Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Bezsenność korektora – odpowiedź na tekst o jakości e-booków

Mój tekst „Korektor śpi” sprzed paru dni wywołał burzliwą reakcję w komentarzach. Można powiedzieć, że był impulsem dla wielu z Was, aby wylać swoje żale na jakość e-booków, które spotykamy w sprzedaży.

Karolina Kaiser, która w Nexto zajmuje się konwersją odpowiedziała na mój tekst na ich blogu – Bezsenność korektora, czyli o skutkach zawodowych frustracji. Fragment wypowiedzi:

Oczywiście błędy konwersji są eliminowane, ale treści tknąć nie wolno. A to problem. Wstyd przyznać, ale wielu wydawców broni się przed korektą jak przed ogniem, nawet jeśli zaoferować im pomoc naszych speców od polszczyzny.

Z rozkazem „proszę niczego nie zmieniać w treści”, nieco już sfrustrowany specjalista przystępuje więc do składu książki elektronicznej. Projekt graficzny ebooka rządzi się innymi prawami niż layout do druku – i spece z Nexto.pl o tym wiedzą. Cóż z tego, kiedy gotowy projekt – estetyczny, przejrzysty, funkcjonalny, ale i respektujący ograniczenia czytników – aż nadto często spotyka się z reakcją: „a nie może to wyglądać jak w PDF?”.

Przy okazji – parę osób w komentarzach do poprzedniego wpisu sugerowało, że przecież jaki jest problem, czy wydawcy nie mają tych tekstów w Wordzie? Ano właśnie mogą mieć, ale z ich procesu wydawniczego wynika, że „oryginałem” jest wyłącznie wydrukowana książka, a jej jedynym odpowiednikiem może być PDF.

Znam bardzo duży polski koncern wydawniczy, który na potrzeby swojej bazy danych z zawartością własnych czasopism przez długie lata …odzyskiwał tekst ze skanów. Nie jest to pojedynczy przypadek. Dopóki ten proces przygotowywania książek (nie tylko e-booków) się nie zmieni, to czekają nas zabawy z konwersją.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

55 odpowiedzi na „Bezsenność korektora – odpowiedź na tekst o jakości e-booków

  1. asymon pisze:

    Za starych, dobrych czasów rozróżniano słowa „korekta” i „edycja”.

    Korekta nie zmienia treści.

    0
    • Karolina Kaiser - Nexto.pl pisze:

      Nexto.pl jest księgarnią, a nie wydawcą. Rozumiem, że ciężko w to uwierzyć czytelnikowi, ale nawet przesłanie wydawcy katalogu błędów – w tym niezależnych od niczyjego „widzimisię” błędów ortograficznych czy interpunkcyjnych – nierzadko skutkuje zakazem jakichkolwiek poprawek w imię spójności z wersją drukowaną. Taki zakaz jest dla nas zobowiązujący. Jako księgarnia nie mamy prawa do jakiejkolwiek samowolnej zmiany treści książki. Zmiana kilku znaków (np. literówek) nie jest zmianą treści rozumianej jako sens tekstu – na to zgoda, ale jest zmianą treści w rozumieniu ścisłym – a takie rozumienie obowiązuje księgarnię.

      0
      • asymon pisze:

        Zgoda, nexto.pl jest księgarnią. Ale z tego co czytam konwertujecie też książki do ebooków więc, bez wnikania w szczególy technicznie jak to się dokładnie robi, odpowiadacie także za jakość tej konwersji. Bo rozumiem że tym się właśnie pani zajmuje :-)

        http://www.netpress-digital.com/wspolpraca
        „Zapraszamy do współpracy. Już teraz mogą Państwo zapoznać się z proponowanymi przez nas rozwiązaniami i uzyskać więcej informacji na temat przedsięwzięcia. Nasza działalność nie ogranicza się wyłącznie do sprzedaży i dystrybucji, ale obejmuje również proces digitalizacji plików oraz m.in. szeroko rozumianą promocję oraz biuro obsługi klienta (helpdesk)”

        0
        • Karolina Kaiser pisze:

