

        Chyba upraszczasz z tym ‚nowym’. Ja też jestem nowy, mam czytnik od tygodnia. Nie wiem jak tacy weterani jak ty, ale książki w formie elektronicznej czytam od ponad lat 10 j (pomińmy milczeniem gdzie „kupowałem” książki). Wystarczał mi do tego cz-b palm z badziewnym ekranem LCD niskiej rozdzielczości, którego jedyną zaletą była możliwość wyłączenia podświetlenia (która niestety znikła była w raz z pojawieniem się kolorowych ekranów wyższej rozdzielczości). Już wtedy nie tęskniłem za papierowymi książkami. I teraz nie będę tym bardziej.

        Swoją drogą to dyskutując na temat czytników i cen ebooków – podnoszony jest argument że ebook taniej itp. Ale jakoś nikt chyba nie pokusił się wyliczyć po jakim czasie możemy mówić że czytamy taniej niż papier. Bo mi na razie (tydzień używania i zakupione za pieniądze 3 pozycje) wychodzi coś 200PLN za książkę , np wspominany tutaj wielokrotnie Cmentarz w Pradze. Czyli ebook jest …. drogi i bede musial kupic ich 1000 żeby mi się uśredniło. Oczywiście spłyciłem, mam jeszcze kilkadziesiąt darmochy. Ale jak to z darmochą – przeczytam kiedyś poźniej. Na razie liczę książki które kupiłem świadomie i które przeczytam na pewno w najbliższym czasie.

        0
        • Darek pisze:

          A kto mówi, że ma się zwrócić i ostatecznie wychodzi taniej? Czytnik ma też wiele plusów, ma również wady, ale to każdy sam wybiera, co woli. Jeśli dodatkowo zakup się zwróci, to w ogóle super. Póki co jednak wiadomo, że czytniki są dosyć drogie (dużo tańsze, niż kiedyś), nie każdy sobie jeszcze na nie pozwala, jest to trochę gadżet, ale cena spada i to widać po ilości użytkowników.

          0
  44. osu pisze:

    ja mam inne podejście. Wole ebooki bo teoretycznie powinny być tańsze niestety jeszcze nie są i chyba nie będą czasem złapie to co mi się podoba w promocji to biorę. zazwyczaj można znaleźć fragment książki w internecie w formie ebooka co jest lepsze niż fatygowanie się do księgarni szukanie książki i czytanie jej na stojąco. Teoretycznie ratuje drzewa które się masowo wycina. Niby nic ale jednak trochę więcej tlenu dla płuc by było ;). Są wygodniejsze bo nie dźwigam ciężkich książek tylko sam czytnik. Książki papierowe mam zamiar kupować gdy nie znajde te które chce w wersji elektronicznej a jak się pojawią to papierową sprzedam i kupie ebooka. I teraz najważniejsza część papierowe książki będę kupował tylko wtedy kiedy będą wyjątkowe czyli podpisane przez autora na targach książki albo unikatowe i tylko z takich będę tworzył biblioteczkę. Nie mam zamiaru już więcej kupować papierowych bo gdzie to wszystko pomieścić i komu się to chce z kurzu czyścić bo mi nie.

    0
    • @: „Teoretycznie ratuje drzewa które się masowo wycina. Niby nic ale jednak trochę więcej tlenu dla płuc by było”

      Nie rozpłaczcie się jeszcze nad tymi uratowanymi drzewami. Wycinanie drzew to normalny element gospodarki leśnej. Drzewa niewycięte prędzej czy później same umierają, płoną w naturalnych pożarach,usychają lub zjadają je szkodniki. W Polsce wycina się ich tyle, że starcza na meble, książki, opał, płyty MDF i sporo jeszcze idzie na eksport. Wycina się i wycina, a powierzchni zalesionych wciąż przybywa i każdego roku do wycięcia jest więcej niż w poprzednim. Wystarczy przejrzeć statystki i porównać drzewostan oraz produkcję drewna w 1945 roku i obecnie.

      Jakbyście żyli w czasach (nie tak odległych) , gdy papieru nie produkowało się z celulozy drzewnej, ale czerpało choćby z łodyg lnu, to byście płakali nad biednym lnem?
      Artur

      0
      • osu pisze:

        Widzę, że nie załapałeś to akurat napisałem dla żartu dlatego na końcu taką minkę wstawiłem mrugającą.

        0
      • von Klamke pisze:

        Proponowanie jako „danych wejściowych” sytuacji ze zniszczonego wojną kraju z czasami obecnymi jest świetnym przykładem nieudolnego zastosowania dialektyki erystycznej.

