Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Bloodlands czy Skrwawione ziemie? Dylematy czytelnika e-booków

Bloodlands i Skrwawione ziemie

Oryginał, czy tłumaczenie? E-book czy papier? Takie dylematy w przypadku posiadaczy Kindle zdarzają się bardzo często. Bo przecież z zakupem czytnika nie przestawiliśmy się od razu na książki elektroniczne. W zależności od możliwości i potrzeb kupujemy różne wersje.

Decyzja: książka, ale jaka?

Skrwawione ziemie: Europa między Hitlerem i Stalinem, którą napisał Timothy Snyder dotyczy bardzo trudnego tematu: wymordowania 14 milionów ludzi przez imperia niemieckie i radzieckie w latach 30 i 40. Poznajemy z niej historię Europy Środkowej z perspektywy całego regionu, nie tylko pojedynczych krajów. Książka stała się bestsellerem i zbiera doskonałe recenzje. Chwali się jej obiektywizm, oparcie na wielu źródłach, no i odwagę zakwestionowania pewnych mitów, np. na temat Holocaustu.

Temat drugiej wojny światowej mnie interesuje, więc po przeczytaniu obszernego wywiadu z autorem postanowiłem książkę kupić.

Ale jaki mam wybór?

  • Po polsku – Skrwawione ziemie są dostępne wyłącznie jako dość gruba (550 stron) książka papierowa.  W popularnym Merlinie dostaniemy ją za 55 PLN, w KDC czyli księgarni wydawcy za 42 PLN. Taniej na razie się nie da.
  • Po angielsku – Bloodlands dostaniemy w dwóch wersjach:
    • papier z Amazon.com za $17.01 (ok. 45 PLN) albo z Amazon UK za £14.60 (ok 65 PLN). Za parę tygodni ma się pojawić wersja w miękkiej okładce (paperback) za około 30 PLN. Trzeba pamiętać o kosztach wysyłki, przy zakupie jednej książki warto korzystać z takich księgarń jak Book Depository.
    • e-book z Kindle Store kosztuje $9.88 czyli około 27 PLN. (Dopisek z 10 czerwca: niestety już podrożało: $13.66).

Co kupić? Zakładam tu znajomość angielskiego i posiadanie czytnika.

Po angielsku czy po polsku?

Z tym angielskim bywa oczywiście różnie, zainstalowany w Kindle słownik pomaga, ale sprawdzanie co trzeciego słowa mogłoby skutecznie zniechęcić do lektury. Dlatego warto pobrać darmowy fragment, który zawiera i 10% treści pozwala się zorientować, czy dajemy radę.

Mój angielski jest techniczny, nie humanistyczny. Na studiach uczono mnie opisywać trendy na giełdzie, a nie zmiany w przyrodzie i wybory moralne. To determinuje wybór lektur. Powieści wolę po polsku, bo za idiomami często nie nadążam. Ale książka historyczna? Czemu nie?

Po polsku czy angielsku? Czasami decyduje też treść. Powstanie ’44 Normana Daviesa znajdziemy jako Rising ’44 w Kindle Store. Ale z lektury wstępu do polskiego wydania wiemy, że obie wersje językowe mocno się różnią. Davies chciał ułatwić temat anglojęzycznym czytelnikom i zrezygnował na przykład z podawania nazwisk, a niektóre dość dziwnie przerobił, np. Bora Komorowskiego na „Boor”. Polacy, znający jakoś własną historię dostali wersję bez ułatwień. No, ale w przypadku innych książek Daviesa takich ułatwień nie było. Dlaczego więc nie wziąć ebookowej wersji „Wysp”? Tym bardziej że kosztuje około 40 złotych zamiast 70-90 złotych – tyle trzeba zapłacić za polską edycję Znaku.

E-book czy papier?

Jeśli chcę e-booka, muszę się zdecydować na wersję angielską. Polska, jeśli się kiedyś ukaże, to pewnie na platformie Woblink (współpracują ze Znakiem) i zabezpieczona DRM Adobe. Ponieważ zdejmując DRM zostanę uznany za pirata, nie chce mi się tam ani kupować, ani czekać na łaskawe udostępnienie.

Jakie pytania na temat książki zadaję sobie przy wyborze wersji?