          Dokładnie, odpowiadamy za jakość konwersji – ale nie za jakość tekstu źródłowego. Błędy, które możemy poprawić – i które poprawiamy – to błędy pojawiające się w procesie konwersji. Naszym zadaniem jest odwzorowanie – co do litery – treści z pliku przesłanego przez wydawcę. Oczywiście, widząc błędy źródła (ortograficzne, interpunkcyjne, fleksyjne…), zgłaszamy je wydawcy, często proponując pomoc w korekcie. Ale tak jak pisałam, wydawcy nie zawsze się godzą. Ciężko mi wnikać w przyczyny takiej postawy wydawców. Nie zmienia to faktu, że wobec sprzeciwu wydawcy – choć brzmi to jak wymówka – nie możemy zmienić treści ani o literę.

          0
      • KundelBury pisze:

        „Nexto.pl jest księgarnią, a nie wydawcą. Rozumiem, że ciężko w to uwierzyć czytelnikowi”

        Ciężko czy trudno, Pani Karolino?
        Jak to język zdradza, kto jest kim, prawda? Dopóki nie będziecie posługiwać się poprawną polszczyzną, dopóty wszelkie uwagi o poziomie edytorstwa w Polsce będą uzasadnione.

        0
        • Łukasz pisze:

          Jak to język zdradza, kto jest bucem, a kto nie, prawda?

          0
        • Lith pisze:

          Wybaczcie, musiałem:

          Ciężki – <>: Coś jest ciężkie do wykonania, do zniesienia.

          [Słownik poprawnej polszczyzny, red. W. Doroszewski, PWN, Warszawa 1998, s. 81.]

          0
          • Lith pisze:

            Dopisuję fragment wycięty przez skrypt strony:
            Ciężki – „nastręczający wiele trudności’: Coś jest ciężkie do wykonania, do zniesienia.

            0
          • KundelBury pisze:

            Lith,
            pomimo, że słownikowo masz rację, istnieje jeszcze takie coś, jak frazeologia, polecam przykład:
            http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=7404
            czy szerzej:
            http://obcyjezykpolski.strefa.pl/?md=archive&id=355

            Łukaszu, tak masz rację, zakamuflowany argument ad personam mówi coś o jego twórcy, powiem ci to całkiem otwartym tekstem, bez urazy.

            0
            • Łukasz pisze:

              Twój zarzut natomiast w ogóle nie był osobisty…

              Moim celem nie jest obrażanie kogokolwiek, nie lubię po prostu, kiedy ktoś przyczepia się do takich detali w tak niemiły sposób. Więcej uprzejmości nie zaszkodzi Polakom. Zwrócić uwagę oczywiście można, ale istnieje wiele lepszych możliwości od tej wybranej przez ciebie.

              0
              • KundelBury pisze:

                Lepiej już zamilknij, skoro nie rozumiesz, w jakiej dyskusji bierzesz udział, kontekst to jest następne słowo, które, tym razem ty, powinieneś sobie wbić do głowy.

                Dla przypomnienia, rozmawiamy tu o języku polskim i co zrobić, by był lepszy w publikacjach. Jeśli to jest dla ciebie, cytuję, „przyczepianiem się do takich detali”, to rozważ zmianę tematyki.
                Tylko nie wybieraj tych wątków o zasadach grzecznościowych, nie będziesz miał wielkiego pola do popisu, podobnie jak z zasadami języka.

                0
              • Robert Drózd pisze:

                Na tym poziomie kończą się funkcje „odpowiedź” i mam głęboką prośbę o zakończenie tej dyskusji zanim zacznę ciąć.

                0
              • Łukasz pisze:

                Oh come on, człowiek próbuje złagodzić atmosferę, ale trafił się perfekcjonista. Szkoda tyko, że więcej wymagasz od innych, niż od siebie.

                „Lepiej już zamilknij” – tak, na pewno takimi argumentami kogoś przekonasz.