        0
        • Ciężko byłoby porównać z krajem sprzed wojny, bo istniał w całkowicie innych granicach, nie wiesz o tym? Lasy, w przeciwieństwie do terenów zurbanizowanych oraz infrastruktury, akurat w trakcie wojny specjalnie nie ucierpiały. Ogólna tendencja wzrostu terenów zalesionych jest widoczna bez żadnego problemu dla każdego, kto potrafi myśleć samodzielnie, a nie słuchać pitolenia o tym, jak to e-technologia robi dobrze naturze.
          Artur

          0
  45. Ach, jak ja uwielbiam takie dyskusje :)
    Wciąż nie mam własnego e-czytnika, ale idę o zakład, że byłbym idealnym odbiorcą elektronicznych książek. Dlaczego? Bo od najwcześniejszego dzieciństwa obcowałem z nimi w innej formie niż na papierze. Ponieważ mam poważną wadę wzroku, wiele książek zamiast przeczytać, przesłuchałem na kasetach. Nawiasem mówiąc, psy się jeszcze w Polsce nie goniły za terminem „audiobook” – określało się je mianem „książka mówiona”. Do dziś gros klasycznych pozycji ze światowej literatury istnieje w mojej pamięci poprzez głosy wybitnych aktorów, którzy je czytali. Kurcze, żebyście wy słyszeli, jak Zbigniew Zapasiewicz interpretował „Ulissesa”!
    Owszem, lubię papierowe książki. Nawet sporo ich mam w domu. Ale właśnie poprzez te doświadczenia z dzieciństwa i młodości nauczyłem się cenić treść znacznie wyżej niż opakowanie.
    Przypuszczam, że kiedy wreszcie sprawię sobie urządzenie do czytania, moje „papierowe” zakupy znacznie się zmniejszą. W ogóle nowoczesne technologie bardzo ułatwiły ludziom takim jak ja dostęp do literatury – począwszy od tych archaicznych już, nieporęcznych kaset na książkach w formacie mp3 kupowanych w Audiotece lub e-bookach, które można wpuścić do syntezatora mowy, kończąc. Dlatego jeśli zdecyduję się na czytnik, funkcja text-to-speach, którą o ile się orientuję, Kindle chyba posiada, będzie dla mnie czynnikiem decydującym.
    A spór o wyższość papieru nad cyfrą i na odwrót rzeczywiście jest jałowy. Jak to rzekł lekarz bohaterowi filmu Zanussiego „Życie jako śmiertelna choroba…” – niech to się potoczy tak, jak chce natura.
    Do tego, kto pytało audiobooki – bardzo, bardzo… cenię i zachęcam. Byle było to dobre wykonanie. Broń Boże słuchowisko lub staroć wciskana w mp3 jako nowość – jak ostatnio „Miecz przeznaczenia” Sapkowskiego. Bo niestety sporo na rynku takiej papki. A i praktyka wypuszczania w wersji audio niepełnej treści książek – np. czytana przez Jerzego Trelę biografia Kapuścińskiego autorstwa Artura Domosławskiego – jest ostatnio dość częstym zjawiskiem.
    A tak w ogóle wszyscy wiedzą, że pomidorowa – koniecznie na wywarze z mięsa, nie z kostek rosołowych, i nigdy, przenigdy z ryżem.
    pzdr

    0
  46. Atria pisze:

    Przyznam, że moje serce jest podzielone pomiędzy Kindle a książki tradycyjne.

    Tak, lubię oglądać pięknie wydane tytuły, dotykać je, przewracać kartki.. pięknie wydany tomik wierszy da mi dużo przyjemności. Tak, chodzi o dotykanie, fizyczny kontakt z lekturą, szelest stron…

    Tak, mam ponad sto książek w domu. Większość to są książki:

    a) kulinarne – które wprost uwielbiam. Przepięknie wydane, jak albumy. Nie zawsze je czytam, czasem tylko dotykam i oglądam

    b) ksiązki z czasów przedkindlowych lub takie których na Kindle nie dostanę. Często klasycy socjologii, książki filozoficzne, historyczne…

    Jestem świadoma, że za kilka lat czegoś takiego jak format Mobi może już nie być. Jeśli mam wybrać jakąś piękną i wartościową książkę, kupię ją w papierowej wersji – tą wersję mogę spokojnie komuś pożyczyć i podarować. Na Kindle nie kupuję książki, ale prawo dostępu do cyfrowej wersji i tyle.

    Z drugiej strony czytam mnóśtwo na Kindle, zwłaszcza lektur „na jeden raz” – ostatnio zamawiałam Pratchetta – to świetne urządzenie do takich lektur. Zwłaszcza, jeśli masz małe mieszkanko: a tak, szybko, bezboleśnie i ekologicznie!