  • Ile waży i ile ma stron? (Ta ma 550 stron)
  • Czy układ poszczególnych stron jest ważny i sam w sobie wnoszący informację? (Nie, po prostu są kolejne akapity tekstu)
  • Czy ma dużo ilustracji, map, infografik? (Nie)
  • Czy będę ją czytał przy biurku, czy raczej w powrotnym autobusie z pracy? (Wszędzie)
  • Czy będzie mi się chciało ją zabierać ze sobą do plecaka, gdzie i tak za bardzo nie mam miejsca? (Zabieram już Kindle)

Wygrywa wersja elektroniczna. Dlatego to właśnie e-booka Bloodlands kupiłem w Kindle Store. A tak się zaczyna:

Początek Bloodlands

Ale wybór mógłby być inny. Doskonałe podręczniki fotografii autorstwa Michaela Freemana, na przykład „Okiem fotografa”, są dostępne jako anglojęzyczne e-booki. Ale tam już liczy się format, no i zdjęcia, które warto pokontemplować na spokojnie, kładąc kwadratowy album (23x25cm) na biurku. Tu nawet nie myślałem o formie elektronicznej.

Podsumowanie: Książki elektroniczne coraz częściej będą wybierane w pierwszej kolejności. Szczególnie tam, gdzie tak naprawdę papieru nie potrzebujemy. Ale każdy z nas trochę inaczej podchodzi do tematu e-książek. To, jaką postać książki wybierzemy w danym momencie zależy od wielu czynników.

A Wy w jaki sposób wybieracie między papierem i e-bookiem?

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

25 odpowiedzi na „Bloodlands czy Skrwawione ziemie? Dylematy czytelnika e-booków

  1. inkognit pisze:

    dla tych co kupują w uk dodam że wersja na Kindla kosztuje 7,43Ł

    0
  2. T4ng10r pisze:

    Przyznam że problem jakości tłumaczeń jest wciąż aktualny. Jako fan Diuny pamiętam pierwsze tłumaczenia Marszala i późniejsze np. Łozińskiego.
    Także do Pieśni Lodu i Ognia zabieram się w oryginale, by uniknąć takich niespodzianek.

    Kwestia tłumaczenia nazw własnych to już inna sprawa. W Polsce słyszę najczęściej oryginalne imiona różnych postaci publicznych (np. George Bush) choć zdarza się również wersje z polskim odpowiednikiem imienia. Także uważam, że w przykładzie Davis upraszczając nazwy poszedł za bardzo po bandzie – w końcu książka pretendująca do historycznej nie powinna mieć takich ‚uproszczeń’

    0
  3. Joanna pisze:

    Miałam podobny dylemat przy „Grze o tron”, wybrałam e-booka z amazon.com bo:
    -cena!!! 4 tomy na Kindle to ok. 60zł, po polsku najtaniej 160zł(u nas podzielone na więcej tomów),
    -wygoda – trzymanie paperbacka o 800 stronach jest bardzo niewygodne,
    -nie mam miejsca na pólkach, a te książki zajęłyby przynajmniej 40cm,
    -szkoda marnować tyle papieru, bo do beletrystyki prawie nigdy nie wracam po przeczytaniu,
    – mogłam przeczytać spory darmowy fragment i wiedziałam, że książka mnie wciąga oraz „dam radę” językowo(czytanie z przyjemnością, bez męczenia się).
    Czego żałuję?
    -nie pożyczę znajomym tak jak paperbacka,
    -Mama nie przeczyta, bo czyta książki tylko po polsku i francusku,
    -nie mogę czytać z kimś na spółkę kilku tomów(np. ja drugi, ktoś pierwszy etc.),

    0
  4. RobertP pisze:

    Wybrałem podobnie z książką D-Day: The Battle for Normandy Antony’ego Beevor’a
    Poprzednie książki (Berlin, Stalingrad) wyszły po polsku w paperbacku, cena ok. 30 zł
    Ale D-Day już tylko w twardej oprawie za ~67zł, wybrałem Amazon za 13,79$
    Ale nie zrobiłbym tak w przypadku czegoś spoza literatury technicznej, historycznej lub SF, choć to pewnie z czasem (i liczbą przeczytanych po ang. książek) się odmieni.

    0
  5. plankton pisze:

    Jeśli ktoś czyta po angielsku w miarę sprawnie, nawet jeśli musimy się wspierać słownikiem co kilkanaście linijek, to przy kupnie tego rodzaju książki nie powinno być dylematu: czytając na Kindle’u raz że podciągnięcie się z angielskiego, dwa zapłacicie dwa razy mniej, trzy oszczędzicie miejsca na półce.
    Z tego co przeczytałem z próbki książkę się czyta stosunkowo łatwo pod względem językowym, a pod względem literackim wręcz świetnie.
    Można oczywiście rozpatrywać kwestię od strony „patriotycznej” – wydajemy nasze pieniądze w kraju. Ale nie chcę w to wchodzić. Nie wiem, czy to ktoś w ten sposób myśli (przy naszej niższej stopie życia niż na Zachodzie liczy sie głównie rachunek ekonomiczny).