                Wspominasz o kontekście, a właśnie z kontekstu wyrywasz moje słowa. Nie miałem zamiaru się rozpisywać odnośnie zasadności twoich zarzutów, może masz do nich prawo, lecz nie podobał mi się sposób, w jaki to wyartykułowałeś.

                A do reszty się nie odniosę, mam nadzieję, że w codziennych kontaktach się tak nie zagalopowujesz.

                0
            • AJ pisze:

              „Mówiąc tak, mało kto uzmysławia sobie, że popełnia językowe uchybienie.“

              Uwielbiam takie teksty. No więc jeśli mało kto sobie uzmysławia, to znaczy, że tak się mówi.

              0
              • KundelBury pisze:

                Język pisany to nie język potoczny.
                Dopóki nie rozmawiamy o wydawaniu Wojny… Masłowskiej czy Mechanicznej Pomarańczy, dopóty potoczny język nie ma racji bytu i znaczenia dla wywodu. To jest dogmat, pozwól, że o dogmatach nie będę dyskutować.

                Jeśli nie rozumieją tej różnicy wydawcy (a jak mają rozumieć, skoro sami jadą byle-mową), to kryzys gotowy, ale jeśli nie rozumieją tego ich klienci, to przestaję się dziwić wydawcom, że dają im tak skrojony produkt, jak „się mówi”

                0
              • AJ pisze:

                „Dopóki nie rozmawiamy o wydawaniu Wojny… Masłowskiej czy Mechanicznej Pomarańczy“

                Rozmawiamy o komentarzu na blogu, pozwolę sobie przypomnieć.

                „To jest dogmat, pozwól, że o dogmatach nie będę dyskutować.“

                I jako taki jest pozbawiony racjonalnych podstaw, za to opiera się na głębokim poczuciu słuszności. Dobrze, nie będę dyskutował, najwyżej popukam się w czoło.

                0
              • KundelBury pisze:

                Sądzę, że rozmawiamy o treści zalinkowanego w trakcie rozmowy artykułu, w kontekście tej rozmowy, gdzie owszem, pojawiła się kwestia treści komentarza.
                To może być skomplikowane i nie każdy musi ogarniać piętrowe komplikacje sprzężeń i koniunkcji, zwłaszcza ten, który do ich powstania się przyczynił, ale to nie powód, by pukać się w czoło, ostatecznie zwolennik większości „tak mówiącej” powinien też akceptować potwierdzony naukowo fakt, że ta sama większość nie czytała w poprzednim roku ani jednej książki i co ważniejsze, nie potrafi łączyć w ciągi znaczeniowo-kojarzeniowe treści z początku i końca tekstu.

                0
              • AJ pisze:

                Oho, widzę, że mam ugiąć karku przed autorytetem sprzężeń i koniunkcji, a nawet potwierdzonych naukowo faktów. Dobrze więc, miłego uzmysławiania sobie, puk! puk!

                0
            • mruk pisze:

              Zdecydowanie bardziej mnie razi stawianie przecinka w wyrażeniu „pomimo że”, niż takie drobiazgi jak ciężko/trudno – zupełnie dopuszczalne w postach na forum. Natomiast brak znajomości jednej z podstawowych zasad interpunkcji – o tak, zdradza niekompetencję piszącego, sadzącego się w dodatku na językowe kazania. A fe!

              0
              • KundelBury pisze:

                Widzisz Mruku,
                różnimy się jednak w kwalifikacji ważności przewin językowych, ale to nie ma znaczenia. Można się różnić i żyć dalej.

                Znaczenie za to mają dwie sprawy.
                Po pierwsze, co do zasady, masz rację, utartych zwrotów nie rozdziela się przecinkiem.
                Jednak przestankowanie podlega także innym zasadom: akcentowaniu treści i regule oddechowej. Przestankowanie to sprawa płynna więc, chyba, że się na tym nie znasz, wtedy faktycznie, trzymaj się reguł.

