Nowość: Włącz alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Barnes&Noble traci na Nooku

Niedawno rynek obiegły wieści, że producent czytnika Nook, czyli firma Barnes&Noble w ubiegłym roku poniosła na Nooku stratę operacyjną w wysokości 262 milionów dolarów.

Na rynku amerykańskim Nook jest głównym konkurentem Kindle, w tym roku mają zamiar sprzedać czytniki i tablety za 3 miliardy dolarów. Ale jeśli dalej będą na nich tracić, to nawet zastrzyki finansowe z Microsoftu, który niedawno zainwestował w B&N nie pomogą.

W Polsce Nook jest znacznie mniej popularny niż Kindle (w badaniu naszym i Publio wskazało na niego około 1% respondentów), a głównym powodem jest kompletne ignorowanie przez B&N rynku poza Stanami. Nie kupimy oficjalnie ani Nooka, ani książek na niego. Oczywiście na Allegro można dostać za cenę 400-500 zł podstawowy czytnik Nook Simple Touch, sprowadzony prywatnie ze Stanów. Pod względem użyteczności jest co najmniej tak dobry jak Kindle. Choć brakuje mu np. przeglądarki czy możliwości przekręcania ekranu – to ma boczne klawisze, niezależnie od dotykowego ekranu. Obsługa jest intuicyjna i nie nastręcza problemów – podobnie jak z Kindle.

Nook Simple Touch to wdzięczny obiekt zabawy dla zaawansowanych użytkowników, bo po zrootowaniu dostajemy zgrabny tablet z e-inkiem, wprawdzie ze starszą wersją Androida (2.1), która nie obsługuje wielu nowych aplikacji z Google Play, choćby Kindle, ale można instalować starsze wersje. Przykład widzimy na filmie.

To, że nie możemy zamówić Nooka do Europy pokazuje podejście tej firmy. Narzekamy, że dla Amazonu jesteśmy trzecim światem, ale dla B&N w ogóle nie istniejemy.

Problem w tym, że według opinii cytowanej przez artykuł z New York Times, dla Amerykanów Nook jako marka też nie istnieje. Barnes & Noble ma szeroką bazę własnych klientów i potrafi im sprzedać Nooka, ale nie umie wyjść poza tę grupę i wykorzystać np. sezonu świątecznego, który wypadł gorzej niż przewidywano.

Owszem, B&N wyprzedził konkurentów z czytnikiem Nook with Glow Light, ale jak tu już było powiedziane i co pokazywałem na zdjęciach, czytnik przez niedopracowaną funkcję świecenia okazał się rozczarowaniem i nie zdobył rynku, na co bardzo liczył producent.

Amazon w przypadku Kindle sprzedaje urządzenie po kosztach, jak niedawno przyznał Jeff Bezos. Zarabiają na sprzedaży treści, ale to wcale nie oznacza  ogromnych zysków. Cała firma zanotowała także dużą stratę (274 miliony dolarów) w III kwartale 2012, w czwartym mając zysk (97 milionów). Wobec kwartalnej sprzedaży na poziomie 21 miliardów dolarów to jest praktycznie balansowanie na granicy. Amazon w przeciwieństwie do B&N nie podaje jednak jaki ma zysk czy stratę bezpośrednio na Kindle.

Bezos jest jednak zadowolony – sprzedaż e-booków w roku 2012 wzrosła o 70% – tak więc strategia sprzedaży urządzenia po kosztach daje dobre rezultaty.

To że B&N traci na Nooku nie jest dobrą informacją, nawet jeśli popatrzymy z punktu widzenia wiernego klienta Amazonu, konkurencja jest potrzebna. Pewnie premiera czytnika ze światełkiem mocno wpłynęła na decyzję o premierze Paperwhite.

Zdjęcie: Engadget

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rynek czytników i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

38 odpowiedzi na „Barnes&Noble traci na Nooku

  1. lager pisze:

    Mam pytanie. Jak Amazon wejdzie do Polski (zakladajac ze wejdzie) to beda na nim dostepne ksiazki po angielsku? Albo czy bede mogl kupowac zarowno w Amazon PL jak i Amazon USA? Jak to jest w przypadku Amazonu np. niemieckiego? Mam nadzieje, ze wejscie do Polski nie bedzie wiazalo sie z odcieciem od literatury po angielsku…

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Będzie tak jak np. w Niemczech czy Francji – w ofercie tamtejszego Kindle Store są także pozycje anglojęzyczne wycenione w euro. Trzeba się jednak zdecydować na jeden sklep – Niemcy i Francuzi dostali propozycję przejścia, z tego co wiem mogli nadal kupować w .com ale wtedy własne były dla nich zamknięte.