    0
  6. Szymon Adamus pisze:

    Ja wybieram to co wygodniejsze, czyli naogół ebook. Sęk w tym, że kiedy nie rozmawiam ze znajomymi, to pojawiają się argumenty o uczuciu papieru pod dłońmi, zapachu itd. Moim zdaniem totalnie przereklamowane. Jeśli książka jest dobra, to po trzech stronach nawet nie myśli się o tym że się ją czyta. Po prostu chłonie się klimat i świat. Joanna ma rację, 800-stronicowa kniga może pachnieć jak najlepszej klasy papeteria, ale i tak jest niewygodna.

    0
  7. plankton pisze:

    Też mnie nie przekonują argumenty o zapachu papieru, dotyku itd. To może działa na początku, po kupieniu książki. Później niestety tylko zbiera się kurz na grzbietach. Ale muszę przyznać, że jako neoficie ebooków (mam Kindle’a od niedawna i uważam, że to świetny wynalazek) brakuje mi w nich dobrej jakości okładek: bo to co jest teraz, to tylko marna czarno-biała kopia tego co w realu. Okładka może cieszyć oko przez długi czas, jeśli jest fajna. No cóż, jak na razie trzeba poczekać na kolorowy wyświetlacz – choć myślę że to nieprędko nastąpi.

    0
  8. Massurro pisze:

    Ja to dziwny jestem, bo kończę z obiema wersjami (na 18 tytułów na moim Kindle, tylko jeden mam wyłącznie w postaci e-książki). E-książka ze względu na wygodę (szczególnie historyczne cegłówki), a papier żeby zaspokoić moje bibliofilskie zachciewajki. No i najczęściej bywa tak, że na czytnik ładuję „pirackiego” PDFa (najczęściej skan, a nie profesjonalnie przygotowany PDF/e-book), mając na półce papierowego „legala”. Co jak co, ale tak hojny żeby płacić za dwie wersje to nie jestem ;)

    Co do dostępności – to zwykle lekko ponad połowę tytułów udaje mi się mieć w wersji e-książki, pozostałe tylko papier.

    Mając do wyboru angielski oryginał vs. polskie tłumaczenie w większości decyduję się na oryginał (ale tylko jeśli angielski to rzeczywiście oryginalny język, a nie język tłumaczenia) i tu ujawnia się wielka przewaga „legalnych” .mobi nad „pirackimi” PDFami – słownik „na podświetleniu”.

    0
  9. plankton pisze:

    Powinienem dodać, że mam Kindle’a także dzięki tej stronie, z której wiele się o tym urządzeniu dowiedziałem i nadal się dowiaduję wiele rzeczy (ostatnio opanowuję temat konwersji formatów, spisów treści – na razie wychodzi mi ze zmiennym szczęściem nie wiem od czego zależy mój sukces albo porażka). Tak więc dzięki wielkie!

    0
    • plankton pisze:

      A i mam nadzieję Robercie, że firma Amazon doceni kiedyś twoje wysiłki na rzecz popularyzacji ich czytnika w Polsce. :-)

      0
      • t3d pisze:

        Przecież do każdego linka na tej stronie masz dolepiony kod, który właśnie służy temu, żeby Amazon się odwdzięczał. Każdy kindle kupiony z linka na tej stronie to $8 dla autora :) Za ebooki też jest dola :)

        0
      • Robert Drózd pisze:

        No, nie obrażę się, jak kiedyś Amazon wejdzie do Polski i zaproponuje mi stanowisko CKE czyli Chief Kindle Evangelist. ;-) Z tym, że pamiętając moje przejścia z domeną, mogą też postąpić całkowicie odwrotnie.

        0
  10. mamut9 pisze:

    a ja np. ucząc się angielskiego wybieram e-booka i audiobooka z Audible.com – na Kindelku czytam jeśli mogę , a w samochodzie słucham tej samej pozycji praktycznie równolegle-mój dojazd i powrót z pracy to dziennie ok. 1-2 godzin.

    0
  11. plankton pisze:

    do mamut9: płacisz w Audible miesięczny abonament? Czy też można kupować audiobooki bez zapisywania się do klubu Audible?

    0
  12. plankton pisze:

    Sorry za pytanie nie na temat, za karę sam sobie odpowiem: ten abonament (15$ po 3 miesiącach, pierwsze 3 to ok. 7$) daje prawdo do 1 darmowego audiobooka miesięcznie (1 credit = 1 audiobook), oraz sporych (ponad 50-procentowych) zniżek na inne audiobooki.