                Po drugie, nie ja tu jestem oskarżonym, lecz wydawnictwo, księgarnia, pośrednik, niepotrzebne sobie wykreśl, które to podmioty są obowiązane do należytego traktowania języka (nawet jest na to pewna ustawa, nie każdy wie, ale jest) i tego języka należycie nie traktują, jak wynika z licznych postów i samego artykułu Roberta.
                Rzucaj się na nich, inaczej twoje wycieczki to tylko niskie zagrywki, sam nie rób tylu błędów w swojej wypowiedzi, trzymaj się tematu.

                0
      • Joylife.pl pisze:

        Mnie najbardziej denerwują znaki dzielenia wstawione „na sztywno” w tekst. W druku jest taki znak na właściwym miejscu, a na czytniku dzielone słowo może być gdziekolwiek i w efekcie mamy pauzy pomiędzy sylabami. Tego też nie można poprawić? Bo domyślam się, że osób składających książki nie da się już tego oduczyć.

        0
      • Czytelnik pisze:

        Troche to nieładnie zrzucać winę na wydawców. Chyba, że to oni zrobili ostateczną wersję e-puba.
        Nie wierze, że w wydrukowanych książkach jest tyle błędów co w e-bookach. Czytam książki i nigdy nie spotkałam sie z tyloma bykami w wydrukowanej książce, co w e-bookach. A nie jestem jakimś specem od ortografii, raczej mam skłonności do dysleksji i te błędy mnie tym bardziej przerażają, bo skoro ja je zauważam, to to juz jakiaś masakra.
        Z obrony Państwa można wywnioskować, że te książki zawsze miały dużo błędów, a teraz dzięki konwersji „byki te” wychodzą na jaw, bo wcześniej nikt ich nie zauważał. To jest bardzo, bardzo mało prawdopodobne, bo błędy zawsze lepiej widać na papierze.
        Jedynym wyjaśnieniem jest dla mnie to, że błąd powstał podczas OCRowania tekstu i nie został wyłapany przez korekte o ile takowa w ogóle była.
        Swoją drogą wydawnictwo, które nie ma swoich książkek w edytowalnych plikach źródłowych to jakieś totalne dziadostwo. Wierze, że takie wydawnictwa istnieją, ale nawet malutkie oficyny prowadzą swoje archiwum. Jak jakieś wydawnictwa są na tyle głupie, że tych źródeł nie mają, to niech teraz płacą za korektę OCR’ów. Wszak za głupotę się płaci.

        0
        • Kiepski pisze:

          Errata: Zgadzam się z KundlemBurym.

          0
          • mruk pisze:

            Zgadzasz się z kimś, kto stawia przecinek w „pomimo, że”?! Skandal.
            Swoją drogą zdanie „pomimo, że słownikowo masz rację, istnieje jeszcze coś takiego jak frazeologia” zachwyca swą logiką (jakby frazeologia była gdzieś poza słownikami) i to wszystko z miną „ą, ę, bułkę przez bibułkę”.

            0
  2. Stasiek pisze:

    Otóż dowiedzcie się, że autor wprowadza ostatnie poprawki w treści po przesłaniu połamanej książki przez drukarnię. W związku z tym to, co przekazał wydawca w wordzie, nie jest treścią ostateczną. To drukarnia czasami podmienia całe akapity i wprowadza ostatnie małe korekty językowe.
    Ostateczną wersję przesyła drukarnia w PDF do akceptacji – dlatego dla wydawcy ten pdf jest wersją, której zmieniać nie można.
    Drukarnia natomiast często, aby wydawca nie wykorzystał ich pliku do druku następnych wydań, przesyła co prawda pdfa, ale zrastrowanegom czyli jako bitmapa, co równa się skanowi.

    Pozdro
    Stasiek Drukarz

    0
    • Czytelnik pisze:

      Wcale to nie jest jakiś standard, że finalna wersja jest w pdfie, nie w dzisiejszych czasach. Co to za problem, że autor nanosi ostatnie poprawki nawet w czasie druku. Wydawnictwo je po prostu nanosi i wysyła stronę do podmiany. W 5 sekund jest ona w drukarni i wcale nie trzeba nikogo z drukarni prosić, żeby to oni poprawili. Mi się coś takiego nigdy nie zdarzyło, żeby mi sama drukarnia coś poprawiła.