      0
      • lager pisze:

        Dziekuje za odpowiedz. U nas jest tak rozwiniety rynek ebookow, ze nie wiem czy jak duzo czyta sie po angielsku bedzie sens wybierac Amazon PL, kosztem tego z USA. Chyba, ze ceny beda bardzo atrakcyjne. Chociaz ten dylemat chyba szybko nam nie grozi.

        0
    • LPG pisze:

      wejście Amazona do Polski to dość ciekawy wątek. Moim zdaniem, Amazon przespał dobry moment na wiosnę 2012, czyli jak głosiła plotka. Od tamtej pory wszystkie polskie księgarnie praktycznie całkowicie zrezygnowały z DRM w postaci szyfrowania plików, wszyscy sprzedają multiformaty, z wysyłką przez chmurę lub na Kindla. Do tego zaczynają pojawiać się gazety od czołowych graczy na rynku. Krótko mówiąc, Amazon nie ma za bardzo czego tu u nas szukać, bo polskiego Kindle Store po prostu nie potrzebujemy, a jedyne czego możemy się spodziewać po wejściu giganta to dumpingowe ceny i koszenie konkurencji w celu przejęcia rynku – po co nam to?

      0
      • Art pisze:

        Amazon „przespał”, bo nie miało go co budzić.
        Rynek książek w Polsce w szczególności.

        0
      • Winetoo pisze:

        Żartujesz? Ja bardzo czekam na jakikolwiek sklep (nie musi być Amazon ale obawiam się, że innego sięnie doczekam) który zapewni mi klasykę literatury pierwszej połłowy XX wieku. Niestety w polskich księgarniach są głównie albo darmowe starocie albo nowości.

        Dla przykładu żeby podac tylko najgłośniejsze powieści:
        „Grona gniewu” Steinbecka? brak, „Stąd do wieczności” Jonesa? brak, „Ulisses” Joyce’a? jest ale dorgi, „Portretu artysty…” tego autora już brak.

        0
        • Eczytacz pisze:

          Wymaga to ustalenia i renegocjacji umów, lub ustalenia kto jest dysponentem praw autorskich. W praktyce jedynym rozwiązaniem tego problemu jest upływ 70 lat od śmierci autora, kiedy utwór trafia do domeny publicznej.

          0
        • LPG pisze:

          Ależ „sklep” zapewnia tylko to, co wydadzą wydawcy. Amazon robi wprawdzie eksperymenty na tym polu, ale nie w naszym języku i nie naszych autorów – za mały rynek dla giganta. Nie rozumiem tej idei, że przyjdzie Amazon i zacznie sprzedawać. Niby czego będzie miał więcej od już funkcjonujących księgarni? I przede wszystkim, skąd miałby ten kontent wziąć?

          0
          • Winetoo pisze:

            Skoro w innych krajach się dało to myślę, że i w Polsce się uda :-) Jak do wydawcy przychodzi mała.księgarnia.pl i mówi zróbcie wersję elektroniczną to ją sprzedamy w 15 egzemplarzach to nic dziwnego że nikomu się nie chce palcem kiwnąć. Jak przyjdzie Amazon i pokaże dane statystyczne ze sprzedaży książek w innych krajach do których wszedł to zaraz i właściciel praw autorskich się odnajdzie i wydawca zechce zrobić wersję elektroniczną. Po prostu efekt skali. Dla potencjalnego zysku rzędu kilku zł nikomu się nie chce ustalać spadkobierców praw autorksich ani robić nowego tłumaczenia, ale już dla kilku tysięcy warto się pochylić.

            0
      • Blue pisze:

        A nie potrzebujemy tych dumpingowych cen?

        IMHO ceny ebooków nie przystają do realiów finansowych. Tak samo jak dystrybucja cyfrowa gier. Polacy kupują na Steam masowo gry(jesteśmy bodaj 3 na świecie?)… ale tylko na bardzo dużych wyprzedażach.