    Więc w tej debacie:

    TAK jestem za książkami papierowymi
    TAK jestem za Kindle.

    Dziękuję za uwagę:)

    0
  47. Tomek B. pisze:

    Papierowych książek mam 1000+. Dawno nie liczyłem i liczyć nie będę. dobre D0bre 500 rozdałem do bibliotek i sprzedałem w antykwariatach ( więcej rozdałem :-). I uwielbiam dobre, wydane na świetnym papierze książki. I żadnej z nich nie kupiłem, by szpanować przed znajomymi. Tyle, że mam normalny dom, dzieci i nie mam gdzie kolejnych książek umieszczać (choć i tak przybywają :-). Dlatego uwielbiam komfort noszenia ze sobą dziesiątków książek, które nic nie ważą – właśnie ponownie czytam Trylogię -( kto jest w stanie ją ze sobą nosić) i dają opcję sięgnięcia do potrzebnego cytatu w mgnieniu oka. Cóż, przewaga idei nad zdrowym rozsądkiem wiecznie żywa :-(

    0
  48. Krzysztof pisze:

    tak jak ten komentarz z YT jest niesprawiedliwy, tak też i ta notka taką jest. Niestety.
    Kindla jeszcze nie mam, ale cały czas noszę się z zamiarem zakupu.
    Papier jednak ma swoją magię, ma swój zapach, fakturę i dźwięk. Trudno mi z tego zrezygnować. I oczywiście – ponadto jest częścią wystroju wnętrza. Jeśli ktoś jednak kupuje je tylko, aby pełniły rolę ozdoby – współczuję. Lecz nie znam takich osób – serio. Każdą książkę, którą kupiłem – przeczytałem. Kupuję na bieżąco, rzadko wypożyczam. Nie widzę nic złego w fakcie, że książka prócz treści ma także wartość estetyczną (nawet jeśli nadgryzł ją ząb czasu i niektóre kartki są luźne a grzbiet sfatygowany).
    Podobnie zresztą z filmami – kolekcja dvd to coś co szanuję. Ponadto i zbiór książek i dvd daje obraz osoby, która nas gości. Dlatego często pytam czy mogę przyjrzeć się regałowi z książkami czy filmami, muzyką. Pokaż mi co czytasz, oglądasz, czego słuchasz a powiem ci kim jesteś ;)
    O korzyściach kindla nie muszę pisać, bo tu każdy je zna ;)
    Dlatego wiem, że nawet jak już Kindel znajdzie miejsce na moim biurku, to i tak nie zrezygnuję całkowicie z papieru. Bo są arcydzieła literatury, które po prostu zasługuję na swoje miejsce w mojej biblioteczce :)

    pozdrawiam

    0
  49. Patrycja pisze:

    Pamiętam takie czasy kiedy mojąmame , mimo że sama wychowywała dwójkę dzieci stać było co miesiąc na to, żeby kupić książki dla siebie i dla nas . Oprócz tego była stałym gościem zakładowej i osiedlowej biblioteki :-) Był taki moment w moim dorosłym życiu, kiedy nie stać mnie było na to, żeby kupić sobie upragnioną książkę. Jak już to zrobiłam to czciłam, głaskałam , bałam się czytać w łóżku , żeby nie zniszczyć (niestety zużywam książki podczas czytania, z tego teżpowodu nie lubiłam ich pożyczać). Dojeżdżam do pracy dwie godziny dziennie ( co prawda jako pasażer ) niemniej zimą ciężko jest czytać książkę w samochodzie – po prostu nic nie widać . Odkąd dostałam Kundelka od męza w prezencie czytam i w drodze do pracy, z pracy, w łóżku – a przede wszystkim czytam więcej – bo mnie na to stać bardziej niż na papierową wersję – a już na pewno nie żal mi kasy na wersję w języku angielskim więc widzę same plusy . Pozdrawiam !

    0
  50. warp pisze:

    Ogolnie wole kindla ale uwielbiam ksiazki papierowe zwlaszcza ze specjalnej szafki na ksiazki w moim gminnym domu kultury. Mozna tam odlozyc ksiazki ktorych nie potrzebujemy i zabrac zostawione przez innych. Jest to rewelacyjna sprawa bo sa tam ksiazki ktorych nie mozna juz kupic ani w formie elektroniczej ani papierowej. Jednym z plusow wersji papierowej (lektury) nad ebookiem jest szukanie fragmentow w ksiazce. Jest szybsze i wygodniejsze poniewaz na kindlu w opcji wyszukania nie ma polskich znakow.