      0
  3. pasożyt społeczny pisze:

    Hy, hy, hy, odpowiedź w stylu – Nie da się.
    Rok temu „nie dało się” oferować książek bez DRM i „nie dało się” oferować formatu mobi. Zapewniam „speców z Nexto.pl” , że za rok kiedy będą przeglądać oferty pracy na rynku będą ebooki bez błędów.

    0
    • Karolina Kaiser - Nexto.pl pisze:

      Da się – ale nie od razu i nie samowolnie. Co możemy zrobić jako księgarnia, to rozmawiać i przekonywać, przekonywać, przekonywać…. To robimy i dzięki temu coraz więcej wydawców godzi się choćby na rezygnację z DRM. Zmiana nastawienia wydawcy nie jest rzeczą łatwą – nasza perswazja nie byłaby zbyt skuteczna bez nacisku czytelników. Dlatego „trzymam kciuki, by wysokie wymagania czytelników ruszyły wydawców wciąż okopanych na swych pozycjach”.

      0
      • A.Mason pisze:

        Z czystej złośliwości – co oznacza zwrot „Bravo!”?

        0
        • Łukasz pisze:

          Dobre! ;)

          0
          • A.Mason pisze:

            Jeszcze lepsze jest, że w linkowanym tekście „Obcy język polski”, można znaleźć np. taki kwiatek: „Mimo wszystko apeluję do Państwa o rozwagę: nie włączajmy to tej grupy sformułowań ciężko powiedzieć, ciężko zrozumieć, ciężko stwierdzić”.

            Moim zdaniem zasada jest prosta – błędy zdarzają się także najlepszym, więc nie można oceniać ludzi i instytucji na podstawie wypowiedzi (komentarzu), których nie do końca można traktować z „nabożeństwem słowa pisanego”.

            Mam nieodparte wrażenie, że przy dobrych wydawnictwach, które mają już jakiś dorobek i renomę, błędy w ebookach są pomijalne. Najwięcej i najczęściej cudactw pojawia się w „dziwnych” wydawnictwach i chyba w mało znaczących książkach. Pośpiech?

            0
            • KundelBury pisze:

              Najwięcej błędów mam w książkach z Wydawnictwa Czarnego, czy to jest więc „dziwne” wydawnictwo, a jeśli tak, czy książki stamtąd można uznać za „mało znaczące”? Czy w ogóle książki można uznać za takie, na marginesie…

              Jeśli ktoś, odpowiedzialny zawodowo za jakość języka, sam nie potrafi publicznie posługiwać się jakościowo dobrym językiem, mam wszelkie prawa, by uznać, że to znamienne i wielce wymowne.

              0
              • A.Mason pisze:

                Niezbyt jasno się wyraziłem – pod pojęciem „mało znaczące” miałem na myśli małe znaczenie promocyjne dla wydawnictwa.
                Co do wydawnictwa „Czarne”, to nie jestem w stanie odpowiedzieć, bo mam jedynie papierowe wersje Szczygła.

                Nie wiem skąd Ci przyszło do głowy, że pani Karolina jest odpowiedzialna zawodowo za jakość języka? Nie jest ona ani redaktorką, ani korektorką, z artykułu wynika, że zajmuje się w Nexto konwersją do e-booków.
                Pani Karolina za jakość języka odpowiedzialna jest tak samo jak każdy z nas, wypowiadających się tutaj.

                0
              • mruk pisze:

                Och, „znamienne, wielce wymowne”. Ach, „publicznie posługiwać się jakościowo dobrym językiem”. Ah! Mam prawo, by uznać, że ta kiebłasa językowa jest zła jakościowo!

                0
              • KundelBury pisze:

                A.Mason,
                czytam, analizuję, wnioskuję, syntetyzuję, stąd właśnie… Sam przeczytaj, za co odpowiedzialna jest ta pani, ale przeczytaj dokładnie.