        Żeby to miało ręce i nogi ebook nie może kosztować więcej niż 1/2 ceny książki – wyjściowo, a nie na promocjach. Ebooka nie odsprzedamy, pożyczanie jest problematyczne, nawet jak jest znak wodny – obawa o to że jednak ten nasz znajomy to puści dalej, a problemy będziemy mieć my. Na ebooka nie da się praktycznie przez to złożyć ze znajomymi. Ebooki mają błędy, biedniejsze wydania(patrz Diuna z Rebisu bez tak zachwalanych grafik ). No i dochodzi kwestia łatwości wydawania małych kwot. Patrz rynek gier na iphone, gierki i aplikacje kupuje się za 3-10zł, i takie ceny są w stanie ludzie zapłacić nawet jak książka / gra „nie podejdzie”. Są w stanie za taką cenę zebrać kolekcję książek, które już stoją na półce, ale fajnie by je było mieć też na tej wirtualnej (sporo ludzi kupuje tak stare gry na PC, nawet jeżeli je już mają – kupują w dystrybucji cyfrowej po małych kwotach, przystosowane do obecnych standardów). To jest cena za którą mało komu by się chciało bawić w odsprzedaż książki papierowej.

        IMHO taki model biznesowy może przynieść naprawdę wiele korzyści, bo ludzie kupujący masowo gry na wyprzedażach większości z nich nie odpalają. Kupują dla samej przyjemności posiadania i możliwości odpalenia jej kiedyś.

        Sporo z tych, którzy teraz namiętnie ściągają z chomika jakby byli pewni, że książka będzie porządnie sformatowała, to wydali by te 9,99 na wersję elektroniczną. Ale nie 25, czy 30.

        0
        • Art pisze:

          To samo można powiedzieć o bibliotekach tradycyjnych.
          Mamy w Polsce ponad 8 tys. bibliotek. To liczba większa od niejednego nakładu papierowej książki.
          A gdyby wprowadzić opłatę kilkudziesięciogroszową za wypożyczenie, to biblioteki miałyby książki – nowości, a czytelnicy możliwość wypożyczenia za grosze.

          To też byłby test na to, jakie jest naprawdę czytelnictwo w kraju. Czy ludzie rzeczywiście za grosze czytaliby, czy to tylko kolejny mit.

          0
          • Blue pisze:

            Pytałem o tą sprawę na jednym z forum gier. Fakt faktem czytelników tam jakoś wiele nie ma, ale to akurat forum na którym są ludzie z dość wysoką jak na tą branże średnia wieku i kupują oryginały. Piractwo tam praktycznie w kwestii gier nie istnieje, albo jest marginalne.

            Jest spora grupa z czytnikami i wyznają podobne poglądy do mnie. Sporo przyznaje się do jechania z chomika z premedytacją, właśnie ze względu na ceny i brak pewności co do jakości wydania, bo niestety zdarzają się spore wpadki z jakością produktów.

            Od siebie powiem tylko tyle, że z moimi skłonnościami do kupowania rzeczy na 90% wydawałbym 2-3 razy więcej, gdyby ebooki były w akceptowalnej dla mnie cenie. I tu nie jest istotne czy bym to wszystko czytał, czy po prostu by leżało na kiedyś, bo wydawcy i tak ten zysk mają. Na półce leży sporo książek kupionych w dobrych cenach i nie mam z tym problemu, a z ebookami już mam niestety, bo są za drogie w relacji do tego co można z nimi zrobić. Teraz jak kupuję ebooka to pierwsze studiuję net, opinie etc., a potem często i tak rezygnuję nawet jak cena promocyjna. Albo tak jak z diuna – kupiłem i się zawiodłem, bo wydanie było uboższe od wersji papierowej, jasne nie kupiłem książki dla obrazków, ale jednak patrząc na inne ebooki grafiki były i tego samego się spodziewałem tutaj, szczególnie że wielu ludzi je zachwalało.
            Mogę kupić książkę, jak nie podejdzie sprzedać, mogę iść do biblioteki, a z kupionym ebookiem już nic nie zrobię. Jasne są próbki, ale to jednak nie załatwia sprawy w 100%.