    0
    • Joanna pisze:

      Kiedy kupowałam odtwarzacz mp3(kilka lat temu, Cowon D2) w pudełku był kupon do wykorzystania w Audible – nie pamiętam już jak to dokładnie działało. Wypróbowałam i stwierdziłam, że audiobooki do mnie zupełnie nie trafiają. Lubię czytać szybko, a przy słuchaniu jest jakoś za wolno i szybko tracę koncentrację, chce mi się spać. Zupełnie jak w czasach kiedy rodzice czytali mi do snu(tylko wtedy mnie to bardziej wciągało).

      0
  13. Krasnall pisze:

    Ja z racji tymczasowego mieszkania za granicą (USA) wybieram głównie Amazona. Teoretycznie mógłbym zamawiać książki z Merlina, ale każda kolejna pozycja na półce to problem przy późniejszym powrocie do Polski czy przeprowadzkach. Za to gdyby w Kindle Store znajdowały się książki w polskim języku, bądź też mógłbym je kupić w innej księgarni z taką samą łatwością jak w Amazonie, to z chęcią przestawiłbym się na czytanie po polsku…

    0
  14. crobartie pisze:

    tylko ebook
    -na wersje papierowe nie mam miejsca i nie chce i taszczyc w plecaku
    -elektroniczne sa tansze i wygodniejsze
    -sa torrenty
    pamietam jak chcialem wypozyczyc ‚Society of mind’ Marvina Minsky’ego z biblioteki na UW
    na caly UW byla tylko jedna ksiazka, na dodatek nie na moim wydziale,
    udale sie wiec na wydzial ktorego biblioteka posiadala ta ksiazke, ale okazalo sie ze nie sa podpieci pod uniwersytecki system komputerowy, wiec musialem udac sie do macierzystej biblioteki i wziac rewers (sic!), nastepnie udalem sie tam ponownie i okazalo sie… ze ksiazka juz jest wypozyczona (przetrzymana)
    co ciekawe mialem ja w PDFie ktory pobralem dzien wczesniej z torrentow bez najmniejszego problemu
    dodam ze byl to miesiac przed tym jak kupilem kindle ;]
    -kindle jest lekkie i mozna miec duzo/wszystkie ksiazki przy sobie
    jedyny minus to format, do pdfow w szczegolnosci takich ktore zawieraja kod zrodlowy na kilka stron(np ksiazki do nauki programowania) albo do gazet/czasopism przydalby sie 10 calowy wyswietlacz, najlepiej kolorowy, dotykowy, po ktorym mozna by pisac(robic odreczne notatki na ksiazce)

    podsumowujac: dla mnie era papierowych ksiazek skonczyla sie wraz z zakupem kindle

    0
  15. asymon pisze:

    „Informacja” Gleicka w dniu premiery wylądowała na moim czytniku. Ciekawe, kiedy książka ukaże się po polsku… Świat się zmienia na naszych oczach.

    http://www.amazon.com/Information-History-Theory-Flood-ebook/dp/B004P1JEY8/

    0
  16. Tadeusz pisze:

    Ale cena w Amazon.com wynosi ok. 14 dol., nie 10….

    0
  17. Pawel Stolowski pisze:

    Interesuje sie II Wojna Swiatowa i jesli chodzi o ta dziedzine, to zdecydowanie wole ksiazki papierowe: ksiazke z tej dziedziny kupie w wersji papierowej bez wzgledu na roznice w cenie. Po prostu w tego typu pozycjach zazwyczaj sa mapy, czesto na koncu lub poczatku ksiazki i czytanie ich przy pomocy Kindle jest po prostu niepraktyczne. Zastosowanie Kindle’a w moim przypadku to wylacznie beletrystyka oraz krotsze teksty sciagane z internetu (polecam rozszerzenie Send-To-Kindle dla przegladarki Chrome).

    0
  18. Nexus pisze:

    Jestem w połowie książki. Jest świetnie napisana i widać bardzo solidny warsztat. Poza tym niby tyle się wie o okrucieństwach II Wojny Św. ale opisy w tej książce są momentami wstrząsające. Widać też nieskrywaną sympatię autora do Polski.

    W każdym razie faktycznie przy okazji takich grubych kawałków beletrystyki widać wady Kindle’a 3 – małe niewyraźne czarno-białe mapki. Ale to raczej drobiazg – ogólnie książka znakomita i cieszę się że zdążyłem ją kupić przed podwyżką. :-)

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.