                0
  4. Pi pisze:

    Jakakolwiek odpowiedzialność rozmywa się tak bardzo, że końcowy nabywca (czytaj: klient, lub frajer – zazwyczaj przez biznes stosowane równoznacznie, a nie wymiennie) zaczyna przepraszać iż w ogóle ośmielił się podważyć jakość produktu, za który bardzo często niemało zapłacił.

    0
    • asymon pisze:

      Nope.

      Prawo mówi jasno – odpowiada sprzedawca. Jeśli kupisz książkę w nexto.pl, to nieważny jest wydawca, nieważne kto robił digitalizację, czy w treści masz:

      „Kon­wer­sja: Net­Press Di­gi­tal Sp. z o.o.”
      „Kon­wer­sja do for­ma­tu EPUB: Vir­tu­alo Sp. z o.o.”

      – reklamujesz w nexto.pl.

      0
      • Karolina Kaiser pisze:

        Zgłaszanie nam błędów – bez względu na to, kto ponosi za nie faktyczną odpowiedzialność – jest korzystne dla wszystkich. Czytelnik nie musi się przecież znać na wszystkim i odróżniać błędy konwersji od błędów źródła. My zaś, „uzbrojeni” w skargi klientów, mamy większą szansę dotrzeć do wydawców.

        0
  5. Sebastian pisze:

    Nie wyobrażam sobie żeby firma zajmująca się sprzedażą wprowadzała zmiany w treści. Z wielu powodów, pierwszy i najważniejszy to prawa autorskie. Ale to nie wszystko, książka w zależności od księgarni miałaby inną treść bo korektorzy inaczej poprawili błędy stylistyczne?

    Co z książkami technicznymi? Często sformułowania niezbyt szczęśliwe w literackiej polszczyźnie to przyjęte terminy fachowe. Każda księgarnia powinna zatrudniać specjalistów od żargonu we wszystkich dziedzinach, w których sprzedają książki? Pamiętam jak to autorzy tłumaczyli się na forach informatycznych, że śmieszne albo co gorsza mylące zdanie to wynik korekty, której nie konsultował z nimi wydawca np. gazety. W książkach o NLP aż roi się od błędów stylistycznych bo według autorów to wpłynie na efektywność lub reakcje na przekazywana wiedzę. Można w to wierzyć lub nie ale korekta wypaczyła by sens książki itd.

    Widzę problem i denerwują mnie błędy w książkach, za które dałem kasę ale rozwiązanie nie jest proste i oczywiste. Raczej bez konsultacji z wydawcą i autorem/tłumaczem nie można tego robić.

    0
  6. vfsdvasdf pisze:

    czyli kolejny raz wydawca jest hamulcem wszystkiego

    Tak szczerze po co jest wydawca? co on faktycznie robi poza przejadaniem 80% ceny ksiazki. To naprawde zniecheca do placenia za ebooka czy booka. Z drugiej strony ogromna szkoda ze pisarze wola zlecic nierobom za 80% prowizji prace ktora oni partacza.

    0
  7. KundelBury pisze:

    Strach pomyśleć, że taka jedna firma na A już kolejną swoją edycję oprogramowania do składu reklamuje jako wszechstronną, czytaj, złóż raz, wydaj na czymkolwiek ;)

    Słuchając takich argumentów, że PDF jest wersją podstawową, zastanawiam się, kiedy w naszym kraju odkryjemy koło, czytaj, przemysłowy proces składu publikacji (DTP).
    Mając tekst źródłowy w programie do składu, mogę go wypuścić na dowolną platformę i dowolną formę dostępną dla tego programu. Gdy mówimy o standardzie przemysłowym, a takim jest dziś np. inDesign, to nie ma takiej platformy i formy wynikowej, która nie byłaby dostępna, o ile nadal mówimy o standardach przemysłowych.