            0
            • Art pisze:

              Ja tylko użyłem przykładu bibliotek, aby wykazać, że na tym rynku nie ma potencjalnie potrzebnego składnika.
              Skoro te 8 tys. bibliotek już stoi, to można wprowadzić opłaty za wypożyczenie.
              Na przykład 1zł/tydzień. Po roku większość książek się amortyzuje.
              Będą nowości, można sterować liczbą kupowanych egzemplarzy w odpowiedzi na zapotrzebowanie, itd.

              Czy 9,99 jest ceną satysfakcjonującą wydawców w przypadku e-booka – nie mam pojęcia.
              I nawet nie chce mi się wchodzić w ich buty i analizować opłacalność.
              Ty kupisz „na półkę”, a ktoś inny być może kupi to, co i tak by kupił…

              A biblioteki to co innego, bo to w końcu coś, co funkcjonuje „za darmo”, z pieniędzy publicznych, a jak funkcjonuje, każdy czytelnik wie…

              0
              • Blue pisze:

                Biblioteki, swoją drogą. Mają funkcję publiczną i raczej coś takiego niestety nie przejdzie, choć IMHO zrobić prostą sprawę – z opłaty zwolnieni są uczniowie, emeryci i socjalka, reszta tą drobną opłatę wprowadza. IMHO to miałoby ręce i nogi.

                Co do ebooków.
                Fakt faktem, to jest trochę wróżenie z fusów, ale jak ktoś tego nie sprawdzi, to się nie dowiemy. Sam fakt, że zawsze można pójść do biblioteki i mieć za darmo „usprawiedliwia” udostępnianie na chomiku. Ale wiadomo – trzeba szukać, i jakość tekstu wątpliwa, bo to głównie czyste OCRy. To jest moje gdybanie, ale wydaje mi się, że 9,99 ludzie by przeżyli za pewność co do jakości i brak potrzeby kombinowania+świadomość wspierania autora, branży i legalności. Może teraz jeszcze e-czytniki są kupowane przez ludzi, którzy trochę kasy mają, ale pułap cenowy będzie spadał i coraz większe grono ludzi także z cieńszymi portfelami będzie się na nie decydowało. A imho – powinno ludziom zależeć, żeby sprzedawać „content”. Amazon sprzedaje czytnik po kosztach, sony do playstation 3 dopłacało – wszyscy liczą, że to się zwróci w contencie, ale żeby tak było musi być dostępny dla ludzi o dość szerokim statusie majątkowym.

                0
            • Art pisze:

              To co i tak by kupił – i tylko to. ( miało być)

              0
              • Blue pisze:

                1 będzie taki ze kupi tylko to, a za nim pójdzie 10, którzy normalnie by spiraciło. Wiesz czy tak będzie? Nie wiesz, ja też nie, ale są różne podejścia. Przy walce o Acta pojawiły się np. słowa Paula Coelho, który popierał wręcz piractwo i twierdził, ze to przynosi potem zyski. IMHO cena też ma znaczenie i tak jak w PL świetnie sprzedała się gra PainKiller(był w cenie 20zł na premierze) i ludzie byli zdziwieni. Tak samo moim zdaniem mogło by być z książkami.

                0
          • Blue pisze:

            Jeszcze jedno. Wyobrażam sobie zbieranie pełnej kolekcji ebooków Kinga w cenie 9,99, ot raz na miesiąc sobie coś nowego do kolekcji dorzucić i zebrać całość w wirtualnej postaci. Zrobienie czegoś takiego przy cenach 25-40zł/ebook byłoby już dla mnie mocnym marnowaniem pieniędzy.

            0
            • Art pisze:

              Odpowiem tu na koniec, bo program ( albo Robert :) ) nie pozwalają odpowiadać już na tym poziomie drzewka…

              Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie fundamentalne.
              Czy książka ma być w cyklu rynkowym i tylko w nim.

              Jeśli damy odpowiedź negatywną, ze względu na cokolwiek, to oznacza, że zgadzamy się
              ( z tychże względów) na regulacje.

              A jak już regulować, to dobrze by było optymalnie, tak, żeby przypadkiem nie spowodować tego, przed czym apologeci wolnego rynku tak się bronią. Tego, aby ten „rynek” nie stał się grą o sumie zerowej, czyli jeden tylko traci, a drugi tylko zyskuje. Tylko żeby wyważyć „interesy” stron.

              0
  2. przemek skoczyński pisze:

    Pytanie – skoro się to nikomu nie opłaca, to jak to się utrzymuje i po co. Z tego co wiem również rynek konsol do gier jest specyficzny i tez podobno wiecznie przynosi straty.