    0
  51. lager pisze:

    „Jeśli ktoś ma więcej niż 100 książek i choć jednej nie kupił dlatego, że ładnie będzie wyglądała na półce – to gratuluję samozaparcia. Jasne, wymyślamy inne powody, dla których kupujemy książki, ale to też jest gdzieś w podświadomości. Mam w domu trochę książek, które mogą podziwiać goście, a które są dla mnie wyrzutem sumienia, bo nadal ich nie przeczytałem i pewnie nie przeczytam.”

    Szczerze mowiac nie znam nikogo, kto kupowalby ksiazki dla lansu czy zeby ladnie wygladaly na polce. Znam natomiast kilka osob, ktore kupuja dla szpanu kazdy kolejny nowy model Kindla, mimo ze poprzedni dziala bez zarzutow. Ponadto sciagaja na niego tony ksiazek, ktorych w zyciu nie przeczytaja, ale jak jest za darmo, to trzeba miec (moi znajomi czytaja kazda ksiazke, ktora kupia). Znam ludzi, dla ktorych Kindle Touch to duzo wiekszy szpan niz Proust w skorzanej oprawie na polce.
    Na kazda sytuacje mozna spojrzec z innej perspektywy. Ja Kindla nie mam, ale bardzo chce miec, bo polowe roku spedzam w podrozach. Ale zarzuty, ze czytelnicy ksiazek papierowych robia to dla lansu czy szpanu, mozna tak samo odniesc do czytelnikow ebook readerow. Niezbyt rozumiem przeslanie tego wpisu (juz tytul jest sugerujacy, ze tworcy filmu robia cos zle, bo radosc ksiazek powinna wygladac inaczej – pozwolmy, zeby kazdy czytal w jakiej formie chce, jednego bawi ustawianie ksiazek wg koloru okladki, innego zdejmowanie DRM czy tworzenie kolekcji).

    0
  52. Tytus Wojna Wojnowski pisze:

    Książki są do czytania. Dla tych co uważają że książki są do patrzenia mozna zakupić ładne tanie atrapy takie jak w ikea. Książki wszelakie również e-booki. Mam jakieś 2 – 2,5 tys głównie antykwarycznych pozycji bo nowe kosztuję tyle że szkoda gadać zbiory jeszcze moich dziadków. Ale KINDLA nic nie przebije.

    0
  53. Kamionka pisze:

    O wartości książek nie stanowią ich okładki tylko to, co się mieści między nimi. To na jakim nośniku będziemy konsumować twórczość autorów, jest IMHO rzeczą wtórną. Nie liczy się na czym, liczy się co i jak zostało napisane/wydrukowane itp.
    Przynajmniej jeśli chodzi o tradycyjne książki, bo jeśli chodzi o komiksy to już nie jestem taki liberalny. :)
    A czytnik nabyłem bo zwyczajnie zaczęło mi brakować miejsca na książki i od kilku miesięcy zamieniam swoje „papierowe” zbiory na elektroniczne z dużą korzyścią dla otoczenia :)

    0
  54. Geko pisze:

    Myślę, że spór od dawna tkwi w martwym punkcie i nie ma sensu go toczyć. Ja na razie swojego Kindle’a nie mam, ale nie powiem, przymierzam się (będzie ten Amazon w Polsce niedługo, czy nie?) Oczywiście zalety jakie widzę są natury fizycznej – wielkość książek, konieczność posiadania miejsca na ich przechowywanie i kwestie dotyczące wożenia ich ze sobą. Widziałem niedawno Kindle’a u znajomych i e-papier wygląda naprawdę fajnie, samo urządzenie bardzo zgrabniutkie. Mam tylko jedną wątpliwość – pierwsze wrażenie, że ekran 6 cali jest dosyć mały i mieści się na nim mało treści (jakbym miał z pół strony niedużej książki). Też mieliście tak na początku? To przechodzi?

    0
    • Też się obawiałem (przed zakupem) o zbyt mały ekran, ale w praktyce wydaje mi się idealny. Do trzymania, przenoszenia itd. A jeśli idzie o treść, to najmniejsza czcionka, jaką możesz ustawić na Kindle sprawia, że na ekranie mieści się minimum cała strona z normalnej książki (takie odnoszę wrażenie). Wprawdzie najczęściej czytam używają rozmiaru nr 3, ale to też jest ok dzięki przyciskom z obu stron. Przechodzisz między stronami tak szybko i naturalnie, że później nie chce się trzymać drukowanej książki w ręku, a tym bardziej przewracać w niej stron :)

      0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.