    PDF jest rezultatem procesu DTP, a nie bazą tego procesu (tak, czasem jest też elementem składowym, ale raczej dla publikacji prasowych i jako nośnik elementów graficznych). (sic!)
    To jest robienie wody z mózgu ludziom — książka papierowa też przeszła przez inDesigna (lub inny standaryzowany program DTP, tak wiem niektórzy do dziś składają w Wordzie, ale proszę pamiętać, tu rozważamy rozwiązania przemysłowe a nie partyzantkę w domu po godzinach), a skoro tak, to o jakich dodatkowych kosztach i trudnościach przygotowania można mówić, poza oczywiście konwersją i jej sprawdzeniem?! Czy my tu aby nie dyskutujemy o niewiedzy, głupocie i trzeciej ich siostrze, lenistwie?!

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Odniosę się tylko do jednego – widziałeś jak wyglądają EPUBy wygenerowane z Indesigna przy standardowych ustawieniach? Niestety bardzo różnie i czasami wygląda to nie lepiej jak PDF przepuszczony przez Calibre. Nie mam pojęcia o DTP, ale to chyba nie jest takie proste.

      0
      • KundelBury pisze:

        „Ale to chyba nie jest takie proste.”

        Ale też nie takie trudne, jak próbuje nam się to wmówić ;)
        Zauważ, że do momentu konwersji, publikacje papierowa i elektroniczna mają wspólny proces powstawania.
        Zauważ też, że napisałem poprzednio: konwersja i jej sprawdzenie.
        Surogat zawsze należy sprawdzić i tu chyba zawodzi cały „system”.

        0
        • Czytelnik pisze:

          Właśnie w tym tkwi cały problem, że wielu firmom produkującym e-booki nie chce się już nic sprawdzać albo sprawdzają osoby mało spostrzegawcze. Na pewno nie wykwalifikowani korektorzy.
          Tyle się tych firm reklamowało oferując nawet za darmo konwersje, a teraz wychodzi jaka jest jej jakość.

          Co do exportu epuba z InDesigna, to dużo zależy od tego, czy DTPista składający książkę znał ten program. Niestety mamy w Polsce dużo DTPistów, którzy nie potrafią wykorzystać potencjału tego programu, a ze źle złożonej książki nigdy nie wyjdzie dobry e-pub. Za to z dobrze złożonej książki już nie powinno być większego problemu z automatycznym wygenerowaniem dobrego e-booka :) chyba, że książka ma jakiś skomplikowany layout, to znowu będzie problem.

          0
      • Kiepski pisze:

        Zgadzam się z KindelBurym. Jesto to rzeczywiście bardzo proste.
        Od 20 lat zajmuję się przygotowywaniem książek do druku i w moim archiwum brakuje mi tylko jednej książki – pierwszej, z 1991 r. Z materiałów archiwalnych pozostałych książek jestem w stanie wygenerować ładnego EPUB-a za pomocą programu firmy na A. Nie jest to proces całkiem automatyczny, często wymaga wielu poprawek i uzupełnień. Na pewno potrzebne jest przeglądnięcie spostrzegawczym korektorskim okiem.
        Problem, o którym dyskutujecie, dotyczy tylko tych wydawnictw, które nie zadbały o tworzenie prawidłowego archiwum i pozostawiały pliki źródłowe u wielu podwykonawców – firm wykonujących tzw. skład komputerowy. Jeśli w wydawnictwie zostały jedynie ozalidy – zrastrowane PDF-y służące do zatwierdzania do druku i ewentualnego rozstrzygania, kto ponosi odpowiedzialność za ewentualne błędy – a nie pliki źródłowe, to takie wydawnictwo musi się zdawać na łaskę i niełaskę Virtualo, Nexto i innego Legimi.
        Problem ten dotyczy też książek wydanych przed 1990 r. przygotowanych do druku w niewykorzystywanych dziś programach. Wówczas łatwiej jest zeskanować wydrukowaną książkę niż próbować konwertować archaiczny format.

        0
        • Doman pisze:

          „Problem, o którym dyskutujecie, dotyczy tylko tych wydawnictw, które nie zadbały o tworzenie prawidłowego archiwum i pozostawiały pliki źródłowe u wielu podwykonawców”
          Nie znam zupełnie rynku, ale z tego co wyczytuję tu i ówdzie to to „tylko” stanowi przeważającą większość.