    0
    • LPG pisze:

      tylko że nie ma czegoś takiego jak „rynek konsol” w oderwaniu od „rynku gier”, a tutaj sytuacja wygląda już zupełnie inaczej…

      0
  3. Raffi pisze:

    Właśnie z Merlina dostałem ofertę zakupu czytnika Kindle w trzech wersjach (classic , Paperwhite i Touch) bez reklam. Może Amazon „kręci” z Merlinem :)

    0
    • Doman pisze:

      Ja też dostałem tą reklamę. Ceny wyższe niż przy bezpośrednim imporcie :) Może jeszcze jak ktoś jest zdesperowany na Toucha to się skusi za cenę Paperwhite’a

      0
    • Robert Drózd pisze:

      Nie kręci. To jest na takiej samej zasadzie jak sprzedawcy z Allegro.

      0
  4. slawek pisze:

    Co to za chwiej na wygaszaczu?

    0
  5. krzyskup pisze:

    Szkoda, bo Nook to całkiem przyjemny czytnik.

    0
  6. tomek pisze:

    Mam pytanie. Czy ktoś wie jak wygląda tygodni Do Rzeczy w wersji mobi? Bo jeden z pierwszych numerów nie miał podziału na sekcje i spisy treści. Jak to wygląda obecnie?

    0
    • MD pisze:

      Tak faktycznie było, ale już następny numer, ten z papieżem na okładce, był w poprawnym formacie „czasopismowym”. Tyle, że miał trochę skopsany podział na „sections” – wszystkie artykuły były wrzucone do jednego wora. Ale była już część obrazków i każdy artykuł stanowił osobną całość. Oczywiście, nie było artykułu Łysiaka, bo on zdaje się do redakcji dostarcza bitmapę (czy coś takiego), którą oni wklejają na ostatnią stronę. Biorąc pod uwagę narastającą aberrację tego autora, nie specjalnie żałuję. W każdym bądź razie w jakości e-wydania jest wyraźny postęp. Ostatniego numeru nie kupiłem bo jednak uważam, rze prasę tego typu trzeba sobie dozować rozsądnie, z umiarem.

      0
  7. Eczytacz pisze:

    Czy sformułowanie, że „nie kupimy oficjalnie Nooka ani książek na niego”nie jest pewnym w odniesieniu do części dotyczącej zakupu ebooków, przecież Nook obsługuje format epub, w tym zabezpieczony DRM.?

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Nie kupimy w sklepie Barnes&Noble. Oczywiście epuby, zabezpieczone czy nie można kupować w innych sklepach.

      0
  8. Hubtur pisze:

    Ja swojego Kundelka zamówiłem we Włoszech, ale z tego, co wiem, to w Austrii i Niemczech działa to na tej samej zasadzie:

    1. darmowa
    2. brak dodatkowych opłat
    3. nie, wszystko będzie już opłacone
    4. tak, oczywiście, ja również tak zrobiłem.

    0
  9. zwierzak pisze:

    Choć brakuje mu np. przeglądarki czy możliwości przekręcania ekranu

    Ekran się nie przekręca, tak samo jak w pierwszych wersjach Kindle Touch, ale mówienie o braku przeglądarki to kłamstwo. Ba, jest nawet oparta na WebKit. Niestety nie jest dostępna jako opcja w menu, ale wystarczy odpalić wyszukiwarkę i tam wpisać adres strony.

    A Nook bardzo dużo zyskuje na rootowaniu. Dużo więcej niż Kindle na Jailbreaku. Dzięki temu stał się on moim czytnikiem emaili i RSS i rano po obudzeniu się mam świeżą gazetę do śniadania. Eliminuje on także problem z brakiem Kindle email, można zainstalować Dropboxa.

    0
    • Karolina pisze:

      Niestety, ale w nowszych nookach opcja wpisania adresu strony w „search” już nie działa – nook niczego w internecie nie wyszuka, tylko w bibliotece i księgarni B&N. Tak więc przeglądarki brak.

      0
    • mugba pisze:

      zgadza sie, dodatkowo po zrootowaniu do internetu mamy operę przystosowana pod e-ink (dogrywając styl css) lub instalując specjalna wersje maxthon-a pod e-ink od naszych chińskich braci.

      0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.