          0
    • Doman pisze:

      Wydaje mi się, że nie chodzi o lenistwo jako takie, ale też cięcie kosztów. Czytelnicy mają postawę „płacę – wymagam” i ja to rozumiem, ale patrząc na rynek szerzej przypuszczam, że ebooki sprzedają się w nakładach 3-cyfrowych, hity może kilkutysięcznym i jeżeli koretka po konwersji będzie za droga to się po prostu nie zwróci.

      0
  8. Piotr pisze:

    Co to za brednie.

    Dziwne, że żadnego błędu ortograficznego nigdy nie znalazłem, za to masę wynikających z konwersji(błędna interpretacja liter przez OCR, rzymskie cyfry pisane małymi literami, znaki apostrofu zamiast cudzysłowu, rozerwane wyrazy), a poprawionego ebooka konwertowanego przez Nexto udało mi się otrzymać dopiero po interwencji U WYDAWCY. Na szczęście od tamtego czasu zauważam poprawę w jakości.

    0
    • Czytelnik pisze:

      No właśnie, większość błędów to te, które wynikają tylko i wyłącznie z konwersji.
      Śmieszne te tłumaczenia Nexto.

      0
    • Zabski pisze:

      Zgadzam się. Te błędy to nie l<atastr0fa, ale irytują, bo sprawiają wrażenie nienależytej dbałości konwertującego. Większość z nich można wychwycić sprawdzając pisownię.

      0
  9. KonradK pisze:

    Znam bardzo duży polski koncern wydawniczy, który na potrzeby swojej bazy danych z zawartością własnych czasopism przez długie lata …odzyskiwał tekst ze skanów.

    Chodzi może o „Fantastykę” i koncern Prószyński i Spółka?
    Przynajmniej do końca lat osiemdziesiątych to pismo było przygotowywane bez użycia DTP.

    0
  10. Pan Lestat pisze:

    Faktycznie tłumaczenie przedstawiciela firmy Nexto nie przekonuje. Wystarczy wziąć ten sam tytuł z kilku księgarni i już widać różnicę. Niestety problemem jest brak zrozumienia wydawców, że formaty takie jak epub i mobi należy traktować podobnie do stron internetowych. Czy ktoś publikuje dziś w internecie nie sprawdziwszy uprzednio wyglądu strony na popularnych przeglądarkach internetowych? Tego niestety firmy zajmujące się składem nie robią ze swoimi produktami. Każdy efekt ich pracy powinien być sprawdzony na najpopularniejszych czytnikach. To, że książka jest „spartolona” widać często już na pierwszych kilku stronach bez wczytywania się w treść.

    0
    • Roman pisze:

      Ładnie Pan to ujął!
      Cały czas mówię o tym samym. Ja nie czepiam się ortografów, których rzeczywiście prawie nie ma; nie czepiam się błędów frazeologicznych, bo skoro nie można zmieniać tekstu i źle zostało wydrukowane w wersji papierowej to niech już będzie źle, choć to bez sensu. Jestem za tym, aby – jeśli autor żyje i można z nim to ustalić – wprowadzić niezbędne poprawki w tekście.
      Dlaczego się więc tak denerwuję? Po prostu dlatego, że jeśli pracuję w branży wydawniczej od 20 lat to nie mogę patrzeć na zwykły plik, w którym są błędy, których w wersji papierowej NIE MA! Konwersja ma być doskonała. Apostrof to apostrof, cudzysłów to cudzysłów, akapity stanowią zwartą całość, konsekwencja w półpauzach, odpowiednie odstępy etc. To wszystko powinno być przezroczyste dla czytelnika. Ja chcę ebooka czytać, a nie się denerwować „znowu błąd”, „pojechali”. Czytając jestem w stanie (na 99%) wykazać DLACZEGO konkretny błąd się pojawił. I w większości przypadków wychodzi czynnik ludzki, czyli brak ostatecznego sprawdzenia przez człowieka. Automat to za mało. Ten 1% to rzeczywisty błąd w oryginale, puszczony przez autora, pierwotną redakcję i korektę.

      